niedziela, 23 sierpnia 2015

MARCIN WASILEWSKI TRIO FEAT.JOAKIM MILDER & DA DA & TOMASZ STAŃKO, PIOTR DAMASIEWICZ & ROBERT KRZEMPEK




Marcin Wasilewski Trio Feat. Joakim Milder, International Jazz Platform 2015, Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia w Łodzi.

Leszek Możdżer wystartował na początku lat 90tych, Marcin Wasilewski w magicznym 2008 r. (początek światowego kryzysu, nowy etap globalnych konfliktów, rok nowych, ciekawych debiutów muzycznych). Niewykluczone, że Wasilewski i Stańko to obecnie najwięksi polscy muzycy jazzowi. Marcin Wasilewski łączy w swojej muzyce gwałtowność, dynamikę z subtelnością. Muzyka Możdżera brzmi inaczej bardziej poprawnie, klasycznie mimo jassowych korzeni. Wasilewskiego zapamiętałem jako twórcę nieco dzikiego, porywającego, ekspresyjnego, totalnego. Możdżer zaskoczył  mnie grzecznością i potrzebą nienagannego profesjonalizmu. Brakuje mi słów na opisanie różnic między grą obu artystów, za głupi jestem, zatem tym bardziej dopinguje mnie to do odsłuchiwania kolejnych nagrań i wyczuwania różnic - przyjemność okupiona pewnym wyzwaniem i wysiłkiem. W te ciepłe letnie wieczory obcuje więc z płytą Marcin Wasilewski Trio/Joakim Milder "Spark Of Life" (2014) zakupioną tuż po koncercie, leżąc jak kłoda, wykąpany w szerokim łożu. Szybkość i dokładność muzyczna Tria wymaga kociej uważności i bynajmniej nie wywołuje senności. No właśnie...słuchana muzyka to bardziej rozmowa czy praca myśli ? A może tylko rejestracja wrażeń, zakłócenia między światem realnym, a iluzją. Wyobraźmy sobie dobrze nam znany krajobraz, który nagle traci kolory by jest przy pierwszym mocnym powiewie wiatru odzyskać. Albo ludzi stojących i wpatrujących się w podwórze po przeciwnej stronie przystanku autobusowego, ludzi z przed lat, przywołanych przez pamięć.

Marcin Wasilewski



DADA Impuls. Kolekcja Egidio Marzony, MS1 w Łodzi.

Dadaiści występując podczas I Wojny Światowej przeciwko wojnom, kartelom i nacjonalizmowi wyprzedzili powszechną tendencję społeczną o jakieś 50 lat. Dlatego też dadaizm miał swoje otwarcie w latach 1915-16 i krótkie odrodzenie w epoce rodzącej się silnej pop kultury czyli w latach 60tych. Wśród wielkich dadaistów mamy głównie Niemców, Szwajcarów i Francuzów. W krytyce kapitalizmu było im po drodze z marksizmem, ale dadaistyczny styl życia  ocalił dusze artystów od indoktrynalnej chłosty komunistów. Jeżeli przyjmiemy za narodziny dadaizmu otwarcie Cabaret Voltaire 5 lutego 1916 r. w Zurichu można przyjąć, że dada było zodiakalnym wodnikiem. Dada ma dusze młodego zbuntowanego człowieka, który w walce odrzuca stosowanie przemocy. Co się dzisiaj dzieje z dadaizmem ? Przetrwał w sztuce design, został powszechnie zapożyczony, stanowi podwalinę dla pop kultury. Islamiści nie mieli swojego dada więc padli ofiarą radykalizmu politycznego tak podobnego do bolszewizmu i faszyzmu. Dada to zatem narzędzie do demontażu agresywnej Europy. Słabością dadaizmu jest dość niski poziom estetyczny dzieł plastycznych, zbyt formalny stosunek do poezji itd. Jeżeli coś jest ładne, piękne, a treść utworu literackiego zachwyca nas głębią i uniwersalnością to już taka klasyfikacja ogranicza wolność twórczą. Studiując kolekcję dzieł dadaistycznych czujemy się trochę jak w rupieciarni i możemy przeżyć rozczarowania. Piękno dzieł dada tkwi w pomyśle, idei. Zainspirowany wystawą podjąłem próbę stworzenia własnego dzieła dada łącząc ze sobą dwa oddzielne elementy wywodzące się ze sztuki użytkowej. Niestety, przegrałem. Impuls, który mi towarzyszył przy tworzeniu był zbyt estetyczny, mieszczański, skórzana rybka lśniąca w metalowej ramce okazała się zbyt ładna jak na wartościowe dzieło sztuki. 



Tomasz Stańko, Piotr Damasiewicz, Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia w Łodzi.

Piotr Damasiewicz

Wyobraźmy sobie koncert jazzowy w mieście ogarniętym wojną. Dzięki układom z  okupantem udało się znaleźć śmiałków, którzy pod kruchą osłoną propagandy odważyli się zagrać  koncert. Ostatecznie dla dobra ludzi można ludzi zabijać jak i grać dla nich muzykę. Niezabici postanowili więc podkarmić swoją wychudzoną wrażliwość na przykład twórczością Piotra Damasiewicza. Soldateska zachowuje się głośno i wyzywająco. Czy jazzowa szorstkość muzyki, wyzwanie dla uszu wytresowanych prostym rytmem i łatwą melodią weźmie górę nad nerwami najemników i żołnierzy. Słychać jazz. Czuć narastający smród spoconych ubrań nieproszonych gości. Część z nich stopniowo opuszcza koncertową salę szukając miejsca gdzie można by było coś wypić. Niektórzy jednak zostali. W cywilu byli ludźmi wykształconymi, a jeden z nich dyplomowanym artystą malarzem. Trąbka Damasiewicza wojuje. Rosła sylwetka trębacza zaczyna dominować najpierw na scenie, później już w całym otoczeniu. Ponad godzinny występ, który mógłby trwać o wiele dłużej, do chwili aż ktoś wyłączając światła wyłączy rzeczywistość. Ludzie zapominając o swojej cielesności dają się ponieść muzyce. Szybkie, głębokie, skuteczne odchodzenie. Przed wojną koncert by jednak trochę nużył, trudniej byłoby utrzymać koncentrację. Jazz tego wieczoru przeniósł ludzi do innego lepszego świata, natchnął nadzieją. Jedni byli zajęci samą muzyką inni poszybowali myślami w bezpieczne rejony.+-

Piotr Damasiewicz


Tomasz Stańko

U Tomasza Stańki wyczuwa się łatwość w poruszaniu się w sferze intuicyjno - uczuciowej co wyraża się dynamiką i brawurą gry. Muzyka to nie tylko technika. Musi wybuchać z emocjonalnego i uczuciowego gejzera. Następnie dźwięki zaczynają wynikać z siebie tak jak słowa piszącego. Ciekawi mnie bardzo duchowe przygotowanie artysty do koncertu. Gra bowiem utwory sprzed wielu lat, przećwiczone, udoskonalone, zapisane także w nutach i zarejestrowane. Jednak temu samemu utworowi odegranemu w różnych okresach życia towarzyszy nieco inne przeżywanie. Tyle się przecież zmienia w nas i wokół nas. Ile w aktualnym wykonaniu utworu pozostało dawnych wspomnień, interpretacji, co i jak mocno zostało najlepiej zapamiętane. Od jakiego wieku twórca zaczyna więcej odtwarzać swoją twórczość niż komponować rzeczy nowe. Polscy muzycy jazzowi grają agresywniej, głośniej i szybciej od swoich zagranicznych kolegów. W Polskim jazzie słychać skoki ciśnień, zmienność wiatru, nasłonecznienia, pewną jednostajność zapachów. U Charles LIoyda wyczuwało się większy koloryt i delikatność. U Amerykanina słońce i niebieskie niebo towarzyszą znacznie dłużej. Tomasz Stańko bardziej przypomina twórców zagranicznych niż polskich, więcej ma w sobie głębi niż dzikości. Jazz kojarzy mi się ponadczasowością i wieczną młodością. Uwodzi jak gra w szachy i jak się zacznie można się w tej muzyce zatracić - coraz więcej słuchać, kupować wciąż nowe płyty, częściej bywać w salach koncertowych.

Tomasz Stańko


 Robert Krzempek, Czeka na nas świat, film z 2006 r.

Film o antybohaterze naszych czasów Piotrze Nowaku (w głównej roli Sebastian Pawlak), któremu nie jest dane odnieść jakikolwiek sukces w wariantach przewidzianych polskimi normami społecznymi. Czyli Piotr Nowak nie przeistoczy się w kochającego męża i ojca, nie znajdzie pracy, a jeśli to tylko na krótko, ba...nie skończy nawet studiów. Za to Piotr Nowak regularnie jest bity, chodzi głodny, a jedynym dla niego ratunkiem jest matka. Wegetuje. Wielu mamy w Polsce Piotrów Nowaków, ludzi bez szans na coś co byśmy nazwali normalnym życiem, są oni jednak starannie zamaskowani, spotkani na ulicy zawsze mają przygotowaną odpowiedź licząc, zresztą całkowicie słusznie, na pośpiech i obojętność napotkanego znajomego. Piotr Nowak jest bardzo radykalnym wydaniem Adasia Miauczyńskiego i nie jest ani Ferdynandem Kiepskim, ani alkoholikiem. To jeszcze ktoś inny. To typ inteligentnego outsidera, człowieka uduchowionego z licznymi brakami. Piotr Nowak jest w każdym z nas, gdy odczuwamy lęk, zagubienie we współczesnym świecie i gdy jednocześnie odczuwamy zmęczenie psychiczne koniecznością wchodzenia w relacje międzyludzkie, nawet tak banalne jak rozmowa. Jesteśmy Piotrami Nowakami gdy chaotycznie szukamy pracy, pogrążając się w niskiej samoocenie, gdy nie mamy odwagi podejść do kobiety bo nie stać nas nawet na bułkę albo pracując byle gdzie, zarabiając cokolwiek stajemy się utrzymankiem lepiej zarabiającej partnerki. Poniżenie materialne i psychiczne Piotra Nowaka jest tak kompletne, że aż zbliżające go do świętości. Głód, który towarzyszy naszemu bohaterowi przez wiele dni, wyzwala w nim joginistyczne zdolności - dosłownie. Piotr Nowak zakopuje się na 40 dni w ziemi by wreszcie uwolnić się od przywiązań umysłu. Piękne, mądre przesłanie znakomitej tragikomedii Roberta Krzempka.

