poniedziałek, 3 marca 2014
Tęsknota za milczącym
1.
Witold Gombrowicz, Iwona księżniczka Burgunda, Agata Duda Gracz
Iwona ! Po coś ty tam poszła ?!
A gdzie ja miałam się podziać morderco. Poszłam do ciebie kochany.
2.
Henryk Rzewuski, Jędrzej Kitowicz, Kapliczka, Mikołaj Grabowski
Stara zmęczona sobą Polska, która o niczym nie marzy bardziej jak o głębokim, długim śnie.
3.
Jarosława Pulinowicz, Marzenia Nataszy, Nikołaj Kolada
Dla Agnieszki Skrzypczak, oklaski na kolanach. Na kolanach i z kwiatami w zębach. Amen.
Marzenie Nataszy
wszystkie: Teatr Jaracza w Łodzi
poniedziałek, 24 lutego 2014
Bokka
Inspiracja: koncert zespołu Bokka, Klub Wytwórnia
Zespół działa od 2013 r. udało się więc uchwycić historyczną chwilę debiutu. Bokka wykonała przed pełną salą, bez obciachu, album z bonusami. Przekaz jednorodny stylistycznie. Skojarzenia ze Szwedami: Knife (grają od 1999 r.) oraz solową płytą wokalistki tegoż zespołu "Fever ray" (2009 r.) Karin Dreijer Andersson. Czyżby Kari Amirian ze Świnoujścia jest tajemniczą wokalistką Bokki ?
***
niewidoczna znajoma
opromienna w domku wariatów
rozpina poniedziałki
(haiku)
Town of Strangers
Zespół działa od 2013 r. udało się więc uchwycić historyczną chwilę debiutu. Bokka wykonała przed pełną salą, bez obciachu, album z bonusami. Przekaz jednorodny stylistycznie. Skojarzenia ze Szwedami: Knife (grają od 1999 r.) oraz solową płytą wokalistki tegoż zespołu "Fever ray" (2009 r.) Karin Dreijer Andersson. Czyżby Kari Amirian ze Świnoujścia jest tajemniczą wokalistką Bokki ?
***
niewidoczna znajoma
opromienna w domku wariatów
rozpina poniedziałki
(haiku)
Town of Strangers
poniedziałek, 17 lutego 2014
Golem. Część 1
Inspiracja:
Gustav Meyrink, Golem, książka z 1915 r.
Piotr Szulkin, Golem, film z 1980 r.
Na parterze starej kamienicy, okna tuż przy wejściu od podwórza, mieszka pomarszczony wysoki typ, straszący łysiną i małymi wąskimi oczami. Urodził się dawno temu w Pradze, obecnie przed zgiełkiem świata chroni go łódzkie zacisze, wysokie sypiące się mury i ponure drzewa.
- Panie, skąd pan się tu wziął ? Najstarsi mieszkańcy kamienicy pana pamiętają. Podobno był pan w obozie, ale trudno w to uwierzyć, bo wygląda pan dość rześko..po tylu latach...
O obozie Golem nigdy nie opowiadał. Zagadywany o to gdzie był osadzony, w Belzcu go podobno widziano na archiwalnym zdjęciu, odpowiadał tylko, że na piękną wiosnę się zanosi i że to wielki dar mieć duszę i móc być wrażliwym.
- Gdy pan panie sąsiedzie śpisz to co się panu śni. Jak po wódce się śni, a jak po piwie ? Bo wrażliwy człowiek to śni chyba wyraziście ? - pytał z zaciekawieniem Golem.
Można mieć duszę chorą i ją leczyć. Można mieć dusze chorą i jej nie leczyć i wówczas w tym obłędzie tworzyć dzieła, konstruować ustrojstwa i organizować takie miejsce jak wspomniany Belzec. Ale można też mieć duszę zdrową.
- Ja nie mam duszy - mówił do siebie Golem - tylko jakieś karteczki z zaklęciami w pysku, ale bym bardzo chciał tę duszę mieć.
Golem uczył się wrażliwości obserwując reakcje dzieci. Na przykład wczoraj zobaczył jak dziecko po raz pierwszy ujrzało kota na parapecie, wyciągając do niego rękę. W sklepie przyglądał się ludziom kupującym takie ładne, kuliste, imitujące kryształ żyrandole. Potem unosił do nich swoje szare dłonie, by zrozumieć dotykiem to czego inne zmysły nie zdołały ogarnąć. Rankiem, siedząc przy oknie, wsłuchiwał się w poranny zgiełk, krakania i gruchania ptaków, szum aut. Nużyła go jednak ta zmienność pór roku za oknem.
- Oj, Maharal, Maharal, niedoskonałym mnie stworzyłeś. Nawet z gipsowych oczu Matki Boskiej cieknie słona oleista substancja.
Tekst inspirowany w.w dziełami.
Gustav Meyrink, Golem, książka z 1915 r.
Piotr Szulkin, Golem, film z 1980 r.
