Inspiracja: Nikołaj Kolada, Baba szanel, Teatr Jaracza w Łodzi.
Kłóciły się ze sobą, jak zawsze, długo i namiętnie. Emocjami, tonem głosu, spazmem czy wylewnością uczuć tak by zawsze Jej było na wierzchu. I było, przez krótką chwilę póki następna nie zaczęła. Wkrótce dołączył do nich Wasyl żartowniś. Stojąc w drzwiach w czapce Dziadka Mroza z urną w ręku próbował babeczki wystraszyć i rozbawić. "Oto urna z prochami Iwana, proszek prosto z cmentarza, moje drogie panie". "Ha, ha, głupoty w głowie, Wasyl, ty się nie śmiej ze śmierci". Iwan pożegnał towarzystwo jakieś miesiąc temu. Wasyl wrzucił do ognia drwa, a popiół zapakował do urny. "Iwan to świntuszył !" Żałowały Iwana. Iwan był chyba jedynym artystą różowego biznesu w Stowarzyszeniu Emerytowanych Artystów Porno. Panie tylko udawały. Jedna była księgową, druga nauczycielką, inna robiła gdzieś po zakładach. Ale lubiły przychodzić. Zapisały się bo opowieści Iwana dobrze robiły na rumieńce i pod wódeczkę. "Stary Iwaniuszka się wykończył przy was babki - zaczepiał Wasyl - a pamiętacie jak opowiadał gdy...", "Nawet nie zaczynaj !" - strofowały panie i zamiast się ze sobą kłócić zaczynały pękać ze śmiechu. Taką oto wesołą stypę miał Iwan. Starościna kiedyś mało co nie zeszła na zawał, bo Wasyl zakradł się gdy ta siedziała w ubikacji i jej buta zabrał. Tamarę udawał, że zgwałci, a ta nie mogła uciekać bo ma chore nogi. Wylała wtedy na niego gorącą herbatę. To było rok temu, na przyjęciu noworocznym. Młodzi nie widzą ile wesołości jest w starym człowieku. Albo to: gęste chmury, a tu nagle prześwit, niebiesiuteńkie niebo o zmierzchu. Rosja robi się wtedy taka pomarańczowa. Zobaczyć jak jasna chmura walczy z ciemną i naćpać się wtedy haustem głębokich oddechów. "Mrozu i słońca będzie mi żal - mówił Wasyl - bo w raju jest ciepło, a w piekle gorąco". "Co Wasia, wolałbyś żeby było jak w Stalingradzie, ech, wyły samoloty i kule świstały, ale przeżyło się. Z tobą to bym Wasia przeżyła nawet dwa Stalingrady". "Kobietki, cały świat kochał Elvisa Presleya, a wy tylko Wiaczesław Tichonow i Wiaczesław Tichonow", "A co Putin to nie kochał ? Cały Związek Radziecki kochał ruskiego człowieka w niemieckim mundurze".
(Tekst jest fantazją i ma bardzo luźny związek ze spektaklem Nikołaja Kolady).
poniedziałek, 23 grudnia 2013
czwartek, 12 grudnia 2013
Akropolis
Inspiracja: Stanisław Wyspiański, Akropolis, Łukasz Twarkowski, Teatr Stary
Rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Do Teatru Starego trafiłem nie ze względu na skandal związany ze sztuką "Do Damaszku", ale dlatego, że niedawno obejrzałem "Wyzwolenie" Krzysztofa Jasińskiego (Teatr Stu). Zmierzyć się z erudycją i geniuszem Wyspiańskiego jest dla współczesnego widza, który ledwo co lizną starożytność, a Biblie kojarzy z Mojżeszem i Jezusem, sporym wyzwaniem. Gdy brakuje wartkiej narracji z "Wesela", a na delektacje intelektualne nie ma co liczyć, pozostaje samo przeżywanie. Forma przedstawienia spójna: ekran górujący nad sceną i kamery podoczepiane do skroni aktorów są istotniejsze od żywych postaci poruszających się po scenie. Treść przypomina sukno rozciągnięte aż do stanu rozerwania na nitki. Te nitki treści mogą zaistnieć w naszej świadomości właśnie dzięki spójnej formie. Im dłużej trwa spektakl tym lepiej się go odbiera. Współczesny człowiek zaglądający w mikro i makro kosmos ma potrzebę głębszego zanurzenia się w psychikę i kulturę . Chcemy zrozumieć dokąd zmierza świat, który powołał nas do życia i co my tutaj mamy do odegrania.
Gdy patrzymy na nasze życie wstecz widzimy jak poszczególne zdarzenia i spotkania z ludźmi znakomicie do siebie pasują. Nawet typy ludzkie jakie są dominujące w naszym życiu obecnie, odpowiadają typom ludzkim jakie spotykaliśmy w przeszłości i już przygotowują nas na spotkanie z kimś w przyszłości. Również fascynujące jest to jak potrafią rozejść się drogi ludzi sobie bliskich. Rosyjski matematyk Grigorij Perelman, wyjaśniając hipotezę Poincarego, odkrył osiem wymiarów dla wszechświata. Jak bogata jest zatem geometria planu na jakim porusza się ludzki byt ?
W "Akropolis" miesza się świat realny z nierealnym. Błędem twórców spektaklu mogło być to, że zbyt słabo były podkreślone przejścia między tymi światami. Ludzie lubią opowieści (baśnie, filmy, gry, magia), w których obserwują jak w rzeczywistości na równych prawach pojawiają się rzeczy wymyślone. Na przykład Adama i Ewę przedstawiamy w raju, który odzwierciedla znaną nam
przyrodę.