Zdjęcia:
  • Pajęczyna na moście w Gdańsku
  • Cabaret Voltaire z wystawy w MS1
  • Lalka z teatru Arlekin na zamku w Inowłodziu (miasto Juliana Tuwima !)
  • "niby UFO" Arturówek w Łodzi
  • Zalew Sulejowski (Smardzewice)

piątek, 24 lipca 2015

CHARLES LLOYD QUARTET & MAGNOLIA ACOUSTIC QUARTET & JERNBERG i RASMUSSEN & KUBA BADACH




Charles Lloyd Quartet, Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia

Muzyk z Memphis, lat 77, uczył się śpiewu od lat siedmiu, a  od dziewięciu gry na saksofonie.Gwiazda festiwalu. Starszy pan w kapelusiku misia Faziego. Absolutna lekkość gry. Przez ponad godzinę płyniemy na fali dźwięków bez zadawania sobie fundamentalnych pytań. Muzyka cały czas się do nas uśmiecha. Szybko zrzucamy z siebie snobistyczny gorset "uczestniczenia w wydarzeniu". Charles gra jakby jadł loda albo mimowolnie wyciągał cukierki z torebki. Wielki jazz jest "no problem" - niedokończone piwo w szklance. Zero pretensjonalności. Muzyka, która mogłaby obejść się bez oklasków, ale ludzie są ważni. To z powodu obecności innych chcemy sięgnąć po instrument albo zaśpiewać. Dlatego oklaski mogą być, są spoko. Myślę że artyści przez całe życie zadają sobie pytanie po co to wszystko. Oglądają te swoje powyginane świecące instrumenty dziwiąc się niefrasobliwie. Jazz uczy luzu. To inna przestrzeń niż literatura czy teatr, a nawet filharmonia. Dlaczego gdy byłem chłopcem chętniej słuchałem Surzyna, Ścierańskiego, a mniej Śmietanę czy Krzesimira Dębskiego ? Ponieważ ci pierwsi zaproponowali mi coś czego wcześnie nie znałem i nie było wesołkowate, nie wydawało się muzyką tła. Ścierański na swoim basie zagrał muzykę głębi.  Charles LIoyd ma to w nosie. Po prostu grający starszy pan. Usiądzie na krześle, wsłuchując się w muzykę kolegów z zespołu pokornie czekając na swoją kolej. Tak sobie w nieskończoność spacerujemy z muzyka kwartetu.Wszystko to kiedyś było i będzie się powtarzało. Zmartwienia i troski nikną.


Magnolia Acoustic Quartet, Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia

Patryk Dobosz, perkusista zespołu, dostał specjalną nagrodę od Leszka Możdżera. Za co ludzie tak się wyróżniają ? Za subtelność, zaledwie muskanie instrumentu. Napięcie u muzyka, to napinanie się, okazywanie wysiłku grania może wynikać z temperamentu danej osoby. A może perkusista jest tak fizycznie ładny, że łatwiej nam zachwycić się jego grą. Przecież kobiety stale manipulują słuchaczem wykorzystując swoje walory. Dlaczego mężczyzna ma sobie tego żałować. Magnolia zatem pięknie wyglądała. Perkusista nie walił, ale grał dość pieszczotliwie obchodząc się ze swoim zestawem perkusyjnym. Zespół fajnie ze sobą współpracował, ale już nie było bez wysiłkowości Charles'a Lloyda. Młode temperamenty brały górę. Było więcej pracy, mniej swobody. Kuba Sokołowski w sportowej koszulce wprowadzał w klimat, a jednocześnie wciągała go wyczynowość grania. Kontrabasista (Mateusz Dobosz) wywoływał u mnie lekkie poczucie zazdrości, gdyż kontrabas to instrument, na którym wyobrażam sobie czasem, że gram. Jernberg &Rasmussen - te to dopiero miały kontrabasistę - istną obsługę broni rakietowej.

 - czy koncert jazzowy ma dramaturgię ?
 - nie wyczuwam
 - czy powinien ją mieć ?
 - chyba nie

Ważna informacja: muzyka jazzowa nie wymaga takiej ilości alkoholu co techno czy hard core punk. 

 Magnolia Acoustic Quartet




Sophia Jernberg i Matte Rasmussen, International Jazz Platform 2015, Letnia Akademia Jazzu, Klub Wytwórnia

Jazz niepokorny, punkowy czyli jak dla mnie najfajniejszy. Jedni reagowali entuzjastycznie wykazując podejrzanie niezdrowe pobudzenie występem , ale byli też i tacy którzy wyczekiwali na moment opuszczenia widowni bez uszczerbku poznawczego. Etiopka Sophia Jernberg i  saksofonistka Matte Rasmussen zaspokoiły potrzebę doświadczenia muzycznej przygody, trudnej do uchwycenia potrzeby dotknięcia nieznanego. Miało się ochotę podejść pod scenę by być jak najbliżej bijącego serca sztuki. Jak na jazz było bardzo emocjonalnie, a dziewczyny porażały świeżością. Kobiecość wyrażona w jazzie, energetyczne połączenie zimnej północy (Rasmussen) z gorącym południem (Jernberg). Pełne zwycięstwo multi kulturowości. Zaskakujący efekt gdy łączymy pozornie sprzeczne żywioły. Szkoda, że 2-3 lata temu nie miałem okazji doświadczyć takiej muzyki, gdy reagowałem mniej okiełznawalnie niż obecnie.

Jeśli chcemy poznać muzykę musimy rozbić ją na dźwięki nie uwięzione w gorsecie melodycznej poprawności. Jazz - wybitnie miejska muzyka - uczy nas wsłuchiwać się w naturalny rytm i kombinację dźwięków jaką słyszymy stojąc na ulicy, na przystanku, siedząc przy otwartym na szum miasta oknie Ale to podstawa. Później już jest pierwotna, atawistyczna ludzka ekspresja. Za pomocą wydobywanych dźwięków odbywamy niesprecyzowaną podróż w czasie - jesteśmy ponadczasowi.

Muzyka Jernberg i Rasmussen nie jest piękna, zachwycająca, nie wydamy ostatnich pieniędzy na zakupi ich płyty. Ona ma nam pomóc w otwieraniu umysłu na siebie i na świat, pomóc w życiu. Nie każdy i nie zawsze zgłasza gotowość na "otwarcie się" i myślę że tacy tylko zaliczyli ten koncert.

Sophia Jernberg i Matte Rasmussen




Kuba Badach, Tribute to Andrzej Zaucha, Stacja Nowa Gdynia

Na koncercie Kuby Badacha odkrywamy oblicze jazzu jako przytulanki dla klasy średniej. Koncert pieśni przytulnych, trening kulturowej poprawności. Publiczność wyćwiczona w byciu grzecznym, sympatycznym, pilnowanie jeden drugiego by nie zostało coś powiedziano zbyt ostro, gwałtownie, kontrowersyjnie. Dominująca reakcja to nieśmiało ożywiony głos i satysfakcja z uczestnictwa. Gdy nie wiem jak się zachować (plebejskie pochodzenie) najlepsza jest powściągliwość gestów. Gdy klaszczemy między interpretacjami Andrzeja Zauchy  w wykonaniu Kuby Badacha roztacza się wokół nas aura miękkości  i puszystości.

Muzyka Kuby jest znakomita na zmęczone popołudnia, dobra na wieczorną muzykoterapie. Cholera ! Trzeba kupić tą płytę.

Kuba Badach


sobota, 18 lipca 2015

HEY, Valkenrag, Archangelica, Tiatnium, Night Mistress




Koncert zespołu Hey, rynek Manufaktury 

Pani przedszkolanka i przedszkolaki. Rock bez buntu. Delikatna kobieca drapieżność v. feministyczny punk Bikini Kill. Istota scenicznego wyrazu Kasi Nosowskiej - kumulowanie energii, gwałtowność rocka zapowiedzą detonacji, która nie następuje, nieodbezpieczony granat, który nie wybucha. Czekamy na eksplozję, a tymczasem Kasia powstrzymuje się od niej, kumuluje się w sobie. Dynamika dźwięku v. statyczność Kasi - na baczność. Oszczędna energetycznie. Agresywność = dynamika zespołu + statyczność Kasi. Metoda powstrzymywania się, pół gestu,  oszczędność gestu. Obok Kory największa kobieca osobowość polskiego rocka.

Kasia jako współczesna Polka. Pomarańczowa okrągła buzia wyłania się z pastelowego tła.

Podobnie jak w przypadku Kazika Na Żywo koncert nie miał dramaturgii, odpowiedniego wejścia, mocnej puenty, żeby ludzie tak szybko nie zasnęli i marzyli o następnym koncercie. Muzyka to magia. Muzycy uprawiają sztukę magiczną choć podchodzą do tego co robią dość technicznie. Ostatnio w różnych wywiadach lubią podkreślać swój kunszt i rzemiosło. Dla mnie jednak, szarego widza pod sceną liczy się magia i dramaturgia.



Festiwal "City of Power" w Zgierzu: Valkenrag, Archangelica, Titanium, Night Mistress.

Raper operuje "gębą", metalowiec "maską". Kultura honoru. Męskość ujęta w bezpieczne ramy zabawy, rozrywki. Mężczyzna w kostiumie. Właśnie: skórzana kurtka, długie włosy - ogolona głowa, mundur polowy. Twarz jako maska ma zasłonić gębę. Heavy metal to męska domena zatem i demonstracja męskiej seksualności. Penis w skórzanych spodniach, ale i humor, dystans. Penis mężczyźnie dodaje humoru czyni go rozrywkowym. Szkoda, że faceci na wojnie nie potrafią ograniczyć się do czystej walki, że zawsze kończy się torturami, gwałtami i złodziejstwem.

VALKENRAG
zespół działający od 2006 r. z Tomaszowa Mazowieckiego.

Schować się za deszczem dźwięków. Zaśpiewać swoją ulubioną książkę, swoją fantazję do której stale dodajemy nowe elementy. Dzięki słuchawką na uszach doświadczyć poezji ulicy. Przyglądać się innym ludziom z poziomu muzyki a nie problemu jak to zwykle robimy. Progresywny rock pozwala bardziej odlecieć niż na przykład gotycki metal w wykonaniu Closterkeller.

Do zaśpiewania swojej książki, do bycia narratorem swojej fantazji potrzeba jest więź z jakąś wybraną postacią. Dobrze się nią poczuć. A dalej to już elektroniczne tło, delikatna solówka na trąbce, sytuacyjna gra wyobraźni. Subtelne piękno chwili kiedy w sklepie oglądamy ubrania czy podziwiamy ciekawie zaprojektowaną wystawę. Usiąść na schodach w ładnym miejscu. Po prostu korzystać z przestrzeni miejskiej. Miasto zatrzymanych w biegu.

ARCHANGELICA
zespół działający od 2004 r. Progresywny art rock z Warszawy.


 TITANIUM
zespół działający od 2010 r. z Ostrowa Wielkopolskiego.


NIGHT MISTRESS
zespół działający od 2003 r. ze Skarżyska Kamienna.

