wtorek, 31 października 2017

Monodram Kamili Sammler - część pierwsza

 



Elfriede Jelinek, Cienie. Eurydyka mówi:", opracowanie, realizacja, obsada Kamila Sammler, Teatr Jaracza w Łodzi.

Kamila Sammler jest aktorką lat 80tych od lat związaną z Teatrem Jaracza, żoną Ryszarda Kotysa. To znakomita aktorka, którą na próżno by szukać w obsadzie głównych ról. Postanowiła więc samodzielnie przygotować, wyreżyserować i zagrać  monodram na podstawie Jelinek. Przez półtorej godziny potrafiła skupić na sobie uwagę publiczności, grając trudny poetycki tekst, opowiadający o tym, że Eurydyka zamiast pójść na koncert muzyki pop, udała się do krainy cienia.W latach 80tych kiedy ludzie mniej czasu poświęcali na korzystanie z mediów czy z przyjemności zakupów, chętniej sięgali po teksty poetyckie, filozoficzne, których lektura niejako nobilitowała. Komu by się dzisiaj chciało zmierzyć z Eliotem, Norwidem, Witkacym, Baudelaire'em czy Leśmianem. Współcześni młodzi aktorzy nie czują się dobrze w poetyce melancholii i dekadencji, a publiczność zdecydowanie szuka głębi przekazu ukrytego  w zwrotach akcji, emocjach, krzykliwych dialogach, zaskoczeniach. Kamila Sammler z naturalnością i lekkością jazzmana przypomniała  na czym polega teatr poetycki i jak go zagrać, aby publiczność nadążała na wysublimowanym tekstem. Bardzo możliwe, że "Cienie" to obecnie najciekawszy grany w Łodzi spektakl teatralny. Mamy tu do czynienia z dojrzałą sztuką aktorską i dobrą literaturą.

Eurydyka, uciekająca przed Aristajosem umiera śmiercią gwałtowną przenosząc się niespodziewanie z krainy piękna, szczęścia i młodości do świata umarłych. Z poprzednim życiem łączy ją śpiew męża Orfeuszu, który już nigdy nie pogodzi się z utratą szczęśliwego życia z żoną Eurydyką. W micie mamy też do czynienia z konfliktem świata duchowego ze światem konsumpcji, używania życia, uciech cielesnych. Tragedia małżonków zaczęła się bowiem od chuci i pożądań Aristajosa, a kończy śmiercią Orfeuszu z rąk menad, gdy ten odmówił wspólnego uczestnictwa w orszaku Dionizosa. Mamy wesołą dolinę Tempe i smutny Hades.

Śpiew Orfeusza jest modlitwą o życie i zdrowie ukochanej osoby. Jest to śpiew tak głęboki i przejmujący, że Orfeusz przekroczywszy własne ja, w pokorze osiąga poziom modlitwy wewnętrznej. Gdy śmiertelnicy modlą się o zdrowie bliskich zapominają, że należy nie tylko modlić się o kondycję ciała, ale ukierunkować się w modlitwie na duszę cierpiącej. Skuteczna modlitwa wewnętrzna to zatem pokora połączona w komunikacją między duszami. W obliczu choroby, śmierci nie jesteśmy bezbronni. Mamy oręż w postaci zapomnienia siebie w "modlitwie duszy" ukierunkowanej na osobę oraz siłę witalną życia, która jak wiadomo jest zjawiskiem kosmicznym. Oto przykład takiej medytacji, którą można potraktować niczym śpiew i muzyka Orfeusza dla Eurydyki:

wdech: odczuwanie mocy
wydech: przekazanie mocy ukochanej osobie
metoda: praktykowane postawy medytacyjne

Należy osiągnąć taki stan aby zapomnieć siebie czyli nie być motywowanym przez ego. Motywacja ego jak błędem w modlitwie, pychą uprzywilejowanej relacji z wyższą świadomością.


Strona internetowa spektaklu

Mit o Orfeuszu i Eurydyce

Erynie

Menady

Ostatnio sporo było w mediach o losach Alice Glass w zespole Crystal Castles i jej relacjach z Ethanem Kathem. Tym razem Alice w karierze solowej:

Alice Glass, Without love

Dirty Beaches, muzyka Alexa Zanga Hungtaia, Tajwan/Kanada, debiut 2005

Made in Poland, Kraków, debiut 1984, płyta Martwy kabaret

czwartek, 26 października 2017

Marzenie Nataszy z Agnieszką Skrzypczak



Jarosława Pulinowicz, Marzenie Nataszy,  Nikołaj Kolada,Teatr Jaracza w Łodzi.

 Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy podziwiałem Agnieszkę Skrzypczak w sztuce rosyjskiej pisarki liczyła się dla nie mnie głównie ekspresja sceniczna. Chodziło o to aby duch zapanował nad kruchą materią, aby umysł wziął górę na lichym i leniwym ciałem. W tym podporządkowywaniu sobie ciała w kreacji aktorskiej widziałem coś ekstremalnego i wyzwalającego. Opowiadana historia o Baninie i Wiernikowej była sprawą drugorzędną. Ważniejsza była tęsknota za dotknięciem granicy duchowego poznania (pojęcie duszy konsoliduje się w procesie budowania jedności ciała i umysłu). W dochodzeniu do tej granicy należy być dzielnym i zdeterminowanym, ale bez ukierunkowania na cel. Cel bowiem nie tylko rozczarowuje, ale bywa iluzoryczny. Nasze życie zbudowane jest bowiem z różnorakich iluzji, które uwydatniają się w obliczu śmierci. Dusza i ciało nie są odrębnymi bytami i nie można stwierdzić, że duszy nie ma. Dusza jest naszą fizycznością tylko szczególnie odczuwaną. Dusza może być identyfikowana określonym narządem, ale bardziej chodzi tu o zintegrowane działanie organizmu i jego powiązanie z litosferą, biosferą, hydrosferą, atmosferą i kosmosem. I w tym miejscu odnajdujemy Agnieszkę Skrzypczak z wpatrującym się w nią widzem niczym w nocne gwiaździste niebo.

Po kilku latach wzruszam się losem dwóch młodych kobiet (przepraszam za nadmiernie subiektywny ton). Banina cierpi z powodu wykluczenia z normalnego życia, miłości. Wiernikowa jest ofiarą wyścigu szczurów czyli pogoni klasy średniej za pieniędzmi, karierą, mityczną krainą bezpieczeństwa i wygody, do której ścigający się szczur nie dobiega. Z kolei ludzie tacy jak Banina gdy tylko myślą, że osiągnęli bezpieczną przystań normalności, bezwolnie odkorkowują butelkę i staczają się z powrotem w patologię. Dziewczyna sukcesu jak Wiernikowa i klęski jak Banina, obie dokonują czynu niemoralnego - iluzja wygranej, osiągniętego celu. Bezmiar rosyjskiej duszy to takie uwikłanie się bohaterów w swoje losy, że nijak  nie można się z ich okowów uwolnić, utonięcie Baniny i Wiernikowej  "po rosyjsku".

Dobrze się stało, że Sebastian Majewski przestał być dyrektorem Teatru Jaracza i powrócił na stanowisko Waldemar Zawodziński. Problem z teatrem awangardowym może brać się stąd, że nowa forma wymaga nowych treści. W XX wieku tymi nowymi treściami były na przykład teksty autorów groteski, nadrealizmu, symbolizmu, w obecnych czasach po okresie nowych brutalistów pozostały teatrowi nie zawsze udane eksperymenty reżyserskie. Może alternatywą dla tradycyjnego teatru jaki mamy zarówno w Jaraczu jak Nowym, byłby teatr głębi, który próbowałby odkrywać to co ukryte, enigmatyczne, podskórne.

Strona internetowa spektaklu

czwartek, 14 września 2017

Adam Bałdych, Kuba Więcek, Maciej Obara




Letnia Akademia Jazzu: 
1. Adam Bałdych Sextet (Dys, Barański, Mika, Kociński, Szmańda)
2. Kuba Więcek Trio (plus Michał Barański, Łukasz Żyta)
3. Maciej Obara Quartet (plus DominikWania, Ole Morten Vagan, Gard Nilssen) - "Impressions on Górecki".
Michał Barański grał na kontrabasie zarówno u Bałdycha jak Więcka.

