środa, 23 listopada 2016

Atari Teenage Riot, Kamp, Heart & Soul, Raz Dwa Trzy, Peter Murphy i ...Jean Michel Jarre




Soundedit Festival: Atari Teenage Riot, Kamp, Heart & Soul, Raz Dwa Trzy, Peter Murphy, klub Wytwórnia w Łodzi i Jean Michel Jarre w Atlas Arena.

Atari Teenage Riot. Zespół dla którego "odbył się festiwal" wcale nie zgromadził zbyt wiele publiczności. Dla klasycznych punków było zbyt wiele elektroniki, dla fanów electro zbyt ostro i krzykliwie. Z zespołem zetknąłem się w pierwszej połowie ubiegłej dekady z nagraniami fatalnej jakości, ale właśnie to ATR a nie na przykład Stereo Total zwrócił moją baczną uwagę. Gdy około 2008 r. w światową scenę alternatywną uderzyła wysoka fala duetów electro mogło by się wydawać, że przybycie ATR do Polski zapełni szczelnie niejedną dużą salę koncertową. Tymczasem tak się nie stało. Alec Ampire, Nic Endo i Rowdy mimo istnienia ATR od 1992 r. są ciągle wykonawcami niszowymi. Zresztą holenderskie gwiazdy sprzed lat Minimal Compact czy Clan of Xymox też nie zapełniają hal widowiskowych jak na przykład Depeche Mode czy Coldplay. ATR gra szybko i agresywnie więc najlepiej  wykorzystać ich koncerty terapeutycznie, do odblokowania się, ruchowego i emocjonalnego wyżycia. Świata z ATR nie uratujemy, ale można się nieźle zabawić. Zwierze w klatce upomina się o swoje prawa. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie koncert wykonawcy tego formatu w moim mieście chociaż trafnie wskazałem na klub Wytwórnię jako miejsce, które byłoby dla niego najlepsze (nagłośnienie).

Atari Teenage Riot

Warto w tym miejscu przejść do koncertu Jean Michel Jarre'a w Atlas Arena. Szczelnie upchniętej publiczności na miejscach siedzących zaatakowanej wesołą i dynamiczną elektroniką nie dano szans na taniec i swobodną ekspresję. Dynamicznie, ciasno i duszno. W muzyce Jean Michel Jarre'a nie wyczuwa się głębi czy majestatyczności Vangelisa, bajkowej magii Kitaro czy hipisowskiego ducha Komendarka. Nie jest to muzyka do wzniosłych kontemplacji  natomiast znakomita na masowy karnawał. Nie trzeba przy niej przepacać podkoszulka jak przy Atari Teenage Riot, ale pląsanie bioderkami jak najbardziej wskazane. Właśnie niedawno czytałem, że próby taneczne rodziców w miejscach publicznych są dla ich dzieci obciachowe.

Od ATR i Jean Michel Jarre'a lepszy był  electro popowy łódzki Kamp. Video klipów nie mają tak dobrych jak poznańska Rebeka, ale koncerty są znakomite i z całą pewnością raz do roku warto się przejść na koncert tego poważnego popowego wykonawcy. Kamp brzmi łagodnie, świeżo, przestrzennie, tworzy muzykę taneczną a zarazem relaksacyjną. Jednym słowem muzyka Kamp jest dobrze zharmonizowana, nie wyczuwa się w niej zgrzytów. Kamp obok Rebeki to chyba najlepsze polskie zespoły electro pop. Poza tym Kamp był świetną rozgrzewką przed ATR.

Raz Dwa Trzy to propozycja dla osób, których bardziej ciągnęło do poezji śpiewanej, piosenki turystycznej niż do rocka. Nawet Świetliki Marcina Świetlickiego z czasem utraciły swoją punkową zadziorność. Dla porównania daty powstania zespołów:
Świetliki - 1992 r.
Raz Dwa Trzy - 1990 r.
Pogodno - 1996 r.
Lao Che - 1999 r.
w tym nurcie widzę też Pidżamę Porno Krzysztofa Grabowskiego - 1987 r.
Wino, piwo, wódka, polskie słowo, melancholia, emocjonalność, depresyjna szarość, ciepłe, swojskie klimaty. Poezja o niskim temperamencie. Zabawy z nudą. Trochę to przypominało siedzenie przed telewizorem. Raz Dwa Trzy i Peter Murphy nie zaskoczą, nie zachwycą, nie rozczarują. Zasługą Raz Dwa Trzy jest znalezienie dla poezji prostej muzycznej formy podanej przystępnie i bez silenia się na coś. Panuje stan równowagi między zespołem, a publicznością. Bilet dla zmęczonego. Ale w tym "zmęczonym" tętni życie i to jest chyba przesłaniem Raz Dwa Trzy.