W łódzkim teatrze nawet by nie spróbowano wystawić tak trudnych spektakli jak "Wyzwolenie" i "Akropolis". W Krakowie przed wpuszczeniem ludzi na salę twórcy przygotowali krótki wykład na temat reformy teatru Wyspiańskiego i przybliżyli treść "Akropolis".
http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/635
Rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Do Teatru Starego trafiłem nie ze względu na skandal związany ze sztuką "Do Damaszku", ale dlatego, że niedawno obejrzałem "Wyzwolenie" Krzysztofa Jasińskiego (Teatr Stu). Zmierzyć się z erudycją i geniuszem Wyspiańskiego jest dla współczesnego widza, który ledwo co lizną starożytność, a Biblie kojarzy z Mojżeszem i Jezusem, sporym wyzwaniem. Gdy brakuje wartkiej narracji z "Wesela", a na delektacje intelektualne nie ma co liczyć, pozostaje samo przeżywanie. Forma przedstawienia spójna: ekran górujący nad sceną i kamery podoczepiane do skroni aktorów są istotniejsze od żywych postaci poruszających się po scenie. Treść przypomina sukno rozciągnięte aż do stanu rozerwania na nitki. Te nitki treści mogą zaistnieć w naszej świadomości właśnie dzięki spójnej formie. Im dłużej trwa spektakl tym lepiej się go odbiera. Współczesny człowiek zaglądający w mikro i makro kosmos ma potrzebę głębszego zanurzenia się w psychikę i kulturę . Chcemy zrozumieć dokąd zmierza świat, który powołał nas do życia i co my tutaj mamy do odegrania.
Gdy patrzymy na nasze życie wstecz widzimy jak poszczególne zdarzenia i spotkania z ludźmi znakomicie do siebie pasują. Nawet typy ludzkie jakie są dominujące w naszym życiu obecnie, odpowiadają typom ludzkim jakie spotykaliśmy w przeszłości i już przygotowują nas na spotkanie z kimś w przyszłości. Również fascynujące jest to jak potrafią rozejść się drogi ludzi sobie bliskich. Rosyjski matematyk Grigorij Perelman, wyjaśniając hipotezę Poincarego, odkrył osiem wymiarów dla wszechświata. Jak bogata jest zatem geometria planu na jakim porusza się ludzki byt ?
W "Akropolis" miesza się świat realny z nierealnym. Błędem twórców spektaklu mogło być to, że zbyt słabo były podkreślone przejścia między tymi światami. Ludzie lubią opowieści (baśnie, filmy, gry, magia), w których obserwują jak w rzeczywistości na równych prawach pojawiają się rzeczy wymyślone. Na przykład Adama i Ewę przedstawiamy w raju, który odzwierciedla znaną nam
przyrodę.
W łódzkim teatrze nawet by nie spróbowano wystawić tak trudnych spektakli jak "Wyzwolenie" i "Akropolis". W Krakowie przed wpuszczeniem ludzi na salę twórcy przygotowali krótki wykład na temat reformy teatru Wyspiańskiego i przybliżyli treść "Akropolis".
http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/635
wtorek, 10 grudnia 2013
Boże, lepiej pleść głupstwa.
Inspiracja: Toxic Bonkers (Aleksandrów Łódzki), Armed for Apocalipse (Chico, Kalifornia), Napalm Death (Wielka Brytania), Wunder wave klub Dekompresja.
Trzeba dbać o chodniki. To one są miejską glebą. W powietrzu unoszą się bryły dźwięku. Linie strun próbują przemóc tą geometrię. Śpiew próbuje wydostać się z krzyku. Seryjny błąd, seryjny bunt. Chodniki są cenne ponieważ fizycznie łączą ludzi ze sobą. Powietrze jest ważne bo dominuje nad wszystkim. Domy ludzi dzielą bo odgradzają. Hałas przeszkadza w rozwijaniu długich zdań. Potrzeba pokarmu powoduje zawiłość myślenia. Dwie oddzielne czynności: słuchanie ryku i modelowanie myśli. Nakładające się na siebie smugi kolorów (przewaga szarych czy jaskrawych ?) To co chcemy namalować nie jest tym co widzimy. W głośnej muzyce zawarte są uczucia i emocje wyrażone, ale nie opowiedziane. Uczucia i emocje osiągają nadmiar. Odbiorca głośnej muzyki eliminuje siebie jako nadmiar. Czy ludzkość cierpi na nadmiar ? Zbyt proste, linearne, myślowe. Lepiej to rozbić za pomocą dźwięków. Szczerość prowadzi do nieszczerości. Na końcu każdej chwili Bóg próbuje nas przytulić. Czy można mówić o nadmiarze Boga ? Lepiej pleść głupstwa niż wypowiadać się wyważonymi słowami.
Miałem w zanadrzu historię o rodzącym się fizycznym kalectwie, ale gdy zobaczyłem smutną młodą twarz (bo na młodych twarzach widać najlepiej smutek), postanowiłem zaniechać tej opowieści. Zapragnąłem opowiedzieć dowcip. Zdołał zakiełkować:
- Barni, czemu grasz hard core od 30lat ?
- Wiesz, chciałem się wyszumieć.
- Barni, to prawda, że poznałeś żonę na swoim koncercie ?
- Tak, stała pod sceną i się patrzyła.
- Barni, co myślisz o Polsce i Polakach ?