Adam Bałdych wykonał muzykę świetnie nadającą do słuchania w okresie świątecznym, Kuba Więcek, Nowojorczyk made in Poland, zaskakiwał sam siebie, Maciej Obara zagrał ambitnie i na poważnie. W sumie Bałdych wypadł najlepiej (mój drugi koncert tego wykonawcy). Dobry jazz jest zagrany bezpretensjonalnie, jest lekcją luzu, naturalności, odbiorca nie może czuć się obciążony wysiłkiem włożonym w tworzenie dzieła, obserwuje jak muzyka bierze się niemal z niczego, z powietrza, wystarczy tylko w coś uderzyć, dowolnie zestawić ze sobą dźwięki, dmuchnąć, poruszać smyczkiem i już. To bardzo ważne, aby dzieło powstawało jakby bezwysiłkowo, bo dzięki temu eksponuje się pasję, natchnienie czyli formę. Forma sama w sobie jest treścią i wiedza treściowa w sztuce nie jest najważniejsza. W realistycznym malarstwie i literaturze mamy dużo treści z danej epoki, ale i tak jej nie zapamiętamy. Zapamiętamy za to wrażenie formy. Osoby idące plażą niosą z sobą nie tyle wiedzę o sobie ile klimat plażowania.  Muzyka grana na przykład przez Bałdycha, Więcka czy Obary miesiąc temu, dobrze się utrwala w pamięci tak, że można wspominać koncert jakby się odsłuchiwało go na płycie. Wystarczy tylko wspomnienie miejsca, liderów a przede wszystkim zapis wrażeń w pamięci.

realistyczne malarstwo Setha Armstronga Hypera

Przymus tworzenia pojawia się wtedy, gdy idea domaga się manifestacji. Idea zapisana jest w pamięci w geście. Świetnie to widać w rzeźbie, na fotografiach czy zatrzymanym kadrze filmu. Pragniemy opowiedzieć ten gest i wtedy tworzymy. Pasja, zatracenie się, pojawia się gdy wielokrotnie odsłuchujemy daną muzykę, kilkakrotnie oglądamy ten sam film i często nie zdajemy sobie sprawę z wagi drobnych gestów, muzycznych przejść. Idea z kolei wyraża duchowy głód, pragnienie zaspokojenia, uczuciowy , emocjonalny bunt wobec braku.

Tworzenie to często zaskakiwanie siebie. Poruszamy się za pomocą dźwięku, słowa. Bez rysunku nie ma malarstwa. To widzenie także swojego własnego życia jako postaci literackiej, swojego życia z dramatycznymi zwrotami jako snutej opowieści. Dlatego jazz wydaje się tak prozaiczny, jest takim dobrym tłem dla filmu, malarstwa czy komiksu. Jesteśmy bohaterami swojej własnej nigdy nie napisanej powieści. 

Kuba Więcek

Maciej Obara

Adam Bałdych



czwartek, 24 sierpnia 2017

"Pokot" Agnieszki Holland






Pokot, Agnieszka Holland, film z 2017 r.

Podobnie jak w "Wołyniu" Wojtka Smarzowskiego czy "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego głównym bohaterem filmu jest przyroda. Ludzie się zabijają, u Holland dodatkowo męczą zwierzęta, a przyroda trwa w swojej przemijalności. Człowiek kocha przyrodę. przytula zwierzątka, strzela do nich i je zjada. Mięso smakuje, a istoty mięsem wypełnione mogą lub nie muszą mieć duszy. Czy droidy, cyborgi pozyskają dusze dzięki sztucznej inteligencji ? Jako istota moralna, sztuczna inteligencja dokonująca wyborów podczas obsługiwania programów kosmicznych (na przykład ewakuacja Ziemi), może skorzystać z oferty zarezerwowanej dla ludzi czyli zbawienia przez super istotę Jezusa czy osiągnięciu oświecenia przez medytację. Zwierzę jako byt podlegający reinkarnacji posiadający duszę bytu mniej świadomego tu i teraz. Teza o wyłączności duszy dla człowieka jest bardzo atrakcyjna, ale niepokojące jest to, że człowiek także z mięsa i kości, Jezus, Budda też z tego samego i człowiek człowiekowi wilkiem, panem, niewolnikiem tak jak niewolnikiem człowieka jest zwierzę hodowlane. Mięso to ważny temat w religii, (ambona - miejsce dla myśliwego i kapłana w Kościele),  powód protestów społecznych w PRL i wyzwanie dla każdego kto pokusił się o bycie wegetarianinem. Ogólnie wydaje się, że lepiej byłoby nie spożywać mięsa chociażby z powodów moralnych (hodowla przemysłowa), ale jak tu się najeść pomidorem i serem. Jestem przekonany, że w przyszłości technologia i rozwój duchowy uwolnią człowieka od potrzeby spożywania mięsa. Jest bowiem coś absurdalnego w spożywaniu schabowego na skalistej planecie poruszającej się w nie dającym się objąć rozumem kosmosie. Już to, że współczesny człowiek nie musi być koniecznie myśliwym ani rzeźnikiem aby zjeść zawartość konserwy mięsnej, jest wielkim postępem i perspektywą dla naszych dzieci i wnuków.

Przyroda jako niemy bohater filmu. Jej oddziaływanie nie jest jednak tak silne, aby przyćmić bohaterów i opowiadaną historię.Z lasów Smarzowskiego, Holland, Skolimowskiego wyłania się Polska. Polskie konflikty wychodzą niczym zwierzęta z ciemnego lasu. Wieś i prowincja otaczają miasta swoimi lękami i wyborami politycznymi, bardziej konserwatywne, zachowawcze szantażują mieszczan. Miasta, liberalne, zmienne i dynamiczne straszą wieś. To tam są te zamachy terrorystyczne, manifestacje, protesty, a przede wszystkim elity, które zmieniają im świat z zaskoczenia tylko po by je potem siłą i podstępem narzucić.
Miasto niepokoi wieś, prowincja osacza, oblega miasto.

Wojna polsko - polska  to konflikt wyobrażeń o Polsce i narzucanych narracji tak by drugiej strony nie słuchać, "nie przyjmować do wiadomość", a najlepiej "odebrać prawo głosu". Polacy podszyci są lękami i słusznie ponieważ zmieniający się świat powodami do niepokojów hojnie obdarowuje. Pozostaje tylko pytanie o poziom strachu bo zawsze skutkuje on nienawiścią (wojny, powstania, rewolucje). Mówiąc o grze wyobrażeń w Polsce mamy do czynienia z iluzją. Gdzie zatem jest prawda o Polsce i Polakach ? Dokładnie tam gdzie we wszystkich zakątkach kuli ziemskiej - w cierpieniu wywołanym brakiem poczucia jedności z uniwersum, co skutkuje niedorozwojem duchowym i intelektualnym. Wojna polsko-polska, konflikt między sunnitami i szyitami, Ameryką Biblii i ideologii Oświecenia, Rosyjską duszą, a rosyjskim despotyzmem i imperializmem, Chinami Tao, Konfucjusza  Buddy, a Chinami Mao i kapitalizmu, są zatem konfliktami "ucieczki do problemu". Prowadzi się te  konflikty z dwóch powodów: aby odwrócić uwagę jednostki od duchowej samorealizacji i aby sprowokować konflikt społeczny ponieważ ludzie starają się zrozumieć siebie i świat także poprzez spór, konflikt o rodzaj wzajemnej obserwacji.

Agnieszka Holland bohaterami filmu uczyniła ludzi wcale nie miejskich czy wiejskich, ale alternatywnych czyli takich, którzy w kontakcie z naturą szukają dla siebie swojej drogi. Są to ludzie kontrkultury, dziwaczni, outsiderzy, którzy także posługujący się konfliktem. Gdy ludność tradycyjnej wsi posługuje się bronią ciężką (Kościół, szkoła, organizacje, instytucje), ludzie alternatywni prowadzą walkę partyzancką. Ciekawostką jest, że polska zarówno kultura jak i kontrkultura jest zdecydowanie bardziej wiejska niż miejska. Bohaterem "Pokotu" jest Jan z Czarnolasu, który okazał się być ukrywającą swoją płeć kobietą.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

X Letnia Akademia Jazzu




Koncert "Ragtime". Marcin Masecki (pianista, Warszawa), Jerzy Rogiewicz (perkusja, Bydgoszcz)
Koncert INTL: zespoły Johna Escreeta (pianista, Wielka Brytania), Macieja Obary (saksofonista altowy), Tom Arthursa (trębacz, Wielka Brytania), Thomasa Stronena (perkusista, Norwegia), Andreasa Langa (kontrabas, Dania).

próby dotyku
owad jest łąką
tylko to widzę
bariery
tylko o nich wiem
o miłości
jakieś przeczucie
towarzyszymy
swojemu życiu
rzeźbienie idei

muzyka
to próby
dotyk czegoś
spojrzenie na coś
 

Na początku lat 90tych odkrywałem jazz jako kontynuację fascynacji muzyką alternatywną, punk i reggae. Ten przeskok z punk rocka do free jazzu odbył się naturalnie i spontanicznie.Spoiwem kulturowym, którego sobie nie uświadamiałem, było to, że do tworzenia jazzu i rocka nie wymagana była znajomość nut. Najważniejsze były ekstatyczność, spontaniczność, bunt. Przy czym jazz rock (SBB, Kury, Tymański, Mazzoll) nigdy nie okazał się ciekawszy od free jazzu.

 Koncert AGA DERLAK TRIO: Ada Derlak (fortepian), Tymon Trąbczyński (kontrabas), Szymon Madej (perkusja);
Koncert "Reneissance" Anna Stępniewska (ps.Anna Gadt), Zbigniew Chojnacki (akordeon), Krzysztof Gradziuk (perkusja).