Żadna inna subkultura tak wyraźnie nie manifestuje swojej odrębności, a jednocześnie jej członkowie tak chętnie rezygnują ze swojej indywidualności na rzecz upodobnienia się do grupy jak metalowcy. Gdy się jest pryszczatym, targanym przez matkę, szkołę i onanizm nastolatkiem głośna epicka muzyka (power metal), rzucanie uroków na podłą rzeczywistość (black metal), ograniczenia własnej wsi, miasteczka, domu, osiedla (typ znajomości) wszystkie te czynniki rodzą potrzebę wyodrębnienia się z otoczenia poprzez swój wygląd i słuchanie ściśle określonej muzyki oraz gromadzenia tematycznych akcesoriów. Metalowcy poruszają się w dość dobrze opracowanej stylistyce, w której mimo upływu lat zmienia się niewiele, co świadczy o konserwatywności środowiska. Ten konserwatyzm wskazuje na prowincjonalność, skłania buntu do przeciwko rytualnej religijności pojmowanej płytko, nie intelektualnej, nie poszukującej. Stąd popularność satanizmu. Heavy metalowy konserwatyzm jest bliski mentalności Polaków, którzy chętnie popierają warianty partii prawicowych czy mentalności rosyjskiej. Metal w Rosji obok techno jest niezmiennie od lat bardzo popularny. Wierność rozwiązaniom plastycznym, zamiłowanie do motorów tchnie swojskością.

U metalowców pojawiają się silnie akcentowane wątki gotyckie, mroczne. Bynajmniej nie są to jednak ludzie smutni. Rześkość zachowań pod sceną, głośność muzyki (niczym dźwięk harmonii na wiejskiej imprezie czy rozbrzmiewające na całą okolice imieninowe disco polo), wskazują raczej na siłę i jurność. Stylizujące się w czerni dziewczęta udają smutek, podobnie jak chłopcy, modą metalową nadają sobie głębi, tajemniczości, a co za tym idzie atrakcyjności w oczach partnerów. Nikt tak nie potrafi się przebrać i coś udawać jak kobieta szukająca faceta.

Heavy metal to również problem z męskością. Zanim w indyjskich sklepach i nadmorskich straganach nie pojawiły się ćwieki ponabijane w skórę za kilka złotych, ta męska biżuteria była obiektem pożądania dla pryszczatych i nikczemnego wzrostu chłopców w dżinsowych kurtkach, która miała zastępować kurtkę skórzaną. Motoru już nie można zastąpić rowerem, ale można z tego wybrnąć pogłębiając swoje zainteresowania Tolkienem, fantasy poprzez identyfikację na przykład z hobbitami. Zainteresowanie Tolkienem też związane jest z ludowością.

Metalowiec dorosły, współczesny dosiada motor, sadza małżonkę do samochodu w kolorze czarnym (oznaka mocy), ma brzuch i tatuaże. Próbuje być kumplem swojego syna, co dla dziecka może być obciachowe, wobec żony staje się dużym chłopcem marginalizowanym w ojcostwie. Zdefiniowanego metalowca łatwo żonie trzymać pod kontrolą, gdyż jego obsługa nie nastręcza kłopotów, a zachowania męża są łatwe do przewidzenia.  Żona metalowca już dawno przestała być romantyczną księżniczką, zamkniętą w zamku, który zdobywają rycerze - wilki. Przecież średniowiecze to głównie kultura wiejska.

 U fanów heavy metalu, jak sięgam pamięciom w przeszłość, występował problem rozbitej rodziny, porzucenia przez ojca. Chłopiec podświadomie przywołuje ojca do domu, puszczając głośno muzykę niczym latarnik zapalający światło okrętom. Rockowa kultura metalowa spełnia tu funkcję terapeutyczne i obronne.

Muzyka metalowa to nie tylko ból istnienia, piwo i benzyna do baku. To także muzyka jako dziedzina sztuki, rozwijana w coraz to nowe podgatunki, wysoki poziom profesjonalizmu i wierność fanów.

Wymieniłem tylko te zespoły, które miałem okazję zobaczyć. Na festiwalu grały też gwiazdy zagraniczne. W przyszłym roku warto to powtórzyć.

wtorek, 14 lipca 2015

Anna Fedorova gra Rachmaninowa i ...Beethovena





Anna Fedorowa (Ukraina, fortepian), koncert muzyki Sergiusza Rachmaninowa i Ludwiga van Beethovena, Marek Głowacki (dyrygent), Orkiestra PSM i i II st. w Pabianicach, Orkiestra Kamerata, Jubileusz 15 - lecia Towarzystwa Muzycznego im. Karola Nicze, Sala Koncertowa Akademii Muzycznej w Łodzi.

Siergiej Rachmaninow skłania do refleksji nad poczuciem inności u Rosjan i wynikającej z niej dumy. Mimo kłopotów z Cerkwią (ślub z kuzynką Natalią Satiną), ucieczką przed bolszewikami do Helsinek potem do USA, wielkiego uznania za Oceanem - Amerykanów zachwycała energia i rozmach muzyki Rosjanina, która współgrała z dynamicznym rozwojem przyszłego supermocarstwa - Rachmaninow kochał Rosję i za nią tęsknił. I nie była to tęsknota za kontynentalnością, ale za małą Iwanowką, gdzie mieszkał w ojczyźnie. Nie była to Rosja knuta, samodzierżawia i samogonu, ale miejsce w pamięci gdzie skupiło się całe bogactwo wewnętrzne osoby wrażliwej i ponadprzeciętnej. Opisywać świat muzyką swojej wrażliwości, narażać siebie na ten szorstki kontakt, mieć śmiałość by temu ogromnemu światu narzucić coś swojego. Ktoś kto potrafi tyle "odebrać" z rzeczywistości dobrze zapamięta krainę swoich narodzin.

Rosja to także styl i tempo życia, świat powolny, dość zimny na zewnątrz, gorący wewnątrz, dający się okiełznać. Zachód poprzez wielonarodowy zgiełk, ciasnotę sąsiedztwa narzuca nieco inne tempo, które takim ludziom jak Sołżenicyn, Rachmaninow, Tołstoj nie za bardzo odpowiada. Nawet Jerofiejew szuka poza Rosją czegoś nowego, inspiracji, oryginalności i rozczarowuje się widokiem gładkiej autostrady i McDonalda. Zachód swoją dynamiką poprzez zmienny system praw, nakazów, zakazów wychowuje obywatela. Człowiek Wschodu często woli nawet nikczemne życie od zachodniej kindersztuby, byle było swojsko i wolniej. Nacjonaliści ukraińscy (Prawy Sektor), rosyjscy (nacjonaliści - bolszewicy), polscy (Ruch Narodowy), litewscy nie pałają miłością do rozwiązań globalnych i kosmopolitycznych - no bo niby czemu ktoś obcy, żyjący daleko ma nami rządzić. Już lepszy Putin niż brukselski biurokrata, miejscowy skorumpowany urzędnik niż daleki Barack Obama. Bracia Strugaccy napisali kiedyś opowiadanie o szczęśliwym społeczeństwie przyszłości, gdzie ludzie żyją w skupiskach wiejskich. Problemy z aklimatyzacją Rachmaninowa czy Sołżenicyna w USA to także dzisiejszy konflikt między domem - światem, a ojczyzną, a przecież mamy też dom - kosmos, który ten konflikt tłamsi.

Każdy człowiek próbuje przemyśleń ponadczasowych, uniwersalnych i każdy wpada w sidła własnej plemienności.

Wsłuchując się w pracę orkiestry słyszymy dialog instrumentów, intensywną wymianę odpowiadających sobie dźwięków. Widzimy sprawność pianistki Anny Fedorowej, jej blond włosy, kobiecą pulchność, młodość, która bezkompromisowo przemierza sale koncertowe. Wtula się ze swoim fortepianem w orkiestrę i zwycięża. Sublimuje, cywilizuje, dostarcza. Nie wiemy o czym dokładnie te instrumenty rozmawiają, ale prostujemy się by niczego nie uszczknąć. Jesteśmy czujni, uważni, a ona gra i gra.

Anna Fedorova

niedziela, 7 czerwca 2015

Wyszyński, Gombrowicz, Red Box, Rusowicz, Czajkowski, Kania




Stefan Wyszyński, Witold Gombrowicz, Polacy, Gabriel Gietzy, TVP Kultura, 2014 r.


Zbiorowość czy indywidualność

Wyszyński pożera marksizm. Wspólnota chrześcijan wygrywa ze wspólnotą marksistów. Komuniści mieli swój złoty okres niewinności od 1867 r. („Kapitał”) do mniej więcej 1922 r. kiedy to Stalin został sekretarzem generalnym KPZR. Wspólnota chrześcijan w centrum ma relacje człowieka z Bogiem, komuniści podporządkowali ludzi stosunkowi praca – produkcja. Wspólnota jest ważna. Model Wyszyńskiego – Bóg, Kościół, Polska, człowiek – jest konkretny, prosty i wytrzymuje ciosy nazizmu i komunizmu. Gombrowicz, egzystencjaliści, poeci indywidualiści odwracają sytuację. Nie poświęcenie jednostki dla zbiorowości walczącej dla ojczyzny lub światowej rewolucji jest ważne, ale zbiorowość powinna sprzyjać jednostce by ta mogła prawidłowo się rozwijać dla bardziej dojrzałego społeczeństwa. Gombrowicz połyka Wyszyńskiego razem z marksistami. A kto połknie Gombrowicza ? Na przykład buddyzm albo koncepcja czystego absolutu. Ja Gombrowicza jest niezwykle energetyczne, buntownicze i inspirujące, ale jest też pełne ograniczeń. Człowiek Gombrowicza próbuje stać się wolny, dojrzały, ale nigdy wolny nie jest. Staje się co najwyżej inteligentniejszy, błyskotliwszy. Wyszyński pasie polskie plemię, Gombrowicz od plemienia się odsuwa bo lepiej analizować swoje z nim relacje.

Bóg Wyszyńskiego i Gombrowicza

Wyszyński bierze na siebie większą odpowiedzialność od autora „Trans Atlantyku”. Gombrowicz bierze odpowiedzialność tylko za siebie, zaś prymas staje się liderem narodu, który został zniszczony przez wojnę, a jego inteligencja mocno przetrzebiona. Do komunizowanych robotników i chłopów musiał trafić prostym i skutecznym przekazem. Dla większości Polaków„Ferdydurke” była równie skomplikowana jak „Kapitał”. Prymas zatem tę batalię wygrał. Obciążony odpowiedzialnością Wyszyński łatwo oddaje się Bogu, Gombrowicz upatruje w tym pułapkę polskości, w którą stara się nie wpaść bo w niej utraci zdolność poznawania świata. Nie jest prawdą, że Wyszyński był średniowieczny zaś Gombrowicz renesansowy. Obaj byli racjonalistami tylko każdy z nich zajmował się Polską w innym sposób i działał w innych warunkach. To tak jak porównywać tak różne poezje jak „Kwiaty polskie” Tuwima do Baczyńskiego. Bóg Wyszyńskiemu bardzo pomaga, pisarzowi przeszkadza. Wyszyński jest uwarunkowany historycznie i politycznie, pisarz walczył z tym uwarunkowaniem.