Trochę innej muzyki. Warto zwrócić uwagę na bliskość Estonii i Petersburga. Doradca Trumpa niedawno określił Estonię jako przedmieście Petersburga. W tym rejonie świata na styku kultur Wschodu, Zachodu i zimnej Północy młodzi ludzie tworzą ciekawą muzykę. Little Big wydaje się być udanym dzieckiem południowo-afrykańskiego Die Antwoord. Polecam:

Tommy Cash, Estonia

Little Big, Petersburg, zespół powstał w 2013 r.


sobota, 5 listopada 2016

Czekając na Godota. Rebeka. Smarzowski. Zanussi



Samuel Beckett, Czekając na Godota, Michał Borczuch, Teatr Jaracza w Łodzi.


Czy warto robić cokolwiek w świecie między "małą apokalipsą" XX wieku, a zagładą XXI wieku ? Czy celowość jakichkolwiek działań w jakiejkolwiek dziedzinie nie jest "czekaniem na Godota" czyli na coś co nigdy nie nastąpi. Ostatnio ludzie oczekują załamania się systemu po którym ma nadejść nowy wiek odrodzenia. Jedni chcą upadku Rosji, inni świata banksterów, jeszcze inni chrześcijaństwa czy też powrotu mesjasza, islamiści wyczekują upadku Zachodu, grubi chcą schudnąć, nieoświeceni pragną się oświecić, biedni wzbogacić, jedni chcą wzmacniać państwa narodowe inni widzą szansę dla ludzkości w ich osłabianiu. Czekamy, czekamy, żywimy nadzieję, wierzymy, ba, przekuwamy wiarę w wiedzę, oczekujemy kontaktu z obcą kosmiczną cywilizacją. Ci bardziej przyziemni czekają na swojego Godota pod postacią uwolnienia się od mitycznych więzów kredytu bankowego. Czy jest sens czekać na to wszystko jeśli istnienie nie ma sensu ?
Podejmujemy działania, które zamierają gdyż są podtrzymywane tylko siłą biologicznego rozpędu. Starzy więc zachęcają młodych do owczego pędu. Można też czekać na dziecko, które umrze na raka lub pod gryzami jakiegoś następnego Aleppo. Można wychowywać dziecko by stało się złym człowiekiem, istotą wyniszczającą tak jak wyniszczają tata z mamą. Po co kochać jeśli i tak przestanie się kochać. Po co się przywiązywać w obliczu utraty.

Mędrkujący wędruje, ludzie mniej refleksyjni wolą czekać. Wędrowanie jak i czekanie nie ma sensu. Towarzyszą temu próby samobójcze - samobójstwo jest bez sensu bo i tak kiedyś umrzemy - oraz degradacja socjalna ponieważ człowiek zużywa się i zużywa zasoby.

Dobrze więc nie wędrować i niczego nie wyczekiwać. Oto pozytywne przesłanie od skrajnego pesymisty, egzystencjalisty, twórcy wrażliwego na absurd Samuela Becketta.

Kilka dat. Daty ślady.
1. Beckett urodził się 13 kwietniu 1906 r. Tadeusz Kantor 6 kwietnia 1915 r.
2. Beckett zmarł 22 grudnia 1989 r., Kantor 8 grudnia 1990 r.
3. "Czekając na Godota" powstało w 1952 r., Nobla dostał Beckett w 1969 r.
4. Mrożek napisał "Ucieczkę na południe" w 1961 r, zaś "Indyka" w 1960 r.
5. Gombrowicz napisał Ślub" w 1953 r, "Iwonę" w 1938 r. (z tego roku jest też "Ferdydurke").


Rebeka, koncert w klubie OHM w Łodzi

Kultura wrażliwości się rozszerza, dając nadzieję. Konsumpcja dobra zaklętego w muzyce. To mój czwarty już koncert Rebeki coraz dojrzalszej, ale przez to mniej alternatywnej bardziej klasycznej.
Nie jest to bunt wrażliwości gdyż Rebeka zbyt wygładza emocje. Rebeka to obecnie najlepszy polski zespół elektro. Gra melancholijnie, ale nie nudno. Szuka kontaktu ze słuchaczem i go znajduje. Przy tej muzyce się odpoczywa i uspokaja. A to w naszych skołowanych czasach dużo. Jeśli uda nam się przeżyć to dzięki kulturze.

Rebeka, Falling z płyty Davos, 2016 r.

A oto ciekawostki muzyczne warte uwagi:

SKOTT, Porcelain, 2016

The Pau, Gandhi, 2016

Krzysztof Zanussi, Iluminacja, film z 1972 r.