W przeciwieństwie do koncertu "Ragtime" i INTL, gdzie zadbano o stylistyczną różnorodność oraz dramaturgię, występ dwóch zespołów trio był nieco nudny.  Aga Derlak wykonująca znakomitą muzykę na późne wieczory, ululała widownię do snu tak skutecznie, że na jednostajny eksperyment z renesansowym jazzem Anny Gadt, część publiczności nie miała już siły. Muzyka musi zaskakiwać przy jednoczesnym utrzymywaniu transu. Transu okazało się zbyt dużo w stosunku do odświeżających zaskoczeń. Gdy fortepianowy relaks Agi Derlak zmierzał do finału w postaci dotknięcia ziemi przez wolno opadające piórko, to Anna Gadt dała pokaz muzycznej nieskończoności. Jej muzyka nie zmierzała do żadnej wyraźnej puenty i mogłaby trwać przez długie godziny aż do fizycznego wyczerpania muzyków. Słuchacz jednak woli jak dzieło ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zwykle wygląda to tak, że po wspólnym intro, gdzie wyraźnie zarysowuje się fortepian bądź rozbudzająca kaskada denciaków, przychodzi czas na serię indywidualnych popisów by zamknąć całość mocnym akcentem.  Derlak zagrała bezpieczny repertuar, który chętnie odtwarza się z płyty późnymi wieczorami, Gadt zabrakło konsekwencji w tworzeniu klimatu jazzowego Dead Can Dance.

Masecki & Rogiewicz przenieśli słuchacza do czasów kiedy jazz dopiero się tworzył z elementów ragtime, bluesa i muzyki europejskiej. Ich koncert przypominał dziecięcą zabawę w komponowanie prostych melodii, a prowokacyjność pomysłu polegała na pokazaniu jak zwyczajnie prosta może być muzyka.

Tom Arthurs podobnie jak rok temu przedstawił improwizację podobną do zapomnianego już zespołu Reportaż, który nagrał płytę dla firmy Tonpress w 1987 r. Muzyka, w której o coś chodzi, nie wiadomo o co, ale cierpliwie wyczekuje się, co też jeszcze się wydarzy. Z pewnością nie jest to muzyka tła, narzuca się odbiorcy jakby próbując usiąść mu na kolana.

zespół Reportaż, debiut 1982 r.

Zespoły Johna Escreeta i Andreasa Langa dały popis muzycznego fryzjerstwa, rozczesując włosy dźwięków elegancko, klasycznie bez zbędnego szarpania szczotką.

Maciej Obara zadbał o to ,żeby było towarzysko i głośno. Są artyści, którzy oprócz tego, że grają na instrumencie, lubią także przebywanie na scenie i interakcję z publicznością. Zwykle jazzmani są jakby schowani za swoją muzykę a luz tak konieczny do improwizacji osiągają dzięki skupieniu i wyciszeniu.

I koncert Thomasa Stronena, najlepszy z dwudniowego maratonu jazzowego, z dwoma perkusjami w składzie. Perkusja i kontrabas stanowią o krwiobiegu i mechanice jazzowego bandu. Wymasowani i wypieszczeni ciągiem rytmów i szumów, zawiesiliśmy uwagę nieco ponad sceną, ogromne ucho nad polem traw.

Koncerty w ramach INTL (International Jazz Platform) chodź nie tak spektakularne jak Stańki, Charles'a LIoyda, Pharoah Sandersa są jak bogate w składniki potrawy zaserwowane w odpowiedniej ilości.

John MacLaughlin

John MacLaughlin, brytyjski muzyk z gatunku jazz fusion (połączenie rocka i jazzu), urodzony w 1942 r., debiutujący w 1963 r. Polecam muzykę tego wybitnego gitarzysty dla wszystkich, którzy dobrze się czują w klimatach buddyzmu zen, hinduskiej duchowości czy mistyki. Podczas odsłuchiwania płyt MacLaughlina ma się wrażenie, że inaczej płynie czas. Odniesienia do mistyki znajdziemy u Pharoah Sandersa ("Karma", 1969 r,), Milesa Davies'a czy Johna Coltrane'a ("I love supreme", 1965 r.). MacLauglin brał udział w nagrywaniu płyty"Big fun" (wyd.1974 r.) Milesa Davies'a, najlepszej muzyki jazzowej jakiej kiedykolwiek słuchałem.