Na parterze starej kamienicy, okna tuż przy wejściu od podwórza, mieszka pomarszczony wysoki typ, straszący łysiną i małymi wąskimi oczami. Urodził się dawno temu w Pradze, obecnie przed zgiełkiem świata chroni go łódzkie zacisze, wysokie sypiące się mury i ponure drzewa.
- Panie, skąd pan się tu wziął ? Najstarsi mieszkańcy kamienicy pana pamiętają. Podobno był pan w obozie, ale trudno w to uwierzyć, bo wygląda pan dość rześko..po tylu latach...
O obozie Golem nigdy nie opowiadał. Zagadywany o to gdzie był osadzony, w Belzcu go podobno widziano na archiwalnym zdjęciu, odpowiadał tylko, że na piękną wiosnę się zanosi i że to wielki dar mieć duszę i móc być wrażliwym.
- Gdy pan panie sąsiedzie śpisz to co się panu śni. Jak po wódce się śni, a jak po piwie ? Bo wrażliwy człowiek to śni chyba wyraziście ? - pytał z zaciekawieniem Golem.
Można mieć duszę chorą i ją leczyć. Można mieć dusze chorą i jej nie leczyć i wówczas w tym obłędzie tworzyć dzieła, konstruować ustrojstwa i organizować takie miejsce jak wspomniany Belzec. Ale można też mieć duszę zdrową.
- Ja nie mam duszy - mówił do siebie Golem - tylko jakieś karteczki z zaklęciami w pysku, ale bym bardzo chciał tę duszę mieć.
Golem uczył się wrażliwości obserwując reakcje dzieci. Na przykład wczoraj zobaczył jak dziecko po raz pierwszy ujrzało kota na parapecie, wyciągając do niego rękę. W sklepie przyglądał się ludziom kupującym takie ładne, kuliste, imitujące kryształ żyrandole. Potem unosił do nich swoje szare dłonie, by zrozumieć dotykiem to czego inne zmysły nie zdołały ogarnąć. Rankiem, siedząc przy oknie, wsłuchiwał się w poranny zgiełk, krakania i gruchania ptaków, szum aut. Nużyła go jednak ta zmienność pór roku za oknem.
- Oj, Maharal, Maharal, niedoskonałym mnie stworzyłeś. Nawet z gipsowych oczu Matki Boskiej cieknie słona oleista substancja.
Tekst inspirowany w.w dziełami.
środa, 5 lutego 2014
Pod mocnym aniołem
Inspiracja:
1. Jerzy Pilch, Pod mocnym aniołem, 2000.
2. Wojciech Smarzewski, Pod mocnym aniołem, 2013.
"Pijecie bo pijecie". Myślicie bo myślicie. Gadacie bo gadacie. Robicie bo robicie. Aby uciec z domu pustki. Aby zagłuszyć cierpienie spowodowane rozdzieleniem ciała i duszy. Ludzkość jest chora z powodu tego rozdwojenia. Po spożyciu alkoholu osoba będąca w "procesie duchowym" znacznie osłabia swoje centrum. Mówi się wtedy o słabym charakterze. Myśli, słowa, działania nie budują poczucia harmonii, wyciągane są ze śmietniska świadomości na światło dzienne. Dobre samopoczucie jakie daje pijaństwo zastępuję przyjemność ze świadomego uczestniczenia tu teraz. Człowiek pijący nie potrafi zmierzyć się ze swoim ego, które stale generuje iluzje, złudzenia, uproszczenia i skomplikowania. W "procesie duchowym" nawet kufel piwa, tak zwykle dobrze przyswajalny, nagle staje się nieprzyjemnym doświadczeniem. Dlaczego ludzie tak łatwo się uzależniają ? Mózg zapamiętuje stany przyjemnego samopoczucia i pragnie powtórki. Tak samo jest z medytacją. Doskonale zapamiętujemy chwile kiedy nasz umysł chociaż przez chwilę był pogłębiony i poszerzony. Medytacja to kwestia techniczna podobnie jak picie. Do jednego jak i drugiego potrzeba pasji. Szczelny egoizm u osoby pijącej jest groźny. Choremu człowiekowi wystarcza sił już tylko na wykorzystywanie bliskich dla podtrzymania swojego ciała przy życiu. Jak wygląda śmierć z przepicia ? Jaka jest dynamika duszy ? Taka jak człowieka umierającego po wypadku, śmiercią naturalną, po wycieńczającym raku ? Potrafimy uzależnić się od swojego ego, wyobrażenia na temat wykreowanego siebie, podobnie jak od alkoholu. Człowiek rozwijający się duchowo odczuwa realność tego co kryje się pod pojęciami miłości i wolności. Dla człowieka uzależnionego od swojego ja, będzie to głównie puste pojęcie zbyt uproszczone wobec badań naukowych wreszcie czymś słabo użytecznym.
Ludzie pijani u Smarzewskiego są przede wszystkim osobami obserwowanymi, rejestrowanymi. Reżyser rozgrywa swój mecz szybkimi podaniami, przepycha się między rosłymi obrońcami. Pijacy z filmu forsują brawurowo rzeczywistość bez szans przetrwania w dzikiej przyrodzie. Miasto, sąsiad, kobieta, oddział deliryków daje im jako takie szansę na fizyczne przetrwanie.