Męskość Gombrowicza i Wyszyńskiego

U prymasa męskość polega na sprostaniu wysokim wymaganiom prawdy. Wytrwanie w prawdzie jest trudne więc jest to wyzwanie godne poświęcenia. Wysoką poprzeczkę Wyszyńskiemu wyznacza Polska, Kościół, doświadczenie II Wojny Światowej, wiara w wielkość człowieka. Jak trudno ją przeskoczyć widzimy na przykładzie aktualnych problemów Kościoła i naszej cywilizacji. Gombrowicz nawet nie próbuje wziąć udziału w tych męskich zawodach, inteligencja każe mu uchylić się. W męskości upatruje manipulację skierowaną przeciwko wolności jednostki, a człowiek dojrzały musi być przecież wolny.

Kochać Polskę

Polskę się kocha taką jaką ona jest. Prawdziwa do niej miłość przeplatana jest nienawiścią. Polska jest zbiorem wzniosłych ideałów, ale także zbiorem przyziemności, nieestetycznych anty ideałów.

Nie mamy jako wspólnota innej Polski więc nie powinniśmy się na nią obrażać. I warto dodać, że wspólnoty mają swoją dynamikę, mieszanie się krwi i trudno przewidzieć jak bardzo się zmieni. Nie jest też łatwo zamieniać wspólnoty jedną na drugą jak rękawiczki.


Koncert zespołu Red Box, rynek Manufaktury

Miło jest odpocząć od języka komunikacji międzyludzkiej, którą wyznaczają takie granice jak sarkazm, ironia, cynizm, oraz używanie słów, które mają zabić. Hipisowskie przesłanie zespołu, który powstał w 1983 r. propagowania walorów miłości i wolności poprzez muzykę. Idea buntu kłóci się nieco z głębią hipisowskiego przesłania, gdyż bunt atakuje i próbuje coś zburzyć, ale jak wykażemy się konsekwencją w pracy nad sobą odkrywamy, że piękny bunt zaczyna się i kończy od pozytywnego nastawienia, wyraża się dobrymi słowami i działa regenerująco nasze życie. Może być też tak, że kultura hipisowska jest możliwa tylko w sztuce więc tym bardziej szanujmy sztukę jako platformę tego przesłania. Red Box opowiada nam o tęsknocie za czymś lepszym od tego co mamy i czego moglibyśmy się spodziewać. Simon Toulson Clark niczym dobry ojciec odśpiewuje nam bajki na dobrą noc.

Koncert składał się prawie z samych przebojów i śmiało jest w czołówce darmowych plenerówek, które zaliczyłem w swoim życiu. Na pierwszym miejscu jest występ zespołu TSA na Zdrowiu w 1984 r. w lipcowe święto manifestu PKWN. Koncert zbiegł się wtedy z premierą płyty „Heavy metal world” i ze schyłkiem neohipisów w Polsce. Po raz pierwszy wtedy szalałem pod sceną. Wysoko też cenię znakomity koncert VooVoo z Fiolką Najdenowicz na święcie ulicy Piotrkowskij (1987?). Były to czasy kiedy Jan Pospieszalki w góle nie kojarzył się z polityką, ale alternatywnym rockiem, jazzem, surrealizmem i muzykalną rodziną. Z Voo Voo zaczynał współpracować Jurek Owsiak (występ poprzedziło wycie syreny alarmowej uruchomionej przed wokalizą Najdenowicz. To było najlepsze koncertowe intro jakie było mi dane doświadczyć). Miło wspominam także koncert zimno – falowej Enklawy Ełk (1985 r.) W 2009 r. miło zaskoczył mnie koncert KSU. Eugeniusz „Siczka” Olejarczyk z kolegami zagrali płynnie, szybko i transowo. Wcześniej na rynku Manufaktury w 2006 r. z bardzo dobrej strony pokazał się Cool Kids of Death, zespół drapieżnych i trochę marudnych buntowników z Łodzi, który zagrał wtedy dobry koncert dla zupełnie przypadkowej publiczności.
 
 
Anna Rusowicz, koncert w klubie Scenografia

Hipisi psychodelią i hard rockiem hałas uczynli sztuką. Młodzi mężczyźni i kobiety zaczęli poruszać się w rytmie muzyki w sposób naturalny, niewymuszony, nie musieli już pilnować konwenansu i tanecznego kroku. Kobiety jeszcze nie uzyskały tej ekspresji co panie z feministycznego punk rocka, ale już mogły poczuć się swobodniej. Mogły urwać się ze smyczy krótkiego oddechu jaki nałożyli im ojcowie, matki i mężowie. Młodzi ludzi wybrali eskperyment młodości. Pop kultura przejęła kolejną falę buntu, ale etos pozostał i trwa do dzisiaj. Krzysztof Penedercki doceniał niepokojące, monumentalne brzmienie jako środek do walki z kostniałym systemem. Hipisi wprowadzili do muzyki brud i pozorny nieład, by na drodze pokojowej zmienić postrzeganie świata. Największą zasługą hipisów było uświadomienie ludziom ich nierozerwalnej więzi z naturą. Konserwatyści tworzyli świat bardziej przewidywalny i dający się kontrolować, ale nie tak otwarty na szybkie zmiany jakie zachodzą w ludziach i przyrodzie.


Ekologiczna postawa hipisów była też reakcją społeczeństw wysoko uprzemysłowionych na zbyt szybkie dla człowieka zerwanie z kulturą wiejską. Miasto jako miejsce skomplikowane i nie do ogarnięcia dla jednostki, tęskniącej za prostotą, miasto jako narzędzie kapitalizmu, które burzy wspólnoty, a człowieka alienuje, stało się widownią młodzieżowego buntu. Rytuały i procedury miejskie skomplikowały świat. Trzeba było więc podjąć próbę międzyludzkiej, bezproblemowej komunikacji. Pacyfistyczny idealizm jako postawa masowa, który mógł zrodzić się tylko w demokracji, był odrzuceniem rzeczywistości opartej na kolonialiźmie, nacjonaliźmie, totalitaryżmie i zimnej wojnie. Przedefiniowane zostało poczucie społecznego obowiązku. Hipis ma obowiązek szerzenia miłości i wolności we wspólnocie nie narzucając jej ram organizacyjnych. Hipis nie jest też niewolnikiem ustroju gospodarczego i politycznego. Samorealizacja hipisa została więc ograniczona do przeżycia indywidualnego, a jej zbiorowym rytuałom często wyznaczały granice policyjne zakazy, niechęć i niezrozumienie prowincji, propagandowe ataki władzy, penetracje radzieckiej komunistycznej agentury. Kultura muzyczna stała się więc klasztorem hipisów. Odwoływanie się do Jezusa, Buddy czy Kriszny dotyczyło raczej świata idei niż rzeczywistości. Środki psychoaktywne trafiły do szufladki z napisem narkotyki, a walką z nimi następnie zajęła się władza, co zresztą czyni do dzisiaj. Kultura hipisowska musiała upaść gdyż nie wypracowano realnej dla człowieka przestrzeni między miastem, a wsią i naturą. Hipisom zawdzięczamy głównie wyzwolenie kreatywności, konsumpcyjny luz i osłabienie konwencji co ułatwiło komunikację. W naszych czasach gdy ani USA, ani Chiny a tym bardziej Rosja nie prowadzą pokojowej polityki, o wiele trudniej jest skłonić jednostkę do udziału w wojnie niż dawniej.

Ania Rusowicz, nagranie koncertowe


 
Piotr Czajkowski, Lac (Jezioro Łabędzie), Les Ballets de Monte Carlo, Teatr Wielki w Łodzi.
Biały łabędź oznacza niewinność. Czarny łabędź poczucie winy wynikające ze sfery popędowej. Nassim Nicholas Taleb z czarnego łabędzia uczynił symbol nieprzewidzianych społecznych zdarzeń, które potrafią wstrząsnąć  światem w posadach. Białym łabędziem się opiekujemy, bo to są nasze wzniosłe idee tak niezbędne w kreatywnym myśleniu, czarnego łabędzia pożądamy, czujemy moc tego zakazanego owocu, którego spożycie kształtuje nasze życie, politykę, gospodarkę. Czarny i biały kot u Emira Kusturicy czynią zamęt, bałkańską kotłowaninę. Kontrast czerni i bieli u Grzegorza Ciechowskiego to energetyczne sprzężenie polityki i erotyzmu. Czajkowski kontempluje dylemat rosyjskiej duszy - jak być aniołem między ludźmi, dla których przyjemnością i jedynym sposobem na przetrwanie jest mały lub większy interesik z diabłem.
 
Do jakiego stopnia "czerń i biel" wpływają na nasze zagubienie ?
 
 
Vašek Kania, Brygada Szlifierza Karhana, Remigiusz Brzyk, Teatr Nowy w Łodzi.


Czeski socrealizm jest tak przekonywujący, że zapominamy, że obcujemy z przekazem manipulowanym. Postacie dramatu zachowują się naturalnie, mówią językiem jaki znamy i rozumiemy. Vašek Kania z pozytywnego bohatera trochę się naśmiewa zaś negatywnego do końca nie potępia. Błąd w teatrze produkcyjnym polegał na zbytnim przerysowywaniu. Autor chytrze zajął się tematem niekontrowersyjnym jak wdrożenie nowej technologii w zakładzie produkcyjnym. Nie widzimy portretów Klementa Gottwalda. Scena nie tonie w czerwieni. Aktorzy nie deklamują peanów na cześć KPCh. Czesi przed opresyjnym systemem i polityczną świadomością uciekają w pracę, w produkcję. Socjalizm ideologiczny ustępuje miejsca zwykłej codzienności. Z gorącej, aromatycznej zupy rewolucyjnej żarliwości, Czesi robią zupę letnią i odsączoną. Uczą się opowiadać ciekawie o sprawach banalnych i oczywistych. W czeskiej narracji plotkarskie opowieści przy kuchennym stole są szczytem ekspresji. W emocjonalnej i republikańskiej Polsce socrealizm był niemożliwy ani w wersji radzieckiej – monumentalnej, ani w wersji czesko – słowackiej przetrawionej. Polacy to zwyczajnie odrzucili.