Przy tych mistycznych odniesieniach warto przypomnieć o chrześcijańskich inspiracjach w muzyce Kingi Głyk (grała podczas zeszłorocznej edycji Letniej Akademii Jazzu)

Kinga Głyk

I na koniec nowy film Yolandi Visser, wokalistki Die Antwoord:

Yolandi Visser, Tommy Cant sleep

poniedziałek, 24 lipca 2017

Radek Nowicki Quartet & Cracow Jazz Collective




Koncert 10 edycji Letniej Akademii Jazzu, Klub Wytwórnia w Łodzi

Kolejny koncert i następna okazja przeprowadzenia eksperymentu z "tu i teraz" z wykorzystaniem żywej muzyki. Piękne, rzemieślnicze, surowe garnie, o takiej muzyce mówi się, że jest bardzo jazzowa. Butelka piwa i ogólne przemęczenie uniemożliwiło mi odczuć wyraziście koncert kwartetu Radka Nowickiego, ale z drugim poszło znakomicie. Wyprostowanie pleców i koncentracja uwolniły mnie od determinującego wpływu alkoholu. Cały proces doświadczenia przeszedł w trzech etapach: w pierwszym skupiłem się na rejestracji samego zjawiska uczestnictwa w wydarzeniu, w drugim  nastąpiło zaangażowanie na poziomie myśli i wyobraźni, w trzecim udało się uchwycić muzykę zanim ta została oceniona przez świadomość i dopasowana do pasujących doświadczeń z przeszłości. Niestety, trzeci etap składał tylko się z przebłysków. Działa się muzyka, która nie była ani grana ani słuchana. Stan poza ego słuchającym. Jazz dzięki swobodnemu i ascetycznemu charakterowi dobrze pasuje do takich gier z odczuwaniem gdyż nie narzuca idei, obrazów, skojarzeń. Muzyka się dzieje poza uwarunkowaniem (sytuacja i przeszłość). Nie trzeba ani grać na instrumencie ani być snobem melomanem. Wystarczyło tylko zgubić siebie. Takim ćwiczeniom na koncentracje szczególnie sprzyja perkusja zaś po niej kontrabas i fortepian. Byłoby niezłym eksperymentem być na koncercie zespołu tylko perkusyjnego. Lepiej słucha się jazzu na stojąco, ale trzeba mieć złożone ręce jak do modlitwy. Nie należy przejmować się teatralnością tego gestu, bo w końcu każdy ma prawo do słuchania po swojemu. Intymność uważności.

 Radek Nowicki Quartet

Cracow Jazz Collective

poniedziałek, 10 lipca 2017

Breckenridge-Karolak Connection & Sisters in Jazz & The Chicago Blues Brothers



Grand Prix Jazz Melomani 2016, Teatr Wielki w Łodzi

Iluzją podobno są nasze ciała jak i rzeczywistość, którą tworzą nasze umysłu. Jako, że ludzi wielu zatem mamy do czynienia z wieloma splątanymi iluzorycznymi światami. W ramach tylko jednego człowieka mamy dwie równoległe rzeczywistości: przeszłą zmagazynowaną w podświadomości i tą rejestrowaną przez nas tu i teraz. Słuchając muzyki najpierw dochodzą do głosu wyuczone reakcje z przeszłości, które nauczyły nas cieszyć się muzyką - bo jazz piękny jest i basta - w ogóle skłoniły nas do pójścia na koncert, ale także staramy się być uważni na bieżąco - upolować, uchwycić tą świeżą pierwszą reakcję na muzykę. Dlatego uczestniczenie w koncertach, gdzie słyszymy żywe instrumenty i postrzegamy żywego człowieka na scenie mogą być silniejszym bodźcem do studiowania uważności niż odsłuchiwanie utworów z płyt.

Co zatem  do nas dociera tu i teraz ? Szczegóły, drobiazgi przy czym nagromadzenie szczegółów tego co się dzieje poza sceną i na niej zlewają się ze sobą w jedną kompozycję. Całościowy odbiór muzyki tu i teraz jest niemal niemożliwy. Cały proces interpretacji i tak odnosi się do wcześniejszych doświadczeń, Możemy zatem rozdziabić gębę i po prostu słuchać, chłonąć, ale w stanie rozluźnienia i pogodzenia z materialnym uwarunkowaniem: fotelik, ciało, obuwie, kosmetyki, butelka piwa. W każdym razie słuchając i obserwując ważny jest szczegół i reakcja organizmu, przyjemność lub dyskomfort. Gdy śledziło się galę Grand Prix Melomani, odnosiło się wrażenie, że świat iluzji zbudowany jest z samej przeszłości (wspomnienia, honory, podsumowania, powtórzone wyuczone gesty, rytuały).

Świat realny istnieje, ale jest trudny do uchwycenia. W porównaniu z innymi gatunkami jazz sprawia wrażenie nieuchwytności, ale pod względem warsztatowym to zapis matematyczny, konkretne zadanie wykonane za pomocą instrumentów. Ogólnie wiadomo, że świat realny istnieje obok nierzeczywistych. Trudno jest określić zakres tej nierealności. Czy świat, który tworzy człowiek w kosmosie jest snem współtworzonym przez miliardy umysłów ?


Sisters in Jazz

The Chicago Blues Brothers

środa, 5 lipca 2017

Bejing Dance / LDTX - Beyond the Horizon. Łódzkie Spotkania Baletowe



 Łódzkie Spotkania Baletowe
1. Made in China, Jacek Przybyłowicz (choreografia), Li Jun-Long (światła), muzyka: Johann Sebastian Bach, Claude Debussy, Anda Union;
2. Col Arrow - Game of  Go (Weiqi), Li Han Zhong, Ma Bo (choreografia), David Darling (muzyka), Godzilla Tan, Li Jun-Long (światła), Zhao Jia Pei (kostiumy).

Taniec jako przeciwstawienie się starości, chorobie. Widz, oglądający spektakl taneczny sam nie uczestniczy w tańcu, ale tą ideą zdrowia i młodości daje się ponieść. Subtelnie odczuwana moc w procesie oddychania, znajduje swoją niebywałą manifestację w ruchach płynnych i dynamicznych. Zryw mocy w tańcu. Taniec jako trening techniki mocy. Zielona trawa aż po horyzont. Nad nieskończonym morzem trawy ledwo zachmurzone niebo. Tancerz wykonuje dobrze obliczony bieg. Ograniczoność formy tańca w nieogarniętej przestrzeni. W chwili śmierci wyobraź sobie taniec, horyzont i niebo okalające morze traw - obraz mocy.
Czysta inteligencja porusza tancerzami. Jest ich wielu muszą zatem pracować równo, dobrze orientować się na siebie, aby nie zakłócić działania mocy. Zbiorowy wysiłek wspólnym doświadczeniem piękna. Dotknijmy się wzajemnie swoich spoconych ciał, wsłuchujmy się w gwałtowne oddychanie, uderzajmy ciężarem stóp bo moc jest nietykalna dla choroby, przemijania i śmierci.

W przerwie spektaklu wypiłem małą butelkę jasnego piwa. Spektakularny smak małej ilości gorzkiego napoju. Dużo osób. Właśnie przemijają chwile, które zostaną zapamiętane. Brzuch wypycha koszule tancerzowi, a marynarka opada na przygarbionych plecach. Zasypiając podbiegamy do siebie. Padając na kanapę wnosimy się w górę.

Zmiana kostiumów i dekoracji. Taniec wyraża równowagę między siłami yin i yang. Właśnie zaświeciło mocnej słońce a w nozdrza wdarł się słodki zapach świeżej wody. Siły wyższe są mądre. Ta mądrość polega na tym, że rzadko zdajemy sobie sprawę z wielkiej boskiej manipulacji.  Mówimy, działamy, analizujemy w głowach świat, nie wiedząc czemu to będzie służyło. Poddajemy się tej boskiej grze, zbiorowemu wysiłkowi uważając, że myślimy i mówimy indywidualnie. Cokolwiek by się nie stało MOC wszystko uporządkuje.

