Życie zawsze wygrywa ze śmiercią. Życie wygrywa tam, gdzie toczy się cierpliwie i systematycznie prowadzona gra. Od uczestników gry wymaga się zaangażowania i poświęcenie. Nie wykręcą się łatwo wymówkami, nie dane im będzie samowolne porzucenie gry.
Game Master, a raczej Game Mistress jest pewna staruszka zza ściany mojego pokoju. 18 centymetrów betonu oddziela mnie od miejsca, gdzie je, śpi, załatwia swoje potrzeby na specjalnie dostoswanym krzesełku, a nawet podobno ogląda telewizję. Cierpi na neurodegeneracyjną chorobę Parkinsona.
Wokół staruszki obserwowany jest mrówczy ruch bliskich podtrzymujących życie. Mimo cienia choroby i starości życiowy wigor ma się nieźle, a tempo codzienności nie zwalnia. Nie milkną wesołe zwrotki zapominanych piosenek, nieśmieszne żarciki, a gołębie furczą nad rozsypanymi niedojedzonymi przez staruszkę resztkami obiadowymi. Życie pilnuje wyznaczonych ról. Jak to mówią, każdy wie co ma robić i nie narzeka na swój los. Główny cel gry, czyli nadanie codziennej krzątaninie sensu jest spełniony.
Życie członków opiekującej się rodziny straciłoby sens gdyby nie uporczywe trwanie staruszki. Nie byliby w stanie podjąć już żadnej aktywności, która byłaby wartościowsza od tej opieki. Natura wartkim strumieniem przepływa przez ten zaniedbany, ale uporządkowany pokój, utrzymuje w pogotowiu uważności dwóch opiekunów płci męskiej męża i syna. Mężczyźni instynktownie wyczuwają duchowe, bijące źródełko mocy, lgnąc do niego, nie odczuwając przy tym znużenia ani zmęczenia. Schorowana kobieta przyciąga niewyczerpanym kobiecym magnetyzmem, wprawiając otoczenie w ruch, aktywizując swoją mocą niczym dzieci do zabawy. Elan vital ów pęd życiowy znalazł ujście w bruzdach starości, w słabym oddechu, w wiotkich kończynach. Samo sedno istnienia zostało starannie przykryte zwiędłymi liśćmi chwil, opadających z prędkością przemijania.
Nie dziecko, nie młode ciało, ale starość stała się strażnikiem mocy. Dusza zaklęta w starym ciele zbiera i przetwarza coraz bardziej skąpe informacje ze świata zewnętrznego. Skierowana więc bardziej ku wewnętrznym światom, milczy tajemnicą, a wadliwość mowy zredukowanej do dźwięków, uniemożliwia poznanie tej tajemnicy.
Fizyczne i psychiczne pole życia wygrywa swoją grę w najmniejszych szczegółach codzienności czyniąc wielkimi nie doniosłe sprawy i idee, ale to co dla innych byłoby zaledwie niezauważalnymi resztkami i okruchami. Staruszka z zawężonych do minimum chwil wyciąga wspomnienia czy przeżywa żywe i agresywne koszmary senne. Uszkodzone ciało zmaga się w koszmarach sennych z niebezpieczeństwem wymagającym ucieczki i walki. Ograniczająca choroba nadaje temu trwaniu intensywności.
Aż do ostatniego tchnienia staruszce nie zostanie oszczędzone nic co jest związane ze zużywaniem psychicznym i fizycznym. Cierpienia choroby i starości nadają treść trwaniu, w pochyleniu, w ciszy, w nasłuchiwaniu odgłosów zza ściany, gdzie przecież znajduje się mój pokój.
Czasami zastanawiam się czy któregoś dnia nie zmaterializuje się w moim mieszkaniu czy to w stanie głębokiego snu albo podczas zasypiania lub wybudzania. Jak i czy w ogóle moja podświadomość uzna za konieczne nawiązanie pośmiertnego kontaktu z sąsiadką zza ściany.