Prosty robotnik wobec ogromu systemu, fabryki. Robotnik musi czuc się przytłoczony i onieśmielony. Kapłanem w świątyni socjalizmu jest partia. Robotnicy kolaborują  z systemem. System ma monopol na wzniosłość. Szara masa ma żyć małymi, codziennymi sprawami, Szarzy ludzie wybierają swoich liderów politycznych. Ci liderzy dopasowują się do silniejszych liderów z większych państw. Tworzy się łańcuch powiązań między ludźmi, narodami, państwami. Problem w tym, że w tym scentralizowanym  układzie, gdzie system się nie sprawdza, runął wszyscy. Tylko proporcje się zmieniają - wielki staje się małym, bo trudniej przechodzi transformację, mały dużym bo szybciej wdraża reformy. Tak upadło RWPG i ZSRR. Małe państwa prowadzą mysią politykę w której oceniają kto jest tak na prawdę silny, a kto tylko udaje mocarza ? Do jakiego stopnia dominujące państwo jest skłonne obłaskawić małego i słabszego jakimiś fantami, korzyściami. Tak właśnie małe państwa Grupy Wyszehradzkiej obserwują Polskę, UE, Rosję, USA i szacują swoje korzyści.

Robotnicy z czeskiej, komunistycznej fabryki nie są idiotami. Każda z tych robotniczych myszek to czujący i świadomy swojego człowiek. Myszki zbijają się też w stado. Próbują by kot nimi do końca nie zawładnął. Tak, dają się wykorzystywać przez system, ale potrafią nie dać się zjeść kotu. To jest strategia małego wobec wielkiego.




 
Zdjęcia lalek  ze sztuki "DekAmore" oraz prace Józefa Wilkonia z wystawy "Nietoperz nie ryba, nie teatr" z teatru Arlekin z Łodzi.

Rebeka, Breath - najnowsze nagranie zespołu z Poznania.

 

niedziela, 10 maja 2015

Wunder Wave 80 & Zapolska & Rębacz & Miszczuk/Siekierzyńska & Boznańska & Miesiąc Maryjny



Inspiracja: Poison Idea, Inkwizycja, 666 Aniołów, Mister X, Robert Lasek (wystawa fotografii), Art. Inkubator w Łodzi. Koncert w ramach cyklu Wunder Wave 80.

Poison Idea (1980, Portland/USA)  ma grubego wokalistę, który lubi wódkę. Kiedyś grali podobnie jak  Dezerter, co mnie zdziwiło, bo polski punk nie ewoluował w hard core. Dobry hard core tak atakuje bodźcami dźwiękowymi, że z wielkim trudem ciało pozostaje w bezruchu. Jedni pogują inni potrafią wokół swojej osi wyczyniać genialnie poukładane w taniec szaleńcze wygibasy. Poison Idea wręcz rozrywa człowieka. Inkwizycja wprowadza słuchacza w rytmiczny trans czego w ogóle nie odbieramy podczas odsłuchiwania z you tube. Poison Idea i Inkwizycja pozwalają totalnie się wyłączyć. O tym, że 666 Aniołów jest zespołem horror punk dowiedziałem się później. Horror punk uwielbia show, maskaradę tak, że kapele tego nurtu najlepiej się czują chyba w swoim gronie. Horror punk podobnie jak psychobilly w Polsce się  nie przyjął. Naród nie zrozumiałby ostrej muzyki potraktowanej teatralnie, na serio wygłupiających się dorosłych panów. Przesłanie horror punk brzmi: bawmy się i kochajmy w obliczu śmierci. Polacy mają w sobie za dużo nerwowości i melancholii. "Dziady" Mickiewicza czy "Wesele" Wyspiańskiego nie tętniły kolorami jak zespoły nurtu horror punk.  Białoruski Mister X zabrzmiał swojsko i poprawnie, ale płasko. Zabrakło pulsu i transu Inkwizycji czy szybkości i brutalności kapeli z Portland. Mister X i 666 Aniołów płynęły zbyt linearnie zabrakło tumultu bębnów i basów oraz ostrych gitarowych cięć i zwrotów akcji. Bagatela, Poison Idea gra od 35 lat, zaś Inkwizycja od 16.

Dobry hard core jest wtedy gdy wypijesz dwa piwa i nie pamiętasz kiedy sikałeś. Kiedy Twoja ukochana odsuwa się na bok żeby nie stracić oka. Gdy rozpierająca cię radość z koncertu każe ci się upić tak, że nie wpuści cię na koncert ochrona. W tramwaju podepczesz dziecko z psem, wystawiając się pod pręgierz nienawistnych spojrzeń gapiów. Gdy przegadasz na podwórku z koleżanką cały koncert, a chłopaki pół imprezy spędzą w długiej kolejce do nalewaka. Płyty i koszulki nie kupisz bo i tak nie przewidziałeś na ten cel funduszy w budżecie. Wszystko co się da sfilmujesz i sfotografujesz i będą to zdjęcia dnia. W drodze do domu zjesz ostrego kebaba, sobotnie dopełnienie muzyki i piwa.

POISON IDEA

MISTER X

INKWIZYCJA

666 ANIOŁÓW





Inspiracja: Marek Rębacz, Diabli mnie biorą, Teatr Nowy w Łodzi.


Raz w życiu zrezygnowałem z dalszego oglądania spektaklu w teatrze. Był to „Shitz” Hanocha Levina w Teatrze Nowym. Była to nudna sztuka, o zwykłych ludziach zagrana byle jak. Potem przeczytałem, że może warto było obejrzeć do końca bo to satyra na Żydów z Europy Wschodniej, którzy wyemigrowali do Izraela i są tam postrzegani jako jednostki obciachowe. Czyli pozbawiłem się możliwości dogłębnych studiów nad obciachem. Honor teatru uratował dobry spektakl Marka Pasiecznego „Mój boski rozwód” Geraldin Aaron. Zresztą Marek Pasieczny zrobił też ów problematyczny „Shitz”. „Mój boski rozwód” w sposób nie gwałtowny wnikał w psychikę kobiety w średnim wieku dotkniętej przypadkiem nieudanego związku z drugim człowiekiem. Ile to rozmów przeprowadziłem biadoląc, co u licha dzieje się z Teatrem Nowym, który jeszcze w latach 80tych wystawiał dobre i intelektualnie porywające spektakle. Czy to wina dyrekcji, władz, złego doboru materiału literackiego, a może wina budynku, który po remoncie nie okazał się dobrym domem dla sztuki. Każde nowe przedstawienie w Teatrze Nowym jest testem, a testy te trwają już od wielu lat. Zanim zachwyciłem się, wzruszyłem „Kobro” o artystycznej rodzinie Strzemińskich trafiła się komedia z udziałem Olafa Lubaszenki i Krzysztofa Kiersznowskiego, którego można obejrzeć w dwóch ostatnich filmach Wojciecha Smarzewskiego. Dobrze zagrana, pijacka komedia. Olaf Lubaszenko radzi sobie z otyłością nie gorzej niż front meni amerykańskich zespołów hard core punk. Porusza się zgrabnie, skupia na sobie uwagę widza, podnosząc wartość przedstawienia. Chciałbym, zobaczyć Lubaszenkę w poważnym repertuarze bo to znakomity aktor. Jeśli 2-3 tygodnie po spektaklu potrafię go sobie odtworzyć w głowie, znaczy, że było warto. No, ale co z tym Teatrem Nowym, w czym tkwi problem. Wydaje mi się, że w doborze repertuaru. Aktorzy zagrają, reżyser wyreżyseruje, ale trzeba mieć co. „Mój boski rozwód” i „Kobro” są właściwą drogą. „Diabli mnie biorą” to tylko ciekawostka. Trzeba wybrać linię repertuarową i ją szlifować, doskonalić przez kilka sezonów. I lepiej nie silić się na oryginalność. Ludzie są dzisiaj konkretni i chcą teatru realistycznego.




Inspiracja: Gabriela Zapolska, Ich czworo, Małgorzata Bogajewska, Teatr Jaracza w Łodzi.

Scenografia musi przykuwać uwagę, zaskakiwać drobnymi rozwiązaniami, a jednocześnie jako całość powinna charakteryzować się prostotą. Niby wszystko takie normalne, a jednak  jest jakoś dziwnie. Scena to rzeczywistość umowna nie dosłowna. Aktorzy powinni być potraktowani jak figury w dziele plastyka, żywe rzeźby czy postacie wychodzące z ram obrazu. W inscenizacji Bogajewskiej mamy bohaterów przerysowanych jak w świecie komiksu. Jest żywo i kolorowo. Wszyscy aktorzy grają wprost genialnie. Mamy histeryczno - piskliwy styl Kasi Cynke; Maja Pankiewicz znakomicie oddaje postępującą w dziecku chorobę psychiczną; Iza Noszczyk jest najbardziej plastycznie odegraną grubaską jaką widziałem; Gabriela Muskała potrafi z równą pasją odegrać miłość, co głupotę; Michał Staszczak ukazuje sobą mężczyznę tak rozsądnego, mądrego, że aż bezbronnego wobec swojego zagubienia i głupoty innych ludzi; wreszcie Sambor Czarnota w roli Fedyckiego, który odtańczył balet aktów seksualnych, bo serca kobiece otwiera się penisem. Aktorzy odgrywają  przed nami idee swoich postaci, które niczym karty w talii są zręcznie tasowane, rzucane widzom, zbierane, znów tasowane i to tempo wymienności gestów, wypowiadanych tekstów mają nas, widzów omamić jakbyśmy byli dziećmi na placu zabaw, na karuzeli w lunaparku. Ma być wesoło aż do zagubienia siebie w tym wesołym rozgardiaszu. 


 
Inspiracja: Małgorzata Sikorska - Miszczuk, Kobro, Iwona Siekierzyńska, Teatr Nowy w Łodzi.

Władysław Strzemiński ma kompleks męskości dopiero gdy jako osoba bez oka, ręki, nogi, odstawiona od pracy artystycznej przez losy wojny, jest zdana na kobietę Katarzynę Kobro Strzemińską. Czyli problem z męskością u wybitnego twórcy uwydatnia się dopiero przy takich ekstremach jak wojna i kalectwo. Dzisiejszy mężczyzna nabywa kompleksu w momencie dorastania jako cechę cywilizacyjną. W Polsce modelowy jest tu przypadek Janusza Korwina Mikke, którego przekaz ideowy bazuje na tychże kompleksach i do najbardziej zakompleksiałych jest adresowany. Wygląda to tak: dawniej mężczyzna wiedział jakie są jego role społeczne. Mógł im nie sprostać, ale każdy uczeń, urzędnik, żołnierz, robotnik, fabrykant, mąż i ojciec wiedział czego system od niego oczekuje. Dzisiaj system mówi: jesteś zbyteczny, gospodarka ciebie nie potrzebuje, kobieta może świetnie poradzić sobie bez ciebie, dla rodziny często jesteś balastem bo nie pracujesz, za mało zarabiasz. Dawny patriarchalny świat oparty na systemie monarchistycznym i burżuazyjnym w sensie psychicznym był jedynie trudny dla homoseksualisty. Korwin więc eksponuje sobą seksualność i przywiązanie do konserwatywnej przeszłości. Im osoba jest seksualnie bardziej pobudzona tym kompleksy męskich ról silniejsze. Gdy Korwin sięga po rekwizyty historyczne: muszka, miecz, bródka, pistolet, Bracia Figo Fagot po dres, wódkę, wąsy. Strzemiński mimo kalectwa bił swoją żonę Kobro kulami. Kiedy na oczach męża Kobro w piecu paliła swoje genialne rzeźby, które uczyły nas jak na nowo mamy zagospodarowywać przestrzeń, byśmy oderwali się od ograniczeń indywidualizmu w kierunku wolności zaklętej w abstrakcyjnej doskonałości, paliła je w piecu żeby kalekiemu mężowi ugotować zupę, Władysław ją znienawidził. Wyznacznikiem męskości u Strzemińskiego była nieskalana idea sztuki, stojąca ponad wojną i kalectwem. Kobro tą przeklętą zupę sacrum sprowadziła do profanum, nakarmiła męża daniem z jego własnej męskości.