Dziecko jest całą ludzkością, którą się kocha w tymże dziecku. W związku z dzieckiem realizuje się boska idea jasnej strony mocy. Jeśli rodzi się aż tyle dzieci na świecie to jasna strona jest stale zasilana. Życie ludzkie jest kruche, Bóg jest iluzją, a nauka nie daje odpowiedzi na podstawowe pytania o prawdę istnienia, tak jakby prawda o istnieniu nie istniała, nie była potrzebna. Człowiek ma za zadanie świadomie trwać. Prawda jeśli jest to jest poza słowami, poza Bogiem, poza nauką.

Wojciech Smarzowski, Wołyń, film z 2016 r.

Film jest opowieścią o polowaniu ludzi na ludzi w środowisku leśnej i wiejskiej gęstwiny. Drogi leśne i polne, które łączą domostwa, wytyczają kierunki do pół i sadów. Ludzie giną niczym zwierzęta na polowaniu, wzorem zwierząt gospodarskich, które idą na rosół czy wędliny. Innym bohaterem filmu są dzieci, siedzące w koszulach na środku podwórza, sikające do piachu. Czy film Smarzewskiego kogoś z kimś pojedna ? Oczywiście, że nie. Ten film przede wszystkim jest przeczuciem nadchodzącej tragedii w Europie.

piątek, 14 października 2016

Wander Wave: Produkt, TZN Xenna, Conflict





Trwa wojna o nasze umysłu, o naszą uwagę, o nasz czas. Jednocześnie my sami dobrowolnie przywiązujemy nasze umysły do idei, projektów, aktywności społecznych i politycznych, które są manipulowane. My sami  uczestniczymy ochoczo w tych manipulacjach. Manipulacja polega na wzajemnej grze. Poprzez grę próbujemy uwiarygodnić nasze myśli i działania. Stosujemy prowokacje. Gdy się obserwuje ludzkie zmagania w polskich konfliktach społecznych (prawa kobiet, trójpodział władzy, niezawisłość sądownictwa, demokracja) czy w konfliktach globalnych, w których umiera na naszych oczach stary świat a w bólach rodzi się nowy, widzimy jak sztucznie tworzymy problemy, nawarstwiając je ze starymi tylko po to by nie wypaść z gry, nie przegrać. W ludziach wyczuwa się wiele dobra, tęsknoty za miłością i wolnością. Dlatego należy mieć nadzieję że upadek naszej obecnej cywilizacji służy lepszej przyszłości. Z pesymizmowi depresyjnemu i agresywnemu należy przeciwstawić zdystansowany optymizm. W czasie wojny trzeba chronić dom, ciało, duszę. Dlatego jeśli już aktywizujemy się społecznie należy czynić to w duchu buntu miłości i wolności nigdy nienawiści do przeciwnika politycznego. Nienawiścią jest postawa walki z tzw. poprawnością polityczną czy anty systemowość. W miejsce burzonego systemu należy mieć kontr system, a burzyciele takim rozwiązaniem nie dysponują bo są zajęci walką i rewolucją. Konflikty społeczne i polityczne są manipulowane i prowokowane. Postawa "nie ingerencji" jest najlepszą odpowiedzią. Na czym polega zatem postawa "nie ingerencji" ?

Postawa "nie ingerencji":
- jeśli nie czujesz silnego impulsu wewnętrznego powstrzymaj się od działania
- uważaj by nigdy nie ulegać nienawiści ( strach, niepokoje, lęki prowadzą do nienawiści)
- odrzucać krzyk i perswazję
- uważać na każdy przejaw oceniania i wartościowania. Bardzo lubimy oceniać aby porządkować sobie świat więc uważność jest tu bardzo wskazana. Debaty polityczne zwykle polegają na tym , że oceniamy i krzyczymy.
- w postawie "nie ingerencji" tkwi pułapka obojętności więc trzeba się ćwiczyć w odczuwaniu harmonii ciała i umysłu. W tym odczuwaniu tkwi wielka tajemnica mocy.

 Muzyka punk odpowiedziała krzykiem jednostki na krzyk mediów, tłumów, hałasem na hałas miast, fabryk, brudnym i agresywnym brzmieniem gitar na agresywność wojen. Ruch punk był kolejnym etapem przygotowującym młode pokolenia do przemian, które się obecnie dzieją. Punk po prostu wykrzyczał, że społeczeństwo jest źle zorganizowane. Punk jest także ruchem ludowym gniewu i protesty. Punk nie tyle jest ideologią anarchistyczną ile zjawiskiem artystycznym.

