niedziela, 22 marca 2026

Męczennik. Opowiadanie fantastyczne

 Kazimierz właśnie oglądał swoje palce po wyjściu z ubikacji. Może widzi je po raz ostatni w życiu w tej liczbie. Odkąd trwa światowa wojna, państwa wzywają swoich obywateli do męczeńskiego poświęcenia. Oferują rodzinom wsparcie socjalne zaś bohaterom pośmiertne zaszczyty. Kazimierza do podjęcia decyzji o męczeństwie skłoniła seria powtarzających się snów z przepowiadającą przyszłość Demimozą. Procedura rytuałów męczeńskich właśnie się rozpoczęła, gdy po raz siódmy Demimoza wlepiła w Kazimierza oniryczne ślepia zamykając cykl wstępny. Kazimierz zatem wiedział, że czeka go rychła śmierć w dowolnym miejscu i czasie wyznaczonym przez los. Oglądał zatem palce, wyczuwając spoconą stopą ciepło jakby wykąpane w zakrwawionym bucie.  Wróg nie zna litości, będzie strzelał, namierzał, torturował. Trzeba się oswajać. Studiował zatem filmy przedstawiające wrogów w szczególności przywódców, piekielne obrazy serwowane przez media, oddychając przy tym głęboko, ćwicząc odporność, samobójczy chłód wysyłanego na śmierć żołnierza. 

- Jaki dostanę przydział, panie poruczniku, no kurna jaki ? 

- A co by Panu odpowiadało, nasza armia dysponuje bogatą ofertą lokacji. Ostatnio bohater Stanisław wybrał sobie bibliotekę uniwersytecką

- i co ? Poległ między regalami bibliotecznymi ?

- zgładzili człowieka podstępnie. W wyniku ataku hybrydowego zakrztusił się sporym kawałkiem avokado. Nie miał zębów żeby pogryźć owoc, a wróg dobrze o tym wiedział. Mieli uśpionego agenta na stołówce bibliotecznej

- ja bym wolał w lesie, na łące na przykład. Rozkładam koc, może być kurna i trawa byle było jej dużo, takiej miękkiej trawy, z szumiącym strumykiem. 

- a wyniku jakiego ataku chciałby pan polec, dronowy pasuje najbardziej, modnie

- ale będę mógł spać podczas ataku

- tak, może pan spać byle tylko w wyznaczonym terenie, bo inaczej nikt pana tam nie namierzy. Jeszcze nam pan wojnę przeżyje i będzie problem. A może wolałby pan zginąć w walce, w obronie ojczyzny z bronią w ręku, z laptopem, dobrze namierzony wybuchający laptop. Wywiad wroga dobrze nas spenetrował. 

- z wybuchającym laptopem pan mówi ? Mój nawet nigdy się nie zepsuł

Kazimierz odbył takich rozmów bez liku. Odwiedzał wybrane miejsca, studiował każdy krok, każdy metr kwadratowy, kładł się na ziemi, nasłuchując co dzieje pod ziemią kiedy na niej ktoś umiera.

Na ostanie urodziny dostał w prezencie ostatniego towarzysza podróży włochatego pudla. Białego żeby zasychały na nim dobrze krople bohaterskiej krwi. Eksplorowali w terenie dziury, zagajniki, piwnice, podpiwniczenia, cmentarne i parkowe alejki.  Owczarek nieświadom swojego przeznaczenia podskakiwał optymistycznie wspierając swoją obecnością ludzkiego towarzysza.

Najbliżsi członkowie rodziny byli zobowiązani przestrzegać przypisanych im ustawowo zasad. Musieli się odpowiednio ubierać i godnie zachowywać szczególnie poza miejscami publicznymi. "Mamy trenować powagę" mówiła żona, dzieci zaś wyglądające mało poważnie musiały nosić specjalne przyciemnione okulary z wojskowego przydziału. W domach męczenników obowiązywał zakaz wystawnych posiłków, ale preferowano kwiaty, jak sugerowano: w mieszkaniach męczenników powinno się odtwarzać atmosferę cmentarnej kaplicy

- mamo, jak długo tak wytrzymamy - zapytywały dzieci

- tak długo dopóki tata nie polegnie. Wtedy dostaniemy urnę i pamiątkowe medaliki, a na konto wpłynie wynagrodzenie. Pójdziemy na zakupy. Pożegnalna uroczystość  zamknie procedurę męczeńskiego odejścia taty.