środa, 21 czerwca 2017

Wiele demonów Pilcha i Grabowskiego



Jerzy Pilch, Wiele demonów, Mikołaj Grabowski, Teatr Nowy w Łodzi

Zgiełk za oknem niczym łopoczący sztandar na cześć ukochanej osoby. Światła dnia symbolicznym światłem życia, które mieszają się z chłodnym, rześkim wiatrem. Chmury i wiatr, świadkowie ludzkiego losu. W tym zgiełku zza okna nasłuchujemy śmierci i narodzin. Cóż takiego się wydarzyło, że kończyny zdań oparte o framugę drzwi, stojące bokiem, są w nasłuchiwaniu, wyczekiwaniu. Kiedy ucichnie dzień, samotny płacze, ale to nie są łzy smutku, ale wzruszenia i poznania. Wcale nie jest mi smutno kiedy płaczę patrząc na Ciebie.
Ludzkie westchnienia, kawałki słów, umykające chwile przejeżdżających samochodów. Bezosobowy tło miejskich dźwięków. Miasto przemieszczających się w ciszy osób hałasujących myślami. Plotka o istocie żywej, dość tajemniczej przemieszczającej się każdego dnia, zawsze po tym samym krzywym chodniku. Wiele demonów: seksu, religii, martwych umarłych i martwych nieumarłych. Wiele demonów myśli pozostałych, wspomnień zapominanych, przekręconych słów. Znałem kiedyś osobę, która nagle zniknęła. Okazało się, że jednak żyje zmieniła tylko kolor włosów i nagle schudła. Bardzo dobry stary przyjaciel, który odradza się nieskończenie wiele razy, towarzysz wielu pokoleń. Ten stary przyjaciel nie ocenia, nie zasypuje dobrymi radami, ale słucha i obserwuje tak dobrze mu znane demony. Cicho patrzy się i słucha. Nie jest zdziwiony, ale reaguje zawsze jak za pierwszym razem. Demony wojny między naszymi wyobrażeniami o tym co się dzieje. Demony strzegące naszych styli życia. Demon kultury, który nigdy nie śpi. Stary przyjaciel zna te wszystkie demony, których przenigdy nikt nie ujarzmi. Dlatego dzieci tak boją się ciemności. Dzień dobry..dzień dobry Ciemność, dzień dobry Jasność. Dobranoc Wam wszystkim, do następnego razu.


czwartek, 1 czerwca 2017

Ślepy Maks w Teatrze Nowym





Robert Urbański, Kokolobolo, czyli opowieść o przypadkach  Ślepego Maksa i Szai Magnata, Jacek Głomb, Teatr Nowy w Łodzi

 Tracimy dystans do opowiadanej historii, gdy zaczynamy żywić przekonanie, że świat przedstawiony staje się realny. Bieda i przestępczość przedwojennej Łodzi, holocaust tworzą obraz świata w zagrożeniu. W 1939 r. w Łodzi żyło 233 tys Żydów (prawie 35% ludności miasta), w 1946 r. 46 tys, zaś w 2012 r. zaledwie ponad 300. Za brak poczucia stabilności, niepewności sytuacji społecznej odpowiada człowiek, który dla bliźniego przestaje być przewidywalny. Zachowania społeczne przypominają układankę z kostek domina. Nie możemy być pewni trwałości fundamentu, na którym budujemy dom, miejsce dla naszej rodziny. Ważna jest zatem symbolika domu, bo jeśli ten, którym dysponujemy obecnie nie jest trwały to powinniśmy odwołać się do domu rozumianego jako świat - domu świata. Bohaterowie opowieści o łódzkim gangsterze, nieżyjący świadkowie historii przypominają boleśnie ludzi współczesnych. Wojna może zawitać do każdego polskiego miasta. I tą wojnę także należy rozumieć symbolicznie jako stan ducha obecnie żyjących jak i dosłownie. Jeszcze w 2013 r. sztukę Jacka Glomba można by odebrać jako historyczną ciekawostkę w kolorze sepi. W 2017 r. demony wojny odpowiadają na naszą łagodność, zmęczone uśmiechy, próbują nas sprowokować do zła, negatywnych w skutkach działania, żywią się światowymi i lokalnymi kryzysami. I odczuwamy niepokój, że wystarczy jedno zapukanie do drzwi naszego domu, aby uruchomić lawinę niepożądanych zdarzeń. Ale jest też optymistycznie: jutro też będzie dzień, wszystko przeminie, czas uleczy rany, ludzie rodzą się i umierają. Trzeba mieć zaufanie to atomów, fal i komórek. Niech świat się dzieje takim jakim jest.

Opowieść o Ślepym Maksie

Ramy czasowe:

1890 r. - urodził się Menachem Bornsztajn ps. "Ślepy Maks" w Łęczycy
1928 r. - założenie sądu rozjemczego dintojry
1939 r. - Maks emigruje z Łodzi za granicę
13 września 1939 r. - Chaim Mordechaj Rumkowski zw. "królem Chaimem" mianowany zwierzchnikiem Żydów w Łodzi.
8 luty 1940 r. - założenie Litzmannstadt Ghetto
sierpień 1944 r. - likwidacja  Litzmannstadt Ghetto, śmierć "króla Chaima" w KL Auschwitz
1946 r. - powrót Maksa do Łodzi
23 czerwca 1947 r. - szef niemieckiej administracji łódzkiego getta Hans Biebow powieszony w Łodzi.
1960 r. - śmierć "Ślepego Maksa" w Łodzi