Zespół Produkt z Olsztyna

TZN Xenna, działa od 1981 roku

Conflict, The Ungovernable Force, zespół działa od 1981 r.


czwartek, 29 września 2016

Bobasizm i dopalacz smoleńsko-wołyński




Bobasizm

Kobieta walczy o bobaska na kilku liniach frontu. Najpierw rywalizuje z bliskimi-obcymi: sąsiadką, przyjaciółką, dochodzącą krewną. Instynkt macierzyński każe traktować niemowlę jak zdobycz na wojnie emocjonalnej. Drugą linią frontu jest osoba najbliższa jak mąż, matka czyli ktoś kto bezpośrednio pomaga w opiece i ma kontakt z dzidziusiem. Najciekawsza jest jednak trzecia linia frontu i wcale niewidomo czy ostatnia. Kobieta zmaga się w swoim macierzyństwie sama z sobą i egoizmem dziecka, który niczym mały imperator dąży do dyktatury. Kto zwycięży dyktatura matki czy dziecka ? Ktokolwiek zwycięża kończy się w raczej źle. W opiece nad dzieckiem pod osłoną miłości i opiekuńczego oddania, wzmacnia się postawa ego i zawłaszczający stosunek do świata. Bobas jest celem także dla państwa, organizacji religijnej, system podle chce postawić swój but na naszej rodzinie. Bobas jest obiektem miłości, zawłaszczania, ogniwem rynkowym, ale także znakomitym celem dla propagandy gdy ta pokazuje dziecko zbombardowane rosyjskim nalotem w Aleppo, zaatakowane bronią chemiczną (zabawne, że w tym kontekście rodzice boją się szczepień), dziecko wołyńskie, dziecko jako przyszły beneficjent systemu.

Ciekawe są też boje mężczyzn o dostęp do dzidziusia czyli budowanie tzw. więzów z dzieckiem. Tata odpycha mamę pchając przed sobą wózek, nosi na rękach i czyni inne demonstracje, w których miłość miesza się z egoizmem i konsumpcyjną zachłannością ojcostwa. Mały imperator zatrudnił wózkowego. Współczesny tata zagrożony w swojej męskości odczuwa potrzebę wkroczenia na terytorium kobiety i stoczenia tam swojego boju pod pretekstem miłości ojcowskiej. Następuje przewartościowanie roli ojca.

Bobasizm ma zatem jasną i ciemną stronę. Mamy nadzieję, że jeśli tak kochamy swoje dzieci to może zwycięża jasna strona. I w tym upatrujemy argumentu za tym, że może jednak jakimś cudem uchronimy naszą cywilizację przed zagładą.

Głęboka iluzja bobasizmu polega na tym, że wszystko co napisałem jest nieprawdą. Nie ma żadnej jasnej i ciemnej strony dzidziusizmu. Jest dziecko jako takie jak ślimak na liściu czy pył na księżycu.
Istota dziecka polega na specyficznej przestrzeni mentalnej, którą wokół siebie to dziecko roztacza. Instynkty rodzicielskie to matematyczny porządek wietrznych podmuchów i morskich fal. A kwestia dalszego istnienia lub nieistnienia naszego świata jako domu dla dziecka jest zupełnie nieważna.

Dopalacz smoleńsko-wołyński

Temat nośny w Polsce. Jedno wydarzenie historyczne miało miejsce w latach 1943-44, drugie w 2010 roku. Historia jest świadectwem choroby trawiącej ludzkość. Z jednej strony chcemy miłości, wolności i życia, z drugiej strony  mamy coś odwrotnego. Dlaczego ludzie w Polsce zajmują się tą tematyką ? Po pierwsze z powodu relacji międzyludzkich (sztuka brania i dawania). Po drugie chodzi o odreagowanie skutków przyśpieszonej globalizacji. Świat na prawdę zmienia się na naszych oczach. Ludzie reagują na to stresem, niepokojem, strachem. Nie chcą utonąć w oceanie niepewności w związku z przyszłością więc potrzebują koła ratunkowego. Tym kołem ratunkowym jest historia, przeszłość, tożsamość, tradycja. A jak najłatwiej ożywić historię ? Podziwiając ołtarz Wita Stwosza, bitwy sprzed dwóch tysięcy lat czy odwołując się do ludobójstwa, czystek etnicznych, tragedii z bliskiej przeszłości ? Co jest większym dopalaczem i pożywką dla naszego intelektu ?
Wołyń wcale nie dotyczy kwestii polsko-ukraińskich zaś Smoleńsk nie odnosi się do katastrofy lotniczej i rozgrywki politycznej w Polsce. Dopalacz wołyńsko-smoleński to przejaw nerwicy społecznej w czasach kiedy ludzie z trudem dostosowują się do zmian.

poniedziałek, 19 września 2016

DOMOFFON i zakończenie Letniej Akademii Jazzu

                                                           Dalmacja (wyspa Proizd)

Letnia Akademia Jazzu dzień 9 i 10
Maciej Grzywacza (Special Project) ; Beady Belle ; Polska Orkiestra Radiowa z Aleksandrą Tomaszewską grają Bronisława Kapera

Maciej Grzywacz

Beady Belle

Aby ciało było zdrowe. Aby duch mieszkający w ciele otworzył tajemne przejście do przyszłości.
Sprawmy, aby ciało pomogło odczuwać moc. Przyjmijmy założenie, że jeśli wielu ludzi doświadczy mocy to moc zostanie odpowiednio spotęgowana. Utworzy się krąg mocy, który zacznie wciągać pozostałych. Free jazz Macieja Grzywacza to takie subtelności mocy. Free jazz jawi się jako najwspanialszy gatunek jazzu. Słychać tam odgłosy, dźwięki świata podskórnego, mknącego nie nurtem wielkiej rzeki, ale strumykami i potokami. Różnorodność życia. Jakimi drogami płyną strumienie w galaktyce ? Gdy już zaczyna się pisać o galaktyce znaczy, że najwyższa pora na sen. Wielowątkowa opowieść, która połączy się w końcu w jedną spójną historię. Cierpliwość utworu muzycznego. Beady Belle to z kolei pytanie o kobiecą ekspresję. Dzięki muzyce kobieta traci ociężałość codziennością, uwalnia się od udręki przemijania, dostaje kolejną młodość, umysł kobiecy unosi ją  tańcem, melodią, rytmem. I na tym właśnie polega kontemplacja artystek w rodzaju Beady Belle, które los obdarzył "darem jazzu". Jest to w odbiorze trudne szczególnie dla mężczyzny, który skłonny jest postrzegać kobietę bardziej fizycznie, seksualnie. Chciałoby się dotknąć tych nie fizycznych kobiecych subtelności, ale nie wiadomo jak. Miękkość kobieca nawet drażni męską twardość. Co zatem można robić aby móc cieszyć się życiem poprzez pryzmat matki, babci, żony, córki i kobiety w ogóle w jej wielu rolach ?  Trzeba tylko nie starać się kontrolować męskim umysłem umysłu kobiety. Nie kontrolujmy drugiego człowieka. Pozwólmy móc być sobą takim jakim się jest bez względu na wady i zalety. Kochajmy kobiecość w jazzie jako wibrację, którą doświadczamy tak jak uwielbiamy oddziaływać męskością na kobietę za pomocą czułej i subtelnej aparatury. Beady Belle odsłuchiwana z płyt prezentuje się lepiej niż na koncercie. I jeszcze o jednym ważnym elemencie kobiecej ekspresji w muzyce - kobieta pragnie zaprezentować siebie lepszą niż jest w rzeczywistości czyli piękniejszą, mądrzejszą, mniej przyziemną, a bardziej romantyczną.


DOMOFFON
 Zola Jesus ; Chicks on Speed ; U.S.Girls ; Łona i Webber ; We Will Fail ; Better Person ; Blush Response ; Anja Kraft

Druga edycja ciekawego festiwalu z muzyką alternatywną. W zeszłym roku gwiazdami byli The Fall i Helena Hauff. Święto dla kilku pokoleń  kontrkultury, których drogi akurat zawiodły do Łodzi. Wcześniej Łódź nie miała takiego festiwalu chyba, że podciągniemy pod to Wunder Wave. Domoffon to nie tylko ludzie i muzyka, ale także sprawy tak doniosłe jak miejski zgiełk, piwo i  hamburgery. Powyższa lista przedstawia artystów, których wysłuchałem i obejrzałem. Niektórzy mieli repertuar zbyt monotonny albo za krótki, ale bez tych niedoskonałości, pewnych naiwności nie byłoby sztuki alternatywnej.  Czy na przykład Zola Jesus bardzo się różni od Beady Belle ?  Nie, jedno jak i drugie stanowi spokojny przekaz jakby kontrkultura ostatecznie zrywała z buntem albo próbowała opowiadać świat bez zbytecznych napięć. Sztuka zmęczenia. W Chicks on Speed dziewczyny się bawią, wygłupiają, są ewolucją electro punk, świetnie się czują w swoim świecie niczym dziewczynki. Zeszłoroczny Taco Hemingway był lepszy niż tegoroczny Łona & Webber. Anja Kraft poległa w zestawieniu z Heleną Hauff - zbyt toporne brzmienie. Za to U.S Girls była najlepszym wykonawcą tegorocznego DOMOFFONu. U.S.Girls urzeka nie melancholią czy humorem, ale marudnością.

Zola Jesus

Chicks on Speed

U.S Girls

Helena Hauff

Z ciekawości udałem się dzisiaj 18 września na uliczne jam session z Michałem Urbaniakiem. Trochę postałem i poszedłem napić się czekolady. Przecież mamy już jesień.

wtorek, 30 sierpnia 2016

Dominika Rusinowska Quartet i Atom String Quartet grają Zbigniewa Seiferta


                                                                 zdjęcie z Berlina


Letnia Akademia Jazzu, dzień 8

Chwile, sytuacje, obecności graniczą ze sobą. Jedna jest tak dopasowana do drugiej, aby tworzyć układy dopasowane do siebie, współgrające. Obowiązuje reguła otwartości i dopasowania. Przychodzi to jednak po próbach wzajemnego ucierania się, a więc konfliktach. Intrygujący jest moment zawieszenia w sytuacji otwartej, krótki moment wyczekiwania. Wydaje się, że jazz składa się z takich wyczekiwań. Gdy Dominika Rusinowska wprowadza ludową melodyjność, która powinna zamykać kompozycję, cały czas wyczekujemy tego zaskakującego "czegoś", co spowoduje otwarcie. Wydaje się też, że oklaski pojawiające się po każdych popisach solowych są rozładowywaniem mikro napięć wywoływanych tymi wyczekiwaniami. W muzyce jazzowej wyczuwa się także pazerność na życie. Pewien starszy pan z widowni, siedzący w pierwszym rzędzie reagował z entuzjazmem nastolatka.

Dokąd mnie dzisiaj zaprowadzisz muzyko ? I zaprowadziłaś mnie do dzidziusia, miniaturowego człowieka, człowieka minimum. Skrzypce, altówka i wiolonczela Atom String Quartet ukazują niemowlę jako byt rozczulający i wesoły. Instrumenty smyczkowe mają swoje ograniczenia i pewien atut dramaturgiczny, którego brakuje denciakom. W każdym razie na koncercie ASQ można się było poczuć chwilami jak na warszawskiej jesieni. Znowu możemy studiować różnorodność w podobieństwie jak we wszystkich wcześniejszych koncertach tylko tych podobieństw jest więcej. Nie bez znaczenia jest materiał, z którego wykonane są instrumenty smyczkowe - drewno, które kieruje nas w takie miejsca na wsi, w których oddajemy się medytacji gdy jest nam źle. Drewno leczy dusze. Muzyka instrumentów drewnianych trzyma nas blisko ziemi podczas gdy fortepian czy instrumenty dęte zwracają nas  ku niebu; perkusja na człowieka, zwierzęta, tło przyrody, miasto jako ludzki wytwór. Gdy ASQ przestaje grać powracają przytłumione odgłosy wieczornego miasta. Niesłyszalna muzyka trwa.

Zbigniew Seifert, którego muzyka była grana na koncercie był skrzypkiem jazzowym z Krakowa, żyjącym w latach 1946 - 1979. Często odwoływano się do płyty "Kilimanjaro" nagrywanej dla PolJazzu w 1978 r.


Dominika Rusinowska, fragment koncertu

Atom String Quartet

sobota, 27 sierpnia 2016

Kinga Głyk Trio




                             (zdjęcie wykonane w łódzkim ZOO kilka lat temu)

Letnia Akademia Jazzu, dzień 7

Nie zawsze za linią melodyczną kompozycji jazzowej da się nadążyć. Czasem tylko słuchamy tej muzyki tylko dla niej samej. Muzyka jazzowa nie jest spektakularna, ale też trudno się przy niej nudzić. Jazz kradnie myśli,  oczyszcza dlatego może uzależnić. Dzieje się tak w przypadku słuchaczy, którzy poczuli się przy tej muzyce głęboko zrelaksowani i później stale próbują powrócić do tego stanu, poszukując go przy kolejnych płytach i koncertach. I wtedy się wyrabia wrażliwość do jazzu.  Mimo, że w utworach Kingy Głyk słyszymy dużo basu i perkusji to ma się ochotę przy tej muzyce tańczyć i podskakiwać. Dawniej jazz był taneczny teraz przywykliśmy do pozycji siedzącej. Prawdopodobnie stało się to za sprawą snobizmu, z powodu ciasnoty zatłoczonych klubowych sal i tego, że pojawiły się inne gatunki muzyki tanecznej. Lepiej też odbiera się  muzykę, gdy samemu się gra na instrumencie - osiągany poziom koordynacji daje poczucie jedności ciała i umysłu. Tak samo jest w teatrze - aktor ma przewagę nad widzem dzięki fizycznej aktywności. Przy jazzie czujemy się młodo, świeżo, dynamicznie.  Na koncercie jazzowym jest zdecydowani więcej luzu niż w teatrze czy w filharmonii, można się na przykład napić piwa czy gmerać mieszadełkiem w kawie. Jest na luzie a jednocześnie czysto i elegancko.

Kinga Głyk inspiruje się w muzyce m.in miłością do Jezusa. Jezus. Gdy pada to imię czujemy jak wstępuje w nas moc, ogarnia ciepło i spokój. W Jezusie, w toku trwania cywilizacji  zakodowaliśmy wiele treści, w muzyce Kingi chodzi raczej o zakodowane w Jezusie intymne piękno.

Tego dnia ładny koncert piosenek Andrzeja Zauchy wykonał Wojciech Mryczek (wokal) z zespołem Pawła Tomaszewskiego (fortepian, kierownictwo)

Kinga Głyk

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Śniadanie u Tiffaniego Krzysztofa Komedy



Letnia Akademia Jazzu, dzień 6

"Śniadanie u Tiffany'ego" to melodramat Blake Edwardsa z 1961 r. z Audrey Hepburn w roli głównej, ekranizacja powieści Trumana Capote z 1958 r. Muzykę do filmu stworzył Henry Mancini. 27 lutego 1965 r. miała miejsce premiera sztuki teatralnej w Teatrze Komedia w Warszawie w reżyserii Jana Biczyckiego. Przekładu powieści Capote dokonał Bronisław Zieliński, adaptacji Stanisław Dygat, muzykę napisał Krzysztof Komeda, muzyk jazzowy łączący modern jazz ze słowiańskim liryzmem. Teksty piosenek do spektaklu napisała Agnieszka Osiecka. Główne role zagrali Kalina Jędrusik i Władysław Kowalski.

Krzysztof Komeda, Śniadanie u Tiffaniego

fragment koncertu

Zamykamy sztukę w sztywne ramy po to aby ją stamtąd wydostawać. Czasem mozolnie, czasem z uśmiechem. Wyszukujemy rozwiązań nowatorskich, ale najchętniej odbieramy rzeczy już przyswojone. Dni wydają się być identyczne, ale się różnią od siebie. Spotkanie znanego i nieznanego czyni jazz ciekawym. Ciekawe jak wygląda percepcja jazzu u ludzi dotkniętych lekkim autyzmem ? Przy okazji tego koncertu jazz ukazał swoje głęboko relaksacyjne i psychoterapeutyczne oblicze, a Krzysztofa Trzcińskiego poznawaliśmy jako człowieka uskrzydlonego i zdystansowanego.
Oddaliłem się aby w tym oddaleniu pozostać. Obrazy umysłu mają zostać uwolnione niczym baloniki z więzów przyciężkawej osobowości. Wieczory są optymistycznie ciepłe i zachęcająco długie.

W filmie Blake'a Edwardsa, który przy okazji obejrzałem w wielką uwagą chodzi o pokazanie w zasadzie smutnych, a miejscami tragicznych losów bohaterów w sposób lekki i elegancki. Film powstał niedługo po II Wojnie Światowej, po wojnie koreańskiej, a ludzie oczekiwali od kina rozrywki z jednoznacznie pozytywnym przesłaniem (wielu Amerykanów zginęło na wojnie). Rola Audrey Hepburn jest symbolem tamtych oczekiwań. Ciekawe, że zwykła miłość dwóch dość zaradnych ludzi urasta do rangi amerykańskiego snu. Fascynacja stylistyką filmu wzięła się z prostego zabiegu pokolorowania czarno-białego filmu co nadało całości modny design. Współczesne kobiety mogą tęsknić za typem wyluzowanego dżentelmena pokazanego w roli zagranej przez George'a Pepparda (pisarz Paul Varjak), którego dziś nie uświadczysz. Również Hepubrn pokazała pożądaną dziś anty korporacyjną kobiecość, która zrzuca okowy klasy średniej.

środa, 17 sierpnia 2016

Piotr Wojtasik Quintet Escape







Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia, dzień 5

 Przy słuchaniu jazzu frajdą jest zarówno wyszukiwanie elementów znanych, rozpoznawalnych, dzięki czemu jazz nabiera charakteru przebojowości, jak i elementów nowych, odkrywczych, rzadko słyszalnych. Wychodzi to dopiero przy częstym odsłuchiwaniu płyt i systematycznym chodzeniu na jazzowe koncerty, co stało się możliwe dzięki gościnności Letniej Akademii Jazzu. Zwraca się też uwagę czy koncert zagrany był technicznie czy "od serca", czy artyści dobrze słyszą muzykę i są harmonijni. Ważna też jest atmosfera na widowni. Koncerty LAJ zapełniają salę niemal w stu procentach, a to podnosi temperaturę zdarzenia - entuzjazm współuczestnictwa jest zaraźliwy. Często się podkreśla dobrą akustykę  klubu Wytwórnia.

Koncert z czwartego dnia festiwalu Jim Black Solo, perkusisty z Seatlle, a który miał miejsce 26 lipca przerósł mnie organizacyjnie i fizycznie. Prawie nieprzespana noc, wręcz samobójcza dawka piwa (efekt zaledwie jednej butelki) i silne emocje, które towarzyszyły mi tego dnia, kazały mi jak najszybciej opuścić teren festiwalu. I tym sposobem nie było mi dane cieszyć się muzyką amerykańskiego perkusisty. Ludzie nie osłuchani w jazzie, jak piszący te słowa,  najlepiej sobie przyswajają pianino, śpiew i właśnie perkusję, która odwołuje się do pierwotnych muzycznych doświadczeń . I tak na przykład gdy miałem do wyboru zbyt popowego Andrzeja Zauche, a perkusistę Marka Surzyna, zdecydowanie wybierałem tego drugiego z powodu rockowej energii, emanującej z m.in z takich projektów jak KRZAK czy Ścierański - Surzyn Trio. Publiczność na koncertach rozbudzają solowe popisy wykonawców zwłaszcza tych "co walą w gary" i tak fajnie szczoteczkami głaszczą talerze.

Piotr Wojtasik, trębacz jazzowy z Wrocławia związany z Katowicami, debiutował ok. 1992 r.

Piotr Wojtasik, składanka

U Piotra Wojtasika pociągająca jest zwięzłość, nieprzegadanie, krążenie wokół melodyjności, nienachalna klimatyczność i krystalicznie brzmienie trąbki. Z Piotrem Wojtasikiem spacerujemy po dźwiękach, muzyka się do nas uśmiecha, a my do niej.


poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Grzegorz Karnas Quartet & Jaskułke Sextet grają Astigmatic



Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia, dzień 3

Koncert poświęcony płycie Krzysztofa Komedy - Trzcińskiego (1931-1969)  zatytułowanej "Astigmatic"wydanej w 1966 r., a nagrywanej w dniach 5-7 grudnia 1965 r. W sesji brali udział m.in Tomasz Stańko i Zbigniew Namysłowski.

Grzegorz Karnas, urodził się w 1972 r. w Wodzisławiu Śląskim, zadebiutował ok. 1998 r. Twórczość tego artysty poznałem ciesząc się z płyty z 2000 r. pt. "Reinkarnasja".

Sławomir Jaskułke, urodził się w Pucku w 1979 r., debiut ok. 2001 r.

Krzysztof Komeda, Astigmatic, 1966 r.

"Astigmatic" brzmi delikatnie, jest zbyt łagodna jak na polski jazz. O tej płycie mówi się, że była odpowiedzią europejskiego jazzu na propozycje amerykańskie. Wszystko to i tak miało na celu pokazanie, że poprzez muzykę możemy stać się bardziej wolni. Sztuka przedzierała szlaki do nowego świata. Czy w obecnych czasach odegra podobną rolę ? Na pewno zapewnia schronienie, pewne "wyłączenie" z potocznej rzeczywistości, daje azyl. Brzmienie koncertowe zespołów Karnasa i Jaskułke dawało nam energię zabawową, możliwość budowania wspólnoty wokół muzyki. Nocne odsłuchiwanie płyty w domowym zaciszu zachwyca lekkością i łatwością z jaką człowiek może siebie wyrazić bez względu na ograniczenia społeczne, psychiczne. Krzysztof Komeda lubi melodię co może być związane z polską melancholią, nie walczy z nią, łamiąc rytmem, ale wręcz wzmacnia pulsem kontrabasu i szumem perkusji. Muzyka z polotem, a my łagodnym lotem lecimy razem z nią.

Rzeczywistość przełożona na dźwięki czyli więcej inteligencji, lepszych wyborów niż te nasze życiowe "adamowe" mozolne. Warianty i możliwości  plastycznie się układają. Nagle się okazuje, że możemy rzucić się z dachu i nie spaść, że do pokonywania odległości dysponujemy własnym napędem nadprzestrzennym. Adam i Ewa ugrzęźli w naszej części galaktyki, dając początek ludzkiej rasie, rozpoczynając dzieło odbudowy swojego statku kosmicznego poprzez wymyślanie cyfr, liter dźwięków i innych znaków. Dlatego każde ludzkie dzieło, w tym płyta "Astigmatic" są narzędziami, dzięki którym człowiek powróci pewnego dnia do symbolicznego domu.  O, jak miło takimi zdaniami wywrócić talerz z ciężkostrawnym jedzeniem.

Gdy myślimy o następnym dniu, pomyślmy, że to może być niezły jazz.