- Wiesz, od 30 lat szukam odpowiedzi na to pytanie ?
https://www.youtube.com/watch?v=UXGvr1RjZSs
Trzeba dbać o chodniki. To one są miejską glebą. W powietrzu unoszą się bryły dźwięku. Linie strun próbują przemóc tą geometrię. Śpiew próbuje wydostać się z krzyku. Seryjny błąd, seryjny bunt. Chodniki są cenne ponieważ fizycznie łączą ludzi ze sobą. Powietrze jest ważne bo dominuje nad wszystkim. Domy ludzi dzielą bo odgradzają. Hałas przeszkadza w rozwijaniu długich zdań. Potrzeba pokarmu powoduje zawiłość myślenia. Dwie oddzielne czynności: słuchanie ryku i modelowanie myśli. Nakładające się na siebie smugi kolorów (przewaga szarych czy jaskrawych ?) To co chcemy namalować nie jest tym co widzimy. W głośnej muzyce zawarte są uczucia i emocje wyrażone, ale nie opowiedziane. Uczucia i emocje osiągają nadmiar. Odbiorca głośnej muzyki eliminuje siebie jako nadmiar. Czy ludzkość cierpi na nadmiar ? Zbyt proste, linearne, myślowe. Lepiej to rozbić za pomocą dźwięków. Szczerość prowadzi do nieszczerości. Na końcu każdej chwili Bóg próbuje nas przytulić. Czy można mówić o nadmiarze Boga ? Lepiej pleść głupstwa niż wypowiadać się wyważonymi słowami.
Miałem w zanadrzu historię o rodzącym się fizycznym kalectwie, ale gdy zobaczyłem smutną młodą twarz (bo na młodych twarzach widać najlepiej smutek), postanowiłem zaniechać tej opowieści. Zapragnąłem opowiedzieć dowcip. Zdołał zakiełkować:
- Barni, czemu grasz hard core od 30lat ?
- Wiesz, chciałem się wyszumieć.
- Barni, to prawda, że poznałeś żonę na swoim koncercie ?
- Tak, stała pod sceną i się patrzyła.
- Barni, co myślisz o Polsce i Polakach ?
- Wiesz, od 30 lat szukam odpowiedzi na to pytanie ?
https://www.youtube.com/watch?v=UXGvr1RjZSs
środa, 27 listopada 2013
Motyl w brzuchu
Okrucieństwo nie ma końca. Podczas I Wojny Światowej ludzi cierpiących na nerwice wojenne traktowano jak symulantów, leczono elektrowstrząsami, przywiązywano pasami do łóżek. Najwyższy współczynnik strat odnotowała armia serbska, która wymierała w trakcie ewakuacji do Albanii, zaś na wyspie Korfu zafundowała sobie obóz koncentracyjny - hospicjum. Serbowie sami sobie zorganizowali obóz, gdzie byli dla siebie zarówno katami jak i ofiarami, skazując się na śmierć głodową. Armia która samą siebie pokonała bez podjęcia walki z wrogiem (słabym wojskiem austro-węgierskim i bułgarskim). W Bolimowie 31 stycznia 1915 r. po raz pierwszy użyto broni chemicznej. Skutki jej zastosowania nie były dobrze znane więc wielu żołnierzy zostało pochowanych żywcem. Żywcem grzebali Japończycy Chińczyków w latach 1937/38 podczas tzw. masakry nankińskiej. 16 letnią Medinę Memi ojciec zakopał żywcem obok kurnika bo spotykała się z kolegami. Joseph Kennedy kazał wykonać na swojej córce Rosemary zabieg lobotomii gdyż obwiano się, że ta upośledzona dziewczynka może zajść w ciąże. Podczas zdobywania Saragossy w 1809 r. (wojny napoleońskie) stare kobiety jako rupiecie były wyrzucone przez okna i balustrady zaś młode gwałcono. Kobiety gwałci się na granicy meksykańsko - amerykańskiej czy w birmańskich obozach wojskowych. Podczas głodu na Ukrainie w latach 1932-33 polowano w lasach na dzieci by je jeść. Świeżo pochowane dziecko w czasach "czarnej śmierci" w XIV wieku też traktowano jako nadające
się do spożycia. I na koniec tej wyliczanki najnowsze odkrycie: Litwa, Węgry, Rumunia i pewnie też pozostali sojusznicy Hitlera mieli swój czynny udział w holokauście.
Pod naporem okrucieństwa broni się miłość. Subtelność oddechu mieści w sobie trzy fazy, które udało mi się wyodrębnić. Wdech, który chłonie wszystko co postrzega nasz umysł: kolory, dźwięki, obrazy, myśli, słowa. Płytki wydech, który oczyszcza umysł oraz króciutki, niezwykle wydajny wydech, jakby głębokie zejście o jeden stopień niżej. Następnie z tego głębokiego wydechu powracamy do wdechu i doświadczamy wtedy owych miłosnych "motyli w brzuchu". Zwykłe oddychanie prowadzi nas do miłości. Objawia się to stanem wzruszenia i miłosierdzia.
Ktoś pomyśli: "bycie dobrym jest niebezpieczne ponieważ stajemy się wtedy łatwą ofiarą dla drapieżnika, człowieka zdominowanego przez złe tendencje". Wcale tak nie jest. Mechanizmem obronnym dobra jest wrażliwość (uważność). Dzięki niej szybciej reagujemy na subtelności ludzkiego zachowania. Gdy wyczuwamy to "małe ja" zwykle wiemy jak postąpić. Niestety, poruszanie się między ludźmi przypomina okopy Verdun. Stąd w psychologii życia duchowego taką rolę odgrywa ukrzyżowany Jezus.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Lech Wałęsa
Inspiracja: Wałęsa. Człowiek z nadziei, Andrzej Wajda, film z 2013 roku
Leon Wyczółkowski (1852 - 1936), malarz
- Nie mam ochoty stąd nigdzie się ruszać - powiedział Lech.
Malarz uważnie studiowała gestykulację, światło, kolory zmieniające się w pokoju pod wpływem słów, uczuć i emocji. Wałęsa różnił się w oczach Wyczółkowskiego od innych rodaków, których próbował malować. Robotnik z zachmurzonego przemysłowego miasta smagał zmysły kolorami. Widział już tego żywego człowieka pachnącego farbą i te przedmioty, których dotykał pulsujące aurą.