W toku trwającej wojny zaistniała konieczność ewakuacji kilku miast zagrożonych atakiem nuklearnym i brutalną okupacją. Rząd w przyspieszonej procedurze i ze skróconym rytuałem  odejścia całe populacje przeznaczył  do ewakuacji. Ludności zaproponowano dotację na atrakcyjne wakacje zagraniczne a państwo zadbało o komfort ewakuowanych: miało być optymistycznie, muzyka ludowa, tradycyjne disco i didżeje ponaglającym rytmem skłaniali do zorganizowanej ucieczki. W Check poitach rozdawano kanapki, ulotki i sezamowe precle. "Nie możem pozwolić sobie na kult  śmierci, martyrologię, zachowamy odporność społeczną na niezliczone ataki nieobliczalnego wroga".

 Ostatecznie Kazimierz ze swoim psim przyjacielem zostali aresztowani zaraz tylko jak wróg przekroczył granicę w trakcie drobnych zakupów gastronomicznych. W pasie przygranicznym armia rozmieściła pierwszą linie męczenników, którzy cierpliwie wypełniali patriotyczny obowiązek. Żołnierze wroga natychmiast aresztowali pudla. "No co będziemy torturować pieska ?" Śmiali się to raz tuląc do przyciskając zapaśniczo stworzenie, które coraz to ciężej oddychało. Krowy obojętnie żarły trawę, ptaki jeszcze bardziej bezczelnie ignorowały dramatyzm sytuacji. Ptaki bowiem śpiewały. Zarekwirowanego pudla przekazano  samotnej  kobiecie, która poczęstowała okupanta gęstymi flaczkami. Do zwartej ekipy składającej się z porzuconego chomika i parki samotnie pływających złotych rybek dołączył pudel. Gorszy los spotkał jednak Kazimierza.

- chcieliście umrzeć przeciwko nam śmiercią męczeńską, chcieliście demonstrować wole, postawą wzmacniać  morale swojej armii i ludu a osłabiać nasze - pytał przesłuchujący oficer

- tak mi dopomóż Bóg - odpowiedział Kazimierz

- wiecie że jesteśmy okrutni ?

- nie boimy się was. Trenowaliśmy , stale trenowaliśmy

- a co robiliście przed wojną , w cywilu  ze tak to ujmę ?

- pracowałem w biurze 

- a co pan w tym biurze robił, bo wie pan, przed wojną także pracowałem w biurze ?

- tabelki robiłem, tabelki kurna robiłem

- to dobrze. Nasza armia wielka, zwycięska dzięki naszej biurokracji znanej na całym świecie. Potrzebuję takich jak pan. Systemowo da się pana dopasować. Nawet pan tak samo wygląda jak my. - Oficer po raz pierwszy przyjrzał się dokładnie twarzy przesłuchiwanego. Wpatrywał się weń tępym spojrzeniem. - przekręć się pan trochę w bok - oficer tak się nachylał, że Kazimierz poczuł słaby zapach wody kolońskiej. Miał wrażenie, że ten go zaraz uderzy albo pocałuje. - nic w panu nie widzę, kompletna pustka - podzielił się tą konkluzją, powróciwszy do poprzedniej pozycji.

- więc nie umrę, nie skrzywdzicie mnie.  A moja rodzina co się z nią teraz dzieje. Głodny jestem panie oficerze, dawno nie jadłem

- nie wiem co z pańską rodziną. Pewnie w podskokach uciekała jak wszyscy przed nami. Ja też bym coś zjadł

- co z mną zrobicie ?

Kazimierz jadł żurek z kiełbasą. Syk czajnika elektrycznego, w powietrzu unosił się zapach kawy. Zachód słońca za oknem czy może wybuch atomowy ?

Opowiadanie zostanie opublikowane na kanale : "Kruk Małpie":

Kanał Kruk Małpie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz