W ostatnich latach zarysowały się wyraźnie trzy główne geopolityczne strategie dla Polski. Na koniec spróbuję przedstawić opcję alternatywną:
Pierwsza utrzymująca się do dzisiaj mimo, załamanie się architektury bezpieczeństwa po 2014 roku, mówi o sojuszach w ramach UE i NATO, które wciąż pozostają jedyną realną gwarancją dla Polski. Unia Europejska nie jest sztabem generalnym, NATO wciąż ma swoje traktatowe obowiązki. Nikt przecież nie rozwiązał tych organizacji, jak to się stało z RWPG, EWG czy Układem Warszawskim.
Druga podkreśla rolę USA jako jedynej realnej siły militarnej, która może zapobiec lub przeciwstawić się Rosji czy Chinom. Kto bowiem udowodnił, że USA nie przyjdą sojusznikom z pomocą. Wątpliwościom co do zdolności europejskich towarzyszy już nie tak dobitnie wyrażane przekonanie jak kiedyś, że tak czy siak i tak jesteśmy niejako skazani na amerykańską pomoc. Amerykanie zgodnie ze sztuką grają na wyobraźni Polaków, trzymając nas w proamerykańskiej strefie niejasności. Fundamentem tej opcji jest podkreślanie o interesie jaki ma Waszyngton aby utrzymać swoją obecność przynajmniej w polskiej części wschodniej flanki NATO.
Trzecia opcja podważa dwie poprzednie. Zgodnie z nową doktryną amerykańską Europa w tym Polska muszą mieć zdolność do samodzielnego działania ograniczonego jednak tak, aby nie wyjść poza interes geostrategiczny USA i na tzw. suwerenność geostrategiczną Europy. Ta trzecia opcja wymusza na Polsce działania na rzecz suwerenności i niepodległości jak nie w tzw. trójmorzu czy pomoście bałtycko-czarnomorskim to przynajmniej w jakimś trwalszym sojuszu regionalnym. Fundamentem tego myślenia jest przekonanie o szansie jaką powinniśmy wykorzystać w dobie wojny systemowej XXI wieku, która zdarza się raz na sto lat i jak jej nie wykorzystamy, czeka nas rola państwa skansenu.
Opcja alternatywna jest zgoła zupełnie inna. Gra światowych sił ustali porządek, który uczestnicy tej gry będą musieli zaakceptować. Nie ma nic trwałego. wszystko przemija, a konflikty polityczne, są jedynie manifestacją konfrontowanych ze sobą przywiązań umysłu. Liczy się nowy stan równowagi nie zaś ludzkie aspiracje. Procesy kształtujące finalny efekt są często podskórne, trudne do uchwycenia, w których plączą się łańcuchy przyczynowo-skutkowe jednostek i zbiorowości. Tutaj fundamentem jest przekonanie, że z nietrwałości wyłoni się nowa nietrwałość, że nie ma spraw istotnych, są sprawy względne, występujące relatywnie. W tej czwartej opcji nawet pożądany stan równowagi nie jest celem samym w sobie, a tylko etapem.
Los Polski i Polaków będzie wypadkową tak wielu zjawisk, że nie ma jednej dziedziny na przykład politycznej, która byłaby zdolna centralnie ten los uchwycić.


















