- Bardzo pana z żoną szanujemy. Jest pan wysłannikiem tej szlachetnej Polski z przyszłości, prawdy i piękna jabłek i chleba. O takiej Polsce się śni i dla takiej się umiera.
- Chętnie bym poznał małżonkę. Zresztą chyba ją wyczuwam. Ona chyba z nami cały czas jest ?
- Jest sierpniowym latem. Bóg był bardzo dla nas łaskaw. Gdy cokolwiek tworzę w każdym dziele jest ona, wieczna i nieśmiertelna.
Robotnik poczuł jak coś go musnęło, widział drgające cienie niczym ryby i kamienie w letnim potoku. Zaczął się obracać wokół siebie obserwując tą iluminację, a ruchy ciałem były jak walka, bunt, strajk. "Tak, taka musi być istota ludzkiego gniewu - pomyślał - gniewu, który stwarza rzeczywistość, jak znaczenie płótna kolorami".
- A gdy ten umysł stwarza rzeczy złe - zapytał Wyczółkowskiego - ludzie na przykład mówią złymi słowami, są brutalni.
- Wtedy wychodzi się na dwór i mówi głośno i wyraźnie, do ptaków, skał, do piachu na drodze. I czeka cierpliwie co Bóg albo innych człowiek odpowie. To uczy pokory.
- odpowie, he he ?
- A panu odpowiedział ?
- Tak, mnie odpowiedział, głośno i wyraźnie.
Robotnik i malarz przystąpili do obierania jabłek.
Leon Wyczółkowski (1852 - 1936), malarz
- Nie mam ochoty stąd nigdzie się ruszać - powiedział Lech.
Malarz uważnie studiowała gestykulację, światło, kolory zmieniające się w pokoju pod wpływem słów, uczuć i emocji. Wałęsa różnił się w oczach Wyczółkowskiego od innych rodaków, których próbował malować. Robotnik z zachmurzonego przemysłowego miasta smagał zmysły kolorami. Widział już tego żywego człowieka pachnącego farbą i te przedmioty, których dotykał pulsujące aurą.
- Bardzo pana z żoną szanujemy. Jest pan wysłannikiem tej szlachetnej Polski z przyszłości, prawdy i piękna jabłek i chleba. O takiej Polsce się śni i dla takiej się umiera.
- Chętnie bym poznał małżonkę. Zresztą chyba ją wyczuwam. Ona chyba z nami cały czas jest ?
- Jest sierpniowym latem. Bóg był bardzo dla nas łaskaw. Gdy cokolwiek tworzę w każdym dziele jest ona, wieczna i nieśmiertelna.
Robotnik poczuł jak coś go musnęło, widział drgające cienie niczym ryby i kamienie w letnim potoku. Zaczął się obracać wokół siebie obserwując tą iluminację, a ruchy ciałem były jak walka, bunt, strajk. "Tak, taka musi być istota ludzkiego gniewu - pomyślał - gniewu, który stwarza rzeczywistość, jak znaczenie płótna kolorami".
- A gdy ten umysł stwarza rzeczy złe - zapytał Wyczółkowskiego - ludzie na przykład mówią złymi słowami, są brutalni.
- Wtedy wychodzi się na dwór i mówi głośno i wyraźnie, do ptaków, skał, do piachu na drodze. I czeka cierpliwie co Bóg albo innych człowiek odpowie. To uczy pokory.
- odpowie, he he ?
- A panu odpowiedział ?
- Tak, mnie odpowiedział, głośno i wyraźnie.
Robotnik i malarz przystąpili do obierania jabłek.
czwartek, 24 października 2013
Oświadczyny
Inspiracja:
Christopher Walker, Bjork: głos duszy, film z 1997 r.
Staruszka stała nad zwłokami męża z kawałkiem bułki w ręku. Wszystko się pokręciło. To on miał ją przeżyć. Był przecież młodszy.
Robert nie wytrzymał. Zebrał się wreszcie w sobie i postanowił jej się oświadczyć. Był zawsze przy niej bardzo blisko, asystował by Te mogła zająć się tylko muzyką.
- nie mam tyle dla ciebie czasu Robercie, wiesz, że żyje tylko dla muzyki i...mojego synka. Nigdy nie znajdę w swoim sercu odpowiednio dużo miejsca dla ciebie.
- nie chcę twojego czasu, ani serca...pisnął
Robert już dawno przestał żyć swoim, oddzielnym życiem. Najpierw uciekł przed wszystkimi w "swój świat" by potem wpaść na nią kilka lat temu, podczas przygotowań do koncertu. Od tamtego czasu z pracownika technicznego przeistoczył się w dostarczyciela bułek. Przekrajał bułkę, wkładał do niej liść sałaty, delikatnie przekrojony plasterek sera i ogórka. "Jego świat" cały się zmieścił w codzienności Te, tworząc całkiem szczelny, podwójnie zbrojony bunkier przed światem zewnętrznym.
- Robert, nie jesteś muzykiem...przecież gdy będę śpiewała nie usłyszę dźwięku twojego instrumentu, jak zatem możesz BYĆ ? Za mało wytwarzasz dźwięków, Robert ! Czego ty ode mnie chcesz ?
- Żebyś była moją żoną.
- I co ?! Tylko nie mów, że mnie kochasz...
- Kocham cię
Robert skłamał. Nie mógł zakochać się w ścianach bunkra wypełnionego dźwiękami. Złapał Te za rękę. Ronił szczere łzy do kłamliwych deklaracji.
Jeżeli Te zgodziła się na ślub to tylko dlatego, że usłyszała to szczere, rozczulające zakłamanie. Sama też taka jest i tacy są ludzie, których zna. Małe wystraszone dzieci, obłudne i perwersyjne, w skórze dorosłych ludzi. Te bardzo polubiła zapach i dotyk ręki Roberta. I uzależniła się od "roberciej gastronomii".
- Tylko pamiętaj, masz być przy mnie gdy będę umierającą staruszką. Wiesz, że bardzo boję się śmierci. Lubię ludzi, towarzystwo, całą tą ptasią paplaninę i bardzo, ale bardzo boję się śmierci. Pustki i niepewności, którą niesie sam moment przejścia. Ożenię się z tobą, ale musisz wtedy być przy mnie.
- z bułką w ręku ?
- z bułka !
Oboje się uśmiechnęli.
https://www.youtube.com/watch?v=WyhMzQXLFEU
Christopher Walker, Bjork: głos duszy, film z 1997 r.
Staruszka stała nad zwłokami męża z kawałkiem bułki w ręku. Wszystko się pokręciło. To on miał ją przeżyć. Był przecież młodszy.
Robert nie wytrzymał. Zebrał się wreszcie w sobie i postanowił jej się oświadczyć. Był zawsze przy niej bardzo blisko, asystował by Te mogła zająć się tylko muzyką.
- nie mam tyle dla ciebie czasu Robercie, wiesz, że żyje tylko dla muzyki i...mojego synka. Nigdy nie znajdę w swoim sercu odpowiednio dużo miejsca dla ciebie.
- nie chcę twojego czasu, ani serca...pisnął
Robert już dawno przestał żyć swoim, oddzielnym życiem. Najpierw uciekł przed wszystkimi w "swój świat" by potem wpaść na nią kilka lat temu, podczas przygotowań do koncertu. Od tamtego czasu z pracownika technicznego przeistoczył się w dostarczyciela bułek. Przekrajał bułkę, wkładał do niej liść sałaty, delikatnie przekrojony plasterek sera i ogórka. "Jego świat" cały się zmieścił w codzienności Te, tworząc całkiem szczelny, podwójnie zbrojony bunkier przed światem zewnętrznym.
- Robert, nie jesteś muzykiem...przecież gdy będę śpiewała nie usłyszę dźwięku twojego instrumentu, jak zatem możesz BYĆ ? Za mało wytwarzasz dźwięków, Robert ! Czego ty ode mnie chcesz ?
- Żebyś była moją żoną.
- I co ?! Tylko nie mów, że mnie kochasz...
- Kocham cię
Robert skłamał. Nie mógł zakochać się w ścianach bunkra wypełnionego dźwiękami. Złapał Te za rękę. Ronił szczere łzy do kłamliwych deklaracji.
Jeżeli Te zgodziła się na ślub to tylko dlatego, że usłyszała to szczere, rozczulające zakłamanie. Sama też taka jest i tacy są ludzie, których zna. Małe wystraszone dzieci, obłudne i perwersyjne, w skórze dorosłych ludzi. Te bardzo polubiła zapach i dotyk ręki Roberta. I uzależniła się od "roberciej gastronomii".
- Tylko pamiętaj, masz być przy mnie gdy będę umierającą staruszką. Wiesz, że bardzo boję się śmierci. Lubię ludzi, towarzystwo, całą tą ptasią paplaninę i bardzo, ale bardzo boję się śmierci. Pustki i niepewności, którą niesie sam moment przejścia. Ożenię się z tobą, ale musisz wtedy być przy mnie.
- z bułką w ręku ?
- z bułka !
Oboje się uśmiechnęli.
https://www.youtube.com/watch?v=WyhMzQXLFEU
sobota, 12 października 2013
Uć
Inspiracja:
koncert Richarda Bona w klubie Wytwórnia w Łodzi 11 października;
napad na Romów w dzielnicy Łódź Górna w sobotę 5 października 2013 r.
Zapłonęły pochodnie, łódzkie kobiety i dzieci struchlały...
koncert Richarda Bona w klubie Wytwórnia w Łodzi 11 października;
napad na Romów w dzielnicy Łódź Górna w sobotę 5 października 2013 r.
"Uć" rzucił Richard Bona ze sceny. Obracane w dłoni koraliki do medytacji pomogły "puścić umysł", który bez zapory w postaci napięć wywołanych przez myśli, podążał naturalnie za dźwiękami. Muzyka zdawała się "robić co chce", "być nie przewidywalna" i "nie podlegająca kontroli". Umysł miękko przylgnął i podążał.
Zbierają kamienie do wiaderka, szykują pochodnie. Chłopcy z blokowiska w znoszonych przez wiosnę i lato adidasach, z przetłuszczonymi rękami i nogami. Ci szczupli i niscy wyglądają jak nietoperze z poobrywanymi skrzydłami. Ci grubsi niczym kury nieloty. Stado miejskich stworzeń, cierpiących na chroniczny niedosyt i niedobór.
Muzycy zgrabnie, z niewymuszonymi gestami bawili się swoją sztuką, wciągając łatwo do zabawy. Wszystko się działo jakby od niechcenia. Studiowanie dźwięków było profanacją i obelgą dla twarzy wyrażającej uśmiech czy bioder, które pomagały umysłowi odnaleźć jedność.
Krzątanina w cygańskim domu od wczesnego ranka. Kobiety ze skupieniem wykonują powtarzalne czynności. Jedna z nich, ta która będzie próbowała oddzielić męża od napastników narażając się na dotkliwe pobicie, nieświadoma przyszłości. słodzi herbatę, uśmiecha się do cytryny.
Miło było patrzeć ze sceny jak obcy sobie ludzie, zmęczeni tygodniem pracy, odnajdywali się we wspólnej zabawie. Ludzie z innego kontynentu, kraju, języka reagowali na witalność i łagodność. Pozytywne kierowanie tłumem białych ciał w jesiennych swetrach, bluzkach, żakietach.