Klasyczny model zakłócenia  męskich ról: nie wiem co mam robić żeby sprostać wymaganiom system - kobieta więc staram się służyć, pomagać, opiekować się. Kobieta jest ciągle niezadowolona gdyż widzi, że cierpię z  powodu niespełnienia i braku samorealizacji. Mimo moich starań nasz związek jest nieszczęśliwy. Według badań tak zachowuje się większość mężczyzn. Stąd u Panów fascynacja neoimperializmem Rosji, kieszonkowym imperium u Węgrów, poglądami partii skrajnych, rekwizytem militarnym, a najbardziej spektakularnym wyrażeniem męskich kompleksów jest fala mordu i wojennej eskalacji w Państwie Islamskim w Syrii, Iraku i Libii. Chciało by się rzec: mężczyzna wychowany jest do wojny i potrzebuje wojny by pewnie się poczuć przy kobiecie. Czy nie żałosne ?

Sztuka, progresywne życie duchowe pozwala męską potrzebę bycia wojownikiem przenieść na inny, wyższy poziom. Tak było u Strzemińskiego, takie akcenty pojawiły się w kontrkulturze lat 80tych w Polsce - piosenki m.in Armii, Izraela z wątkiem uduchowionego wojownika.

Nika Strzemińska, córka Kobro i Władysława, padła ofiarą konfliktu rodziców. Rozwodząc się podeptali jej uczucia. Oni w stosunku do niej nie okazali wierności jaką ona zachowała w stosunku do nich, kochając i propagując ich dzieło. Gdy postanowiła żyć życiem swoim nie rodziców, okazało się, że już jest za późno, że trzeba umierać.  Władysław, Kobro i Nika zostali pochowani w Łodzi. daty śmierci: Kobro - 1951, Władysław - 1952 (z głodu), Nika - 2001 r.

Wreszcie bardzo dobry spektakl w Teatrze Nowym. Udany ponieważ twórcy zajmowali się nie głupotami, ale sprawami poważnymi i pracowali ze skupieniem i oddaniem.



Inspiracja: Olga Boznańska, Muzeum Narodowe w Warszawie

Dusza istnieje. Malarka maluje duszę w ludzkim ciele. Wyrażają to oczy. Dzięki oczom postacie opuszczają obrazy i mieszają się z tłumem zwiedzających. Nasze oczy spotykają się z oczami ludzi, których malarka uwieczniła pod koniec XIX wieku. Dziewiętnastowieczni Polacy, których słyszymy i czujemy ich obecność. Przechodzę od jednych oczu do drugich. To malarstwo jest piękne poprzez urodę młodości, oczy ukazane nam przez Boznańską żywo przypominają oczy dziewczynek przyjmujących pozy między dwoma wiszącymi portretami. Skupione nieco nerwowe spojrzenia mężczyzn. Wierne i spolegliwe oczy kobiet. Płynę z jednej sali do drugiej, tracąc kontakt z ludźmi wokół siebie. Młodość składa z siebie ofiarę. Po wyjściu z tego transu nie powinienem już niczego konkretnego robić. Dzięki aparatowi cyfrowemu też jesteśmy portrecistami, ale aparat nie jest w stanie tak podkreślić wyrazu oczu. To dzięki nim Boznańska przyciąga uwagę. Współcześni zauważają różnicę między ostrością barw fotografii cyfrowej, a zamglonymi obrazami malarki. A mimo to z zaciekawieniem towarzyszą "Śpiącemu psu", "Zakonnicy" (Wielki Piątek), "Piastunce".

Gdy kontemplujemy "Zakonnicę" modlącą się przy zapalonych lampkach, do głowy nam nie przychodzi by kwestionować wiarę w Boga. Matka Boska istnieje bo się  przyśniła. Matka Boska istnieje bo mam z nią intymny kontakt. Matka Boska nie może nie istnieć z powodu wiedzy czy poziomu wiary. Matka Boska się przyśniła i odtąd ją bardzo kocham. Wiara i wiedzą są głupie.



Miesiąc Maryjny:

13 maja 1917 r. - początek objawień fatimskich
13 maja 1981 - zamach na Papieża
28 maja 1981 - śmierć kardynała Stefana Wyszyńskiego
Maj - miesiącem urodzin Buddy

Znaki, świadectwa, objawienia dotyczące zagłady:

św. Hildegarda z Bingen (+1179)
Marie Martel (+1673)
Charles Auguste Nectou (+1777)
Elizabeth Canorie-Mora (+1825)
Marie Taigi - 1837 r.
Sekret z La Salette - 1846 r.
Theresa Steindel z Kirchdorf - 1860 r.
Palma d'Oria (+1863)
Dzieci z Medelshiem  - 1873 r.
Proroctwa z La Fraudais Marie-Julie Jahenny - 1878 r.
Marie Baourdi (+1878)
Marta Robin z Chateauneuf-de-Galaure - 1881 r.
Fatima - 1917 r.
Pere Lamy (+1931)
św. Faustyna Kowalska (+1938)
Bertha Petit z Brukseli - 1943 r.
św. Ojciec Pio - 1950 r.
Hanna Kuźmińska z Seredne (Ukraina) - 1955 r.
Patricia Talbot z Cuencha - 1961 r.
Elena Aiello - 1961 r.
Proroctwo z Akity - 1973 r.
Elena Leonardi - koniec lat 70tych
Amparo Luz Cuevas z El Escorial - luty 1980 r.
Barnardo Martinez z Cuopa w Nikaragui - 1980 r.
ks. Czesław Klimuszko (+1980)
Mejugorie - czerwiec 1981 r.
Jan Paweł II ("wiedza Nieba") - 1982 r.
Joseph Terelya - 1985 r.
ks. Stefan Gobbi - 1987 r.
Patricia Talbot - 1988 r.
Christina Gallagher z Calladashan - 1991, 1992 r.
Ivetka Korcakowa z Litmanowej - 1993 r.
ks, Sefan Gobbi - 1994 r.
brak adresata - 26 grudnia 1994 r. Paratico we Włoszech
John Larry z przedmieść Rochester - 1996 r.
Barbara Rose Centilli - 1998 r.
Pedro Regis - 2005, 2007,

CRYSTAL CASTLES 2015 !

niedziela, 12 kwietnia 2015

Skrzypczak w sztuce Waśkowskiej & Durrenmatt & Szumowska & Bracia Figo Fagot & Bochniak & Nikonova.

Inspiracja: Irina Waśkowska, Lekcje miłości, Rafał Sabara, Teatr Jaracza w Łodzi.



Znowu ta wspaniała Agnieszka Skrzypczak. Jej aktorstwo jest forsowne, totalne, gra od stóp po głowę, niesamowicie wywraca oczami, "ciągnie widza za mózg" dlatego im szybciej się pojawi na scenie tym lepiej dla przedstawienia. Sama aktorka jest osobą optymistyczną i witalną mimo, że grane przez nią postacie bynajmniej nie należą do beneficjentów życia. Kwestie wypowiada całą sobą z niezwykłą siłą. Jej przykład pokazuje jak "końską siłę" musi mieć dzisiaj aktor teatralny by porwać za sobą publiczność. W kinie, telewizji pomagają zbliżenia kamer, czułe mikrofony, na boisku piłkarz ma dziesięciu kolegów, w teatrze aktor jest jak bokser w ringu. Gdy inni aktorzy grają na skrzypcach, delikatnie uderzają struny gitary lekko kołysząc amplitudą drgań, Agnieszka uderza w perkusję, a wysokość drgań przypomina falę tsunami. Dla mnie Agnieszka Skrzypczak jest najlepszym aktorem na łódzkich scenach teatralnych od czasu Ludwika Benoit. Na pewno zdetronizowała świetnego przecież i ponadczasowego Bronisława Wrocławskiego. My, wszyscy zakochani w aktorskim talencie Agnieszki drżymy czy przetrwa w Łodzi do następnego sezonu.

Agnieszka w etiudzie Łukasza Korczaka

Agnieszka w Pink Roses



Inspiracja: Friedrich Durrenmatt, Zwłoka, Waldemar Zawodziński, Teatr Jaracza w Łodzi.




Umiera dyktator. System nie jest przygotowany do przejęcia władzy więc podjęta zostanie próba utrzymania przywódcy przy życiu jeszcze przez kilka dni. Nie można człowieka operować gdyż pod narkozą staruszek umrze, więc lekarz, były nazista podejmuje się operacji na żywca. Nie można ukryć zwłok ani posłużyć się sobowtórem gdyż społeczeństwo potrzebuje relacji na żywo. Widocznie łatwiej jest wpływać i manipulować ludźmi gdy dostają ze wszystkiego ciągły reality show. Państwo przedstawione przez Durrenmatta bardzo przypomina Rosję – ludzie wierzą w propagandę i sztuczki socjotechniczne pod warunkiem, że się do nich ciągle coś mówi i coś pokazuje. Uwaga odbiorcy musi być zajęta bo tylko wtedy jest się wiarygodnym panem społecznej narracji.
 
W czasach Durrenmatta socjotechnika nie była tak rozwinięta i agresywna jak obecnie. Po 23 lutym 2014 r. (zajęcie Krymu) żyjemy już w świecie wojennej propagandy, psychologicznej wojny informacyjnej. Zarabiamy na konsumpcji kosztem środowiska naturalnego i z manipulacji, która daje władzę i pieniądze. Negatywne uczucia, myśli i pieniądze najlepiej się sprzedają. Zabijamy powolutku siebie i naszą planetę. Bolesna karma musi się wypełnić, a ci co przeżyją już zadecydują co dalej. Określone myśli powodują określone konsekwencje.