Bieda nie widzi w pełni swojej biedy. Bieda nie widzi bałaganu, sprzętów, które są śmieciami. Bieda nie czuje, że zapach jest nieświeży. Ale z biedy można uklecić dom, w którym kobiety i mężczyzna schronią się przed zimnem i wilgocią.
Nie była to polityczna manipulacja, która dzieli wykorzystując słowa, emocje, uczucia, wyrwane z kontekstu historyczne wydarzenia razem to miksując w coctail z napisem " Polska", "Świat". Patrząc na zespół Richarda Bona i zgromadzenie pod sceną trudno uwierzyć w siłę frustracji. Przecież dobro przychodzi tak łatwo, jest tak niewymuszone.
Młode umysły pragną odnowy, zmian. Zaczynają od siebie. Zrobią więc kilkanaście pompek. Koledzy zademonstrują kopniaki na klatkę piersiową w miejsce, gdzie ludzie mają serce. Niewygimnastykowane ciała wzmacniają mięśnie wiaderkiem obciążonym kamieniami. Potem trzeba zrobić coś dla Polski, miasta. Sterroryzować biedę pochodniami w sobotni wieczór tak żeby bała się pisnąć. Wystraszyć Cyganów tak żeby nie potrafili się kochać. Miłość nie jest przeznaczona dla łódzkiego blokowiska ani cygańskiej biedy. Tu się hartują chore na świerzb koty i kulawe psy.
Na koncert Richarda Bona prawie wszyscy przyjechali samochodami. Kobiety i mężczyźni aspirujący do władzy, pieniędzy albo po prostu spokojnego życia. Richard Bona się do nich wszystkich uśmiecha. Tu jest Łódź, która uczy się dobrze zjeść i smakować wina. Tutaj krytykuje się "Kaczora", gani Tuska, zagaduje o Palikota. Tu nie ma "mordowni" jak w młodzieżowych klubach muzycznych. Richard Bona pod choinkę. Richard Bona podczas jazdy samochodem. Doceniamy Richarda Bona i siebie na koncercie Richarda Bona. Ile luzu i zgrabności mają w sobie ci muzycy. Łódzka klasa średnia ma tu swój mały Londyn, też pragnie się tak zgrabnie poruszać, oj jak pragnie.
Zapłonęły pochodnie, łódzkie kobiety i dzieci struchlały...
PS. Omawiany koncert należał do jednych z najlepszych, na których byłem. Fajnie jak na Misty in Roots w 1983 r. w Teatrze Muzycznym w Łodzi. Zagrali wtedy z Izraelem (Issiael). Przed rokiem "głęboko" było na Janie Garbarku (Katedra) wcześniej na Pendereckim (Mateusz). A wszyscy razem równie genialni jak punkowe MYCIA (Bordeaux) i The Civet (Kalifornia).
niedziela, 6 października 2013
Punkowe opowieści
Inspiracja: koncerty zespołów Karcer, Speed Joker (punk), Closterkeller (gothic metal). Kluby Stereo Krogs i Luka w Łodzi.
1
W drzwiach stanął Go. Chudy w skórzanej kurtce. Z ciemności wyłoniły się zapadnięte w kościstej twarzy ogromne ciemne oczy. Oczy, które mówiły więcej niż niesprawny język, bo do wyrażenia bólu potrzeba odpowiednio sprawnego języka. Głodne ciało i chora dusza błąkająca się po nocnym mieście w poszukiwaniu odrobiny ciepła i zaufania. Jakaż to karma zanurzyła Go w takiej samotności. Niezdolne do płaczu oczy Go ukazują jak smutne może być miasto u progu jesieni. Go potrzebuje Bożej Pomocy. Bóg działa poprzez ludzi, a ludzi nie ma. Gdy nie ma ludzi Go przyzywa duchy, zaczyna do nich mówić nieskładną mową wariata. Tonąc w spojrzeniu Go z ledwością utrzymujemy się na powierzchni konwenansu i rutyny. Wobec realnego cierpienia jesteśmy bezbronnymi głupcami. Go jest odwiecznym mieszkańcem Łodzi.
2.
Są fajni, młodzi. Trzy dziewczyny dopieszczające swoją obecnością jednego szczęśliwca. Jest fajnie, jest impreza. Zupełnie nieistotny charakter i temat rozmów. Bawią się, cieszą młodością przy rytualnym hałasie dobiegającym ze sceny. Jego długie włosy bożka pod wpływem alkoholu zamienią się w przetłuszczone włosy pijaka. Młode kobiety porzucają zamroczonego młodzieńca, którego potężniejące czoło pochyla się nad zatrutą studnią.
3.
Go nikomu nie ufa. Wszystko go przerasta i zaskakuje. Nie rozumie co do niego mówią z telewizji więc telewizora nie włącza o książkach i gazetach zaledwie wie, że istnieją. Kiedy przesłuchiwała go policja był zaskoczony, że aż tyle o nim wiedzą. Tyle szczegółów. Przesłuchania i pobyt w celi nauczyły go czujności, wyprostowały sylwetkę, ale też niemiłosiernie naprężyły. Przecież oni mnie obserwują, a jak oni do mnie mówią, to jakimś niezrozumiałym, tajemniczym polskim. Chodzi po ulicy Zgierskiej z dobytkiem w reklamówce. Boi się wrócić do domu bo przecież dom ma oczy, uszy i czyjeś złodziejskie ręce stale plądrują mu mieszkanie.
4.
- nie jestem suką, ani dziwką - mówi dziecko - nie jest tak jak myślisz. My tylko tak do siebie mówimy gdy trochę za dużo wypijemy. Na prawdę jestem wesoła, inteligentna i wrażliwa i chciałabym, żebyś mnie taką zapamiętał. Te kupy, wymioty i podpaski to nie moje. Nie wiem skąd się tu to wszystko bierze. Nie patrz tak na mnie jakbym była kobietą. Nie traktuj mnie jak dziecko. Jestem kręconymi farbowanymi blond włosami.
5.
Od kilku dni Go towarzyszy grupa bezdomnych. Bezbłędnie odczytują język jego ciała. Oni nie muszą słuchać by zrozumieć. Z niezdrową fascynacją towarzyszą mu w tych chwilach ludzkiej apokalipsy. Upadek Go jest wspomnieniem ich upadków. Oni są już po drugiej stronie, Go jest jeszcze na granicy, kiwa się nad przepaścią. Poznali się nie przypadkiem, po zapachu.
1
W drzwiach stanął Go. Chudy w skórzanej kurtce. Z ciemności wyłoniły się zapadnięte w kościstej twarzy ogromne ciemne oczy. Oczy, które mówiły więcej niż niesprawny język, bo do wyrażenia bólu potrzeba odpowiednio sprawnego języka. Głodne ciało i chora dusza błąkająca się po nocnym mieście w poszukiwaniu odrobiny ciepła i zaufania. Jakaż to karma zanurzyła Go w takiej samotności. Niezdolne do płaczu oczy Go ukazują jak smutne może być miasto u progu jesieni. Go potrzebuje Bożej Pomocy. Bóg działa poprzez ludzi, a ludzi nie ma. Gdy nie ma ludzi Go przyzywa duchy, zaczyna do nich mówić nieskładną mową wariata. Tonąc w spojrzeniu Go z ledwością utrzymujemy się na powierzchni konwenansu i rutyny. Wobec realnego cierpienia jesteśmy bezbronnymi głupcami. Go jest odwiecznym mieszkańcem Łodzi.
2.
Są fajni, młodzi. Trzy dziewczyny dopieszczające swoją obecnością jednego szczęśliwca. Jest fajnie, jest impreza. Zupełnie nieistotny charakter i temat rozmów. Bawią się, cieszą młodością przy rytualnym hałasie dobiegającym ze sceny. Jego długie włosy bożka pod wpływem alkoholu zamienią się w przetłuszczone włosy pijaka. Młode kobiety porzucają zamroczonego młodzieńca, którego potężniejące czoło pochyla się nad zatrutą studnią.
3.
Go nikomu nie ufa. Wszystko go przerasta i zaskakuje. Nie rozumie co do niego mówią z telewizji więc telewizora nie włącza o książkach i gazetach zaledwie wie, że istnieją. Kiedy przesłuchiwała go policja był zaskoczony, że aż tyle o nim wiedzą. Tyle szczegółów. Przesłuchania i pobyt w celi nauczyły go czujności, wyprostowały sylwetkę, ale też niemiłosiernie naprężyły. Przecież oni mnie obserwują, a jak oni do mnie mówią, to jakimś niezrozumiałym, tajemniczym polskim. Chodzi po ulicy Zgierskiej z dobytkiem w reklamówce. Boi się wrócić do domu bo przecież dom ma oczy, uszy i czyjeś złodziejskie ręce stale plądrują mu mieszkanie.
4.
- nie jestem suką, ani dziwką - mówi dziecko - nie jest tak jak myślisz. My tylko tak do siebie mówimy gdy trochę za dużo wypijemy. Na prawdę jestem wesoła, inteligentna i wrażliwa i chciałabym, żebyś mnie taką zapamiętał. Te kupy, wymioty i podpaski to nie moje. Nie wiem skąd się tu to wszystko bierze. Nie patrz tak na mnie jakbym była kobietą. Nie traktuj mnie jak dziecko. Jestem kręconymi farbowanymi blond włosami.
5.
Od kilku dni Go towarzyszy grupa bezdomnych. Bezbłędnie odczytują język jego ciała. Oni nie muszą słuchać by zrozumieć. Z niezdrową fascynacją towarzyszą mu w tych chwilach ludzkiej apokalipsy. Upadek Go jest wspomnieniem ich upadków. Oni są już po drugiej stronie, Go jest jeszcze na granicy, kiwa się nad przepaścią. Poznali się nie przypadkiem, po zapachu.
piątek, 16 sierpnia 2013
Patrzę na swoją najważniejszą przyjaciółkę
Inspiracja: Frances Ha, Noah Baumbach, film z 2013 r.
Gdy mężczyzna kocha duszę czuje, że zdradza ponieważ dusza jest rodzaju żeńskiego. Niepotrzebnie, gdyż wystarczy zaprosić duszę do osoby, którą kochamy. Gdy pokochamy drugiego człowieka pozwolimy duszy samej zniknąć. Miłość jest wtedy gdy dusze dwóch osób się ze sobą splatają, a doświadczenie ma charakter eksplozywny. Dusza to taka laską, którą się podpieramy gdyż zwykle rozwinięci jesteśmy na słabym poziomie. Podobnie jest z Bogiem. Buddyzm nie twierdzi, że Boga nie ma, nie intelektualizuje tematu tylko udowadnia, że życie duchowe człowieka nie musi mieć żadnego punktu oparcia czy odniesienia. Frances Ha żyje bez punktów oparcia, a jednocześnie jest uzależniona od przyjaciółki. Czy przypadkiem ich dusze któregoś dnia się nie splotły ? Nie są przecież lesbijkami i siostrami, ale są sobie bardzo bliskie. Któregoś dnia obie odczuły poczucie jedności w tym samym momencie, a nawet potrafiły to cudowne doznanie powtarzać. Sophie i Frances nie potrafiły określić tego zjawiska dlatego wystraszone jego siły uciekły od siebie. Frances jako strona bardziej kreatywna przytłoczyła sobą spokojniejszą Sophie. Błąd tych wspaniałych kobiet polegał na tym, że nie zdystansowały się do swojego wspólnego duchowego doświadczenia i nie nauczyły się z niego korzystać z pasją i spokojem, ale właśnie dzięki temu błędowi mógł powstać TAKI film.
Ile razy twoja dusza splotła się z duszą innej osoby ?
Kto to był ?
Dlaczego z tą osobą, a nie inną ?
Jak opisałbyś barierę, która uniemożliwia ci taki kontakt ?
Co się wtedy dzieje z twoim ciałem ?
http://www.filmweb.pl/film/Frances+Ha-2012-661331#
Gdy mężczyzna kocha duszę czuje, że zdradza ponieważ dusza jest rodzaju żeńskiego. Niepotrzebnie, gdyż wystarczy zaprosić duszę do osoby, którą kochamy. Gdy pokochamy drugiego człowieka pozwolimy duszy samej zniknąć. Miłość jest wtedy gdy dusze dwóch osób się ze sobą splatają, a doświadczenie ma charakter eksplozywny. Dusza to taka laską, którą się podpieramy gdyż zwykle rozwinięci jesteśmy na słabym poziomie. Podobnie jest z Bogiem. Buddyzm nie twierdzi, że Boga nie ma, nie intelektualizuje tematu tylko udowadnia, że życie duchowe człowieka nie musi mieć żadnego punktu oparcia czy odniesienia. Frances Ha żyje bez punktów oparcia, a jednocześnie jest uzależniona od przyjaciółki. Czy przypadkiem ich dusze któregoś dnia się nie splotły ? Nie są przecież lesbijkami i siostrami, ale są sobie bardzo bliskie. Któregoś dnia obie odczuły poczucie jedności w tym samym momencie, a nawet potrafiły to cudowne doznanie powtarzać. Sophie i Frances nie potrafiły określić tego zjawiska dlatego wystraszone jego siły uciekły od siebie. Frances jako strona bardziej kreatywna przytłoczyła sobą spokojniejszą Sophie. Błąd tych wspaniałych kobiet polegał na tym, że nie zdystansowały się do swojego wspólnego duchowego doświadczenia i nie nauczyły się z niego korzystać z pasją i spokojem, ale właśnie dzięki temu błędowi mógł powstać TAKI film.
Ile razy twoja dusza splotła się z duszą innej osoby ?
Kto to był ?
Dlaczego z tą osobą, a nie inną ?
Jak opisałbyś barierę, która uniemożliwia ci taki kontakt ?
Co się wtedy dzieje z twoim ciałem ?
http://www.filmweb.pl/film/Frances+Ha-2012-661331#
środa, 7 sierpnia 2013
To ja będę na ciebie patrzyła
Inspiracja: Amatorki, Elfriede Jelinek, powieść z 1975 r.
29 sierpnia 1984 r. miałem 16 lat. Elisabeth Fritzl miała wtedy 18 lat. Jelinek była rok po wydaniu "Pianistki". A co ty czytelniku robiłeś 29 sierpnia 1984 roku ? Tego dnia Elisabeth była zamykana w piwnicy przez swego ojca Josepha, osobę rodzinną i dobrze zorganizowaną. Joseph - austryjacki kat, Elisabeth - austryjacka ofiara. A Jelinek ? Ach ta zła Jelinek - Żydówka, przez 20 lat członkini partii komunistycznej.
Amstetten. Białe firanki, błyszczące naczynia kuchenne, wykrochmalona pościel. Strażniczki obozów koncentracyjnych, mężczyźni z Wehramchtu i SS.
Kiedy Heinz i Brigitte idą do łóżka czuć piwo. Heinz podczas stosunku dusi brzuchem mały brzuszek Brigitte. Paula została zapłodniona w stodole. Zrobił to Erich, dla którego ćwiarteczka jest lepsza niż dupeczka. Teściowie nie lubią synowych. Brigitte wygryzie teściów z domu, Paulę wygryzie teściowa. Brigitte nie kocha, Paula kocha i zostanie prostytutką. Prostytutka, to kobieta, która daje obcym.
Brigitte i Paula będą miały dzieci, które łatwo się pierze po pysku, zmusza do niewolniczej pracy albo popycha nogą przy wychodzeniu z mieszkania. Brigitte i Zuzi rywalizują, która lepiej i szybciej wykona sznycla dla otyłego Heinza.
Mężczyźni lubią jeść, a także tyłeczki, cycuszki, cipki. Heinz ma firmę, Erich jest drwalem. Astma, urzędnik na emeryturze siedzi i wydaje polecenia.
Kiedy kobieta myśli "miłość" wypełnia ją radość z posiadania domku, ogródka, dzieci, Simki, rasowego wilczura z rodowodem, męża najlepiej z firmą, to jest "bogatego wnętrza kobiety". Kiedy kobieta myśli "miłość" to nienawidzi wszystkiego co może uszczuplić stan jej bogatego wnętrza. Kiedy mąż żonie coś zabrania, kobieta płacze i myśli: "to moje poczucie bezpieczeństwa" i z pokorą przyjmuje lanie.
Ludzie o skłonności do seksu z dziećmi pogardzają pedofilami, najchętniej by starego Fritzla zlinczowali. A właśnie, jaki zawód wykonywał Joseph Fritzl ? Z czym jadał kanapki ? O czym rozmawiał z kolegą z pracy ? Był kibicem Salzburga, czy Rapidu Wiedeń, bo Amstatten jest w połowie drogi ?
Dziwaczka Jelinek. Literatura powinna budować ład moralny i harmonię duszy, a ona ciągle tym swoim Brigitte, Brigitte, ostro i z akcentem.Bolą uszy, najlepiej wstać i wyjść.
Pani Dulska była z Krakowa (zabór austryjacki). Miała męża Felicjana, córki Hesie, Mele i syna Zbyszka. To była czysta i przedsiębiorcza kobieta. Plotki nie dosięgają poziomu piwnicy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