Inspiracje: Małgorzata Szumowska, Body/Ciało, film z 2015 r.



Prawda skłania nas byśmy odwołali się do słabości swojego ciała. Moc jest zaklęta w naszych słabościach. Gdy ciało chwiejne, biedne, skruszone, gdy psychika znosi z najwyższym trudem najmniejszy podmuch losu, pojawia się sadysta z twardym kijem i psychopatyczną niewzruszonością. Właśnie wtedy ratuje nas wręcz graniczny stan omdlenia albo ukochana śmierć.

Dobroć jest na końcu ciemnego i długiego korytarza. Czeka.
Czołgamy się do niej, udając, że dobrocią jest właśnie to co robimy.
Codzienna dobroć jest gdy ścieramy kurze, odczuwamy głód i ból.
Światło jest wizją dobroci.
Spłycony oddech jest utratą kontaktu z dobrocią.

Podniecona seksualnie, w oczekiwaniu na śmierć, bardzo dużo mówię. Robię to głośno. Chodzi o to, że próbuję wyrazić taką prawdą, taką myśl, która mnie wyzwoli. Gdy powiem to "słowo" pęknę, zaleje mnie moja własna krew, mocz, udławię się niestrawionymi kartoflami. Ale dzięki temu "słowu" idea kochanka zmaterializuje się i mnie pochłonie, do czysta. Pozostanie piękny zapach. Prawda pięknie pachnie.

Ciałem oddycham dla Ciebie byś mnie kochał
Ciałem oddycham dla Ciebie byś mnie kochał
Ciałem oddycham dla Ciebie byś mnie kochał

Inspiracje: koncert BFF czyli Braci Figo Fagot, klub Bedroom w Łodzi oraz film Macieja Bochniaka, Disco Polo z 2015 r.

Cynke i Maćkowiak w "Zszywanie"



Kobiety to świnki. Bo są seksy, bo karmią piersią, bo są skarbonką bez dna. Kobiety lubią piosenki BFF bo BFF rozumie kobiety i poświęca kobiecie dużo uwagi. Kobieta pragnie uwagi, a disco polo poświęca kobiecie dużo uwagi. Miłość seksualna jest magiczna. Uroda ma kobiecie pomóc przysłonić to co ludzkie tym co nadludzkie. Forma teatru Miłości. Ma być nieludzko atrakcyjnie. A tak po ludzku mamy być zaćpani, upici, seksualnie użyci i nadużyci. Kobieta każdego dnia chce iść na zakupy, chce być adorowana, kochana i ze dwa razy po południu i wieczorem dostać drinka. Hitler chciał dać niemieckiej kobiecie wszystkie skarby Europy. Ma to kolor ciućkanych landrynek. Z powodu wódki disco polo nie stało się psychodeliczne. Ciało kobiety jest miękkie i tyje.

Mężczyźni są wulgarni. Wulgarność to drink wódki z krwią. Dobry mężczyzna musi być dla kobiety nieprzytomny. Idea kobiety musi współgrać przynajmniej częściowo z rzeczywistą kobietą. Dzięki kobiecie mężczyzna może czuć się "na haju". Penis tym wszystkim reguluje, a precyzyjnie połączenie "mózg - fiut". Świnka zawiaduje połączeniem "mózg - fiut" i w każdą sobotę jest dziko i wesoło. Mężczyzna gdy zachwala świat kobiecych wdzięków podnosi do rangi sacrum burdel. Gdy mężczyzna grozi, że pójdzie do burdelu oznacza to, że jest gotowy "pójść na całość" i prowokuje tym samym wszystkie wolne panny by się ujawniły.

Bracia Figo Fagot

Inspiracja: Angelina Nikonova, Portret o zmierzchu, film z 2011 r.




Filmy "Bez litości" Stevena Monroe z 2010 i "Pluję na twój grób" Meira Zarhiego z 1978 r. pokazują gwałt na kobiecie widziany oczami człowieka Zachodu. Zło musi być ukarane. Winowajcę należy precyzyjnie wskazać palcem i go ukarać. U Nikonovej jest inaczej. Zgwałcona przez policjanta kobieta nie ma co liczyć nie tylko na sprawiedliwość, ale nawet na zrozumienie. Nie daje jej ukojenia wygodne życie u boku bogatego męża pracującego w korporacji. Świat korporacji jako "kapitalistyczny gwałciciel" jest bardziej obojętny od chamskiej rosyjskiej prowincji. Jej mąż, wielokrotnie wykorzystany przez system, staje się typem aseksualnym i beznamiętnym, który już w żaden sposób nie jest w stanie dogodzić kobiecie. A najgorsza jest w nim obojętność, malująca się na szarej twarzy męskiej biurwy. Zgwałconej nie pozostaje nic innego jak uklęknąć przed swoim gwałcicielem policjantem. I robi to. Pierze mu, gotuje i ciągle mówi, że go kocha za co jest bita po twarzy. Policjant uważa, że nie zasługuje na miłość bo przecież stróż prawa, który gwałci, kradnie i morduje jest godzien pogardy, a  nie miłości. W "rosyjskiej duszy"  Rosjanin znajdzie ład moralny, gdy brakuje sprawiedliwości społecznej, gdy ludzie wstrętni, pijani i obojętni, człowiek może już liczyć tylko na siebie i na Boga, który daleko i w ogóle nie wiadomo czy jest. I w tej swojej rosyjskiej duszy, Rosjanin wykonuje katorżniczą pracę duchową jak to robiła Sonia z Raskolnikowem. Rosja przerabia różne formy gwałtu, a mieszkańcy tego przepastnego kraju muszą z tym sobie jakoś radzić.


poniedziałek, 16 marca 2015

Kazik na Żywo, Kamil Maćkowiak, Pat Metheny, Pink Freud, Dorian Mono, Clement & Waititi, O Jeności c.d.



Inspiracja: Kazik Na Żywo, Ostatni występ w mieście, koncert klubie Wytwórnia w Łodzi.







Żaden polski wykonawca nie była tak bardzo publicystyczny jak Kazik Staszewski (w Kulcie jako Kazelot). Artyści kontrkultury lat 80tych posiedli umiejętność krytyki społecznej tak uniwersalnie, że udało im się osiągnąć ponadczasowość przekazu. Miało się wrażenie, że nie chodzi wcale o Polskę, a tym bardziej komunizm i rolę PZPR jako siły kierowniczej upadłego państwa, ale zarówno o zniewolony świat jak i żyjące w nim jednostki. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie krótka i prosta piosenka pt. "Berlin". Przesłanie Kazika, że w zasadzie to źle się dzieje i sprawy nie mają się dobrze, okazało się prorocze, gdyż po 1989 r. wcale nie przyszło nam żyć w lepszym świecie - w innym na pewno tak, ale wcale nie w lepszym. Wydarzenia na Placu Tian'anmen były takim kubłem zimnej wody.  Nasza wiedza została wzbogacona o nowe fakty, które przynoszą nam nie ulgę, ale raczej dodatkowy ciężar.

Artystycznie Kazik najwięcej siły witalnej i świeżości miał  w okresie yassowym czyli na płytach "12 groszy" i "Melassa". KNŻ to przede wszystkim "Las Maquinas de la Muerte". Kazik Staszewski nie nagrał jednej perfekcyjnej płyty. Wywalczył sobie trwałe miejsce jako artysty niezależnego podczas gdy wielu rockmanów z ostatniej dekady PRL już dawno zawiesiło gitary na kołku. Polska w piosenkach Kazika jest intensywna, prowokacyjnie zaczepna, niepokojąca, ale jednocześnie swojska. Podmiot liryczny tytułowy Kazik to osoba tuzinkowa, przepocona, spragniona duchowych uniesień, zakiszona i zawekowana w polskiej rzeczywistości. Mogę sobie wyobrazić, że są ludzie, którym piosenka "Świadomość" mogła pomóc w podjęciu życiowej decyzji.
Piosenki Kazika z przełomu lat 80/90 i w latach 90tych były dla wielu tym czym poezja Gałczyńskiego po wojnie czy przed wojną twórczość Tuwima. Ktoś musi Polakowi pomóc w opowiedzeniu jego życia i dostarczyć pewnej dozy odskoczni od rzeczywistości. Kazik Staszewski wcale nie jest twardym realistą, zawsze szukał poetyckiej odskoczni.

Koncertowi brakowało dramaturgii. Mógł się zacząć i skończyć w dowolnym momencie. Brakowało mocnego intro i szalonego zakończenia, które pozostawia w pamięci odbiorcy trwały ślad. Zresztą takie są też wszystkie płyty tego artysty. Publiczność Kultu/Kazika jest wielopokoleniowa i ma się wrażenie, że każdy przyszedł na koncert ze swoją piosenką w sercu, z własnym niepowtarzalnym intymnym wspomnieniem. Brakuje też wrażenia uczestniczenia w artystycznym misterium. Kazik nie próbuje także rozerwać swoim przesłaniem pajęczej sieci społecznej rzeczywistości utkanej przez system.  Bunt uleciał prawie zupełnie. Pozostał sentyment, uczucia, wspomnienia i rock, muzyka mijającej epoki.


Inspiracja: Diva Show. Monorewia osobowości borderline, Kamil Maćkowiak, Fundacja Kamila Maćkowiaka, AOIA w Łodzi.




Kamil Maćkowiak tworzy w  pełni autorski projekt, w którym jako gospodarz i główny animator zaprasza do swojego teatru gości, najlepiej swoich, wybranych, do współuczestnictwa. Przypomina to teatr Andrzeja Dziuka z Zakopanego. Teatr Jaracza na pewno nie zapewniał artyście takiego kontaktu z publicznością. Aktor w trakcie odgrywania roli potrafi z niej wyjść i prowadzić towarzyski dialog z osobami z widowni (oczywiście bez przesady). Podoba mi się i bardzo to doceniam, że Kamil swoje artystyczne ego postawił wyżej od kreowanej postaci czy teatralnego misterium - Melpomene (tragedią) i Talią (komedią). Chce być gwiazdą lub odgrywać role gwiazdy. Przede wszystkim dominuje w nim żywotność, chęć przetrwania, potrzeba zaznaczenia swojego istnienia. Mimo, że w Amoku i Diva Show mamy postacie autodestrukcyjne, to Kamil swoją osobowością przywraca je do życia, nie pozwala im umrzeć na dnie. On nie tylko gra, ale "coś robi" z postacią, nadaje jej coś od siebie, a nawet więcej niż "coś". Teatr Maćkowiak jest realistyczny, nie ma w nim odlotu, tego prowokacyjnego kontrolowanego szaleństwa, który z kolei sam tak bardzo lubię. W Jaraczu Maćkowiak był częścią teatru, obecnie jest teatralną indywidualnością. Wokół "Niżyńskiego" narastała niezdrowa atmosfera fascynacji młodym aktorem odgrywającym wariata, postać wybitną, ważny był też motyw homoseksualny. Czuło się, że Maćkowiak w tym dobrym spektaklu jest zbyt uwięziony, nie może wyjść z roli (co czyni obecnie), pozostawało mu tylko na końcu ukłonić się, przyjmując owację.  Teatr Kamila Maćkowiaka uzależnia, ale tylko ludzi z zaklętego kręgu bliskich i wtajemniczonych. Maćkowiak jest  kimś na granicy offu. Więcej podobnych inicjatyw i będziemy mieli łódzki Broodway.

DIVA SHOW


Inspiracja: Pat Metheny Trio, Day Trip, płyta z 2008 r.



Szczęście. Dynamika zmian. Na szczęście nic nie jest statyczne i wszystko się zmieni. Ci co czynią tyle zamieszania z powodu własnych ambicji, wywierania całkiem niepotrzebnie presji na samych siebie poczuciem misji, obowiązku, umrą, co do jednego. Tak, tak, wszyscy tacy jesteśmy. Harmonijnie przekażmy życie pokoleniom tak jak uważnie przechodzimy na drugą stronę ulicy wyznaczonym miejscem. Umiejętność łagodnego spacerowania po mieście. Czy ciepłe dźwięki Metheny'ego pasują do polskiego chłodu, szaro - niebieskiego kolorytu ? Czy polski jazz jest inny ? Ulica wytwarza sporo ciepła - "pracujące" rury i kable - ciepło wytwarzane przez organizmy żywe, skupione na małych przestrzeniach - promieniowanie słońca i urządzeń.  Kiedyś potrafiłem spacerować po mieście bez celu, marnotrawiąc godziny, przesiąkając chłodem. Pokonywałem trasy dość szybko, ale bez planu. Ważne było oglądanie witryn sklepowych, czasami się kogoś spotkało. Miło było kupić absurdalne ilości lodów i je wszystkie zjeść. Gdy pojawiła się kobieta zaczęło się chodzenie celowe, zadaniowa. Gdy pojawiła się praca miasto zaczęło męczyć. Trzeba było kilku lat by na nowo nauczyć się korzystać z miasta. Gdy pojawił się internet, nasze miasta nabrały południowego kolorytu. Internet powiedział: tacy jesteśmy. Pat Metheny - dynamika zmian i ich podskórny charakter.

Pat Metheny


Inspiracja: Dorian Mono, Miles' Club, płyta z 2011 r. (jazz, elektronika)



Poręcze do Ciebie na wysokim piętrze
kochana, urodziło nam się dziecko
melony aż po horyzont
kiedy wyrzucili mnie za burtę ze statku
po środku oceanu dryfowałem
bezbrzeżny ocean
nieskończoność ?
skończoność - w każdej chwili można utonąć
a co po utonięciu ?
nieskończoność ponownych narodzin
ocean kosmosem
kiedy to się zatem skończy ?
nigdy
ten dzień jest spektakularny
oddajmy się bezwładnie nieskończoności
jestem szklanką wypełnioną wszystkim
jestem kurwa egoistą
ciężka głowa dryfuje
melony aż po horyzont
nie ma komunikacji
wszyscy mówimy do siebie
słuchamy samych siebie
coraz głośnie rozmawiamy sami ze sobą
kiedy to się skończy ?
nigdy
ludzie zwracając się do mnie mówię do siebie
ja, kurwa egoista, obserwuje usta
jeszcze nie jest najgorzej
rozumiem i czuję
oni na prawdę chcą coś mi zakomunikować
proste psie komunikaty spojrzenia
łapię się za głowę
przystawiam do skroni zimną łyżeczkę

tekst nie jest wierszem. To monolog pra literacki, który napisałem kontemplując muzykę Dorian Mono.


Inspiracja: Pink Freud, Horse &Power, płyta z 2012 r.




W polskiej muzyce alternatywnej i post punk pojawił się  jazgotliwy saksofon. Waltornie zaimplantował do Kultu Kazik. Jazz znalazł w ten sposób drogę do rocka i pomógł muzyce rockowej wyzwolić się z ograniczeń. Pink Freud wymieszał jazz z yassem i otrzymaliśmy dość niespokojną, intrygującą muzykę wyrażającą intensywność życia we współczesnej Polsce, pod zasłoną niebiesko - szarą naszego nieba, smak gruszek, jabłek i truskawek. Łagodni dzięki dobrodziejstwu niekończącego się opadu mżawki, weseli gdy wyjrzy słońce, otwieramy i zamykamy drzwi samochodów. Każde załamanie geometryczne dobrze znanych nam miejsc inspiruje kombinacją dźwięków, które trudno było przewidzieć. Szorstka łagodność Polski jazzowej. Gdy słów i bodźców mnóstwo, a samotność się zdaje pogłębiać, muzyka jazzowa ma tą siłę witalną, która pomoże optymistycznej spojrzeć na naszą codzienność, świetnie rozładowuje napięcia a nawet stany agresji, dystansuje nas do problemów. Trzeba tylko podążać za dźwiękiem. Gdzie nas zaprowadzi ? Jaką krainą okaże się Pink Freud, a gdzie nas zaprowadzi Dorian Mono. Yass jest bardziej zaangażowany od jazzu w publicystyczną część naszej rzeczywistości. Od kilkunasty lat postrzegam yass jako pomysł  na punk. A może dać sobie spokój ze starymi szyldami ? Pink Freud wyraża popularność, ale nie tworzy muzyki popularnej. Nie powinno się tej muzyki słuchać przez słuchawki. Lepiej w ciągu dnia niż przed zaśnięciem. Świetny do oglądania blogów fotograficznych, modowych, stron poświęconych malarstwu. Świat ilustrowany przez Pink Freud wyraża łagodność przeplataną napięciami nerwów.

Pink Freud

Inspiracja: Co robimy w ukryciu, Jemaine Clement & Taika Waititi, film z 2014 z Nowej Zelandii, Kino Charlie w Łodzi.



"Dlaczego się śmiejesz" pyta Stu samiec alfa stada wilkołaków. Stu odpowiada " ponieważ śmieje się grupa". Wampiry do przeżycia potrzebują krwi i muszą unikać promieni słonecznych. Wilkołaki mięsa i księżyca. Wampiry i wilkołaki są towarzyskie. Ci drudzy są stadni. Wampiry są indywidualistami. Jedni i drudzy nie potrzebują kobiet/samic. Wampiry wykorzystują kobiety jako tanią siłę roboczą. Nie rozmnażają się więc stado wilkołaków nie potrzebuje samic. Wampiry nie wiążą się z kobietami bo trumny są zbyt ciasne. Świat wampirów i wilkołaków to studium współczesnych mężczyzn żyjących ze sobą, wałęsających się po mieście po nocnym Wellington, pijących piwo. Frytki wywołują u wampirów wymioty. Wilkołaki chadzają po parkach, wampiry nie wyrabiają się z domowymi obowiązkami. Najgorzej mają wampiry stare, bo muszę wiecznie pozostać w wieczności jako starcy . Wampiry robią zakupy przez internet. Wampir, który nie był zbyt sprawny i zaradny za życia, w okresie potępienia też taki będzie. Wampir może stać się kochankiem  pod warunkiem, że był zakochany za życia i może się związać na wieczność tylko z osobą, którą za życia kochał i tylko wtedy gdy kochanka jeszcze jest wśród żywych. Wampir udający kochanka w stosunku do przygodnych śmiertelniczek jest tylko naciągaczem i w stosunku do nich zwykłym drapieżnikiem.


O Jedności (ciąg dalszy rozważań)



Gdy patrzymy na świat dualistycznie (ja - ty, ja - oni, ja - to) cierpimy. Cierpimy bo szukamy drogi do domu jedności. Dzielimy świat na jakiś wewnętrzny i zewnętrzny. Indywidulane cierpienie przenosimy na realia polityczne i ekonomiczne. Jednostkowe ego powoduje przerost konfrontacji nad współpracą, a egoizm ekonomiczny zaowocuje nierównością i niesprawiedliwością społeczną. Dualny człowiek z wielkim trudem dochodzi do świadomości globalnej zaś świadomość kosmiczna jest kompletnie poza zasięgiem jego rozumowania.

Cierpiący muzułmanin osadzony w swoim ego, źródło cierpienie odnajduje nie w sobie, ale  w zewnętrznej konstrukcji świata. Będzie to środkowowschodnia dyktatura, despotyczna monarchia lub Zachód z przywódczą rolą USA i demonicznym Izraelem, który jest wrogiem islamu od jego zarania. USA wraz z wpływowym żydowskim lobby stoi na straży bliskowschodniego status quo zaś  upragnione swobody i bogactwa Zachodu rozczarowują ponieważ Zachód sam pogrążony jest w cierpieniu dualizmu. To co, że Francja daje zasiłki jeśli trafia się w duchową pustkę, nie zna się i nie rozumie europejskiej kultury, jej kodów, symboli, nie potrafi się więc wypełnić tej duchowej pustki kontemplacją jej głębi i tajemnic. Seksualna witalność nie pozwala młodemu dżihadyście należycie przestudiować Koranu, skądinąd trudnej księgi. Pozostaje więc walka ze strażnikami cierpienia czyli USA - przywódcą świata i Izraelem. Wyzwolenie Palestyny jest nierozłącznie związane z całkowitym upadkiem Izraela gdyż cierpienie trzeba przekroczyć, całkowicie się z niego wyzwolić, więc zwycięstwo Palestyny i upadek Izraela muszą być totalne, tak jak totalne były rezultaty wojen w starożytności i średniowieczu. Palestyna jest zatem symbolem dżihadu przeciwko złu cierpienia.

Projekt ISIS, światowego kalifatu, idealizmu fundamentalistycznego, mówiącego że światowy pokój nastąpi wówczas gdy wszyscy przejdą na islam, jest utopią. Przekonanie, że im więcej będziemy zabijać tym szybciej nastąpi pokój pogłębia jeszcze bardziej problem ego bojowników ISIS, Al Kaidy itp. Marzą więc o generalnej rozprawie na terenie wroga. Jeżeli nie może to być Waszyngton czy Nowy York to doskonałym celem może być Rzym z papieską stolicą czy Paryż symbol kultury Zachodu.

Podobny problem mają Rosjanie z presją Zachodu. Cierpiący i alkoholizujący się Rosjanin szuka wroga nie w swoich słabościach, ale w płytkim, zdemoralizowanym Zachodzie, gdzie za sznurki pociągają USA i Żydzi. Przywrócenie idealizowanego dawnego rosyjskiego imperium ma być aktem duchowego wyzwolenia się z cierpienie.

Powyższe przykłady wskazują na trwałość toczących się wojen i potrzebę duchowej przemiany jednostek, jako szansy na pokój.