W prozie Pilcha alkoholik prowadzi swój dziennik uczuć, wycisza się celem przyjrzenia się sobie i światu. Czy w przypadku tej choroby podmiot liryczny i autor są ze sobą połączeni ? Dualizm ciała i duszy raczej to wyklucza. A może jednak i decyduje o tym poziom wyciszenia autora dziennika uczuć ? Pilch rozgrywa atak pozycyjny. Gdy znajdzie dogodny moment na oddanie strzału na bramkę, okazuje się, że widownia i stadion są puste, a ludzie już zdążyli się rozejść.
Smarzewski szuka w filmie śladu porządku, boi się konwencji nieładu. Nie chce budować swoich relacji ze światem na zasadach podyktowanymi przez chaos. Potrzebuje więc stałych punktów oparcia: bar "Pod Mocnym Aniołem", postać kobieca (JEDNA ! Sklejona z Ali Alberty i Asi Katastrofy), Kraków, oddział deliryków, doktor Granada. Nadzieja w filmach Smarzewskiego wynika właśnie z szukania tych punktów oparcia.
Pilch szuka w prozie siebie, chce siebie lepiej zrozumieć, długimi zdaniami utrzymać kontakt z rzeczywistością i mityczną kobietą, która lepiej żeby była inteligentna i młoda. Bohater powieści martwi się, że "coś mu się w głowie przestawiło" pisze więc żeby nie pić, wycisza się pisząc, ale jakoś niepokojąco celebruje siebie, boi się zerwać układ ze swoim pijackim ego. Bo jak zerwie to straci cały swój literacki powab i tym samym utraci wabik na kobiety. W rozmowie z "terapeucicą" z niepokojem przyjmuje myśl, że może wypaść z roli pisarza i być na przykład zwykłym pracownikiem czy po prostu tylko alkoholikiem.
Kobietą bardziej spodoba się książka niż film. Proza ta jest niczym list miłosny. Film brutalnym reportażem. Książkę można przytulić do serca, filmu nie. Kobiety od wieków borykają się z samcami pijakami alkoholikami więc instynktownie szukają na ten temat informacji, dla własnego bezpieczeństwa.
1. Jerzy Pilch, Pod mocnym aniołem, 2000.
2. Wojciech Smarzewski, Pod mocnym aniołem, 2013.
"Pijecie bo pijecie". Myślicie bo myślicie. Gadacie bo gadacie. Robicie bo robicie. Aby uciec z domu pustki. Aby zagłuszyć cierpienie spowodowane rozdzieleniem ciała i duszy. Ludzkość jest chora z powodu tego rozdwojenia. Po spożyciu alkoholu osoba będąca w "procesie duchowym" znacznie osłabia swoje centrum. Mówi się wtedy o słabym charakterze. Myśli, słowa, działania nie budują poczucia harmonii, wyciągane są ze śmietniska świadomości na światło dzienne. Dobre samopoczucie jakie daje pijaństwo zastępuję przyjemność ze świadomego uczestniczenia tu teraz. Człowiek pijący nie potrafi zmierzyć się ze swoim ego, które stale generuje iluzje, złudzenia, uproszczenia i skomplikowania. W "procesie duchowym" nawet kufel piwa, tak zwykle dobrze przyswajalny, nagle staje się nieprzyjemnym doświadczeniem. Dlaczego ludzie tak łatwo się uzależniają ? Mózg zapamiętuje stany przyjemnego samopoczucia i pragnie powtórki. Tak samo jest z medytacją. Doskonale zapamiętujemy chwile kiedy nasz umysł chociaż przez chwilę był pogłębiony i poszerzony. Medytacja to kwestia techniczna podobnie jak picie. Do jednego jak i drugiego potrzeba pasji. Szczelny egoizm u osoby pijącej jest groźny. Choremu człowiekowi wystarcza sił już tylko na wykorzystywanie bliskich dla podtrzymania swojego ciała przy życiu. Jak wygląda śmierć z przepicia ? Jaka jest dynamika duszy ? Taka jak człowieka umierającego po wypadku, śmiercią naturalną, po wycieńczającym raku ? Potrafimy uzależnić się od swojego ego, wyobrażenia na temat wykreowanego siebie, podobnie jak od alkoholu. Człowiek rozwijający się duchowo odczuwa realność tego co kryje się pod pojęciami miłości i wolności. Dla człowieka uzależnionego od swojego ja, będzie to głównie puste pojęcie zbyt uproszczone wobec badań naukowych wreszcie czymś słabo użytecznym.
Ludzie pijani u Smarzewskiego są przede wszystkim osobami obserwowanymi, rejestrowanymi. Reżyser rozgrywa swój mecz szybkimi podaniami, przepycha się między rosłymi obrońcami. Pijacy z filmu forsują brawurowo rzeczywistość bez szans przetrwania w dzikiej przyrodzie. Miasto, sąsiad, kobieta, oddział deliryków daje im jako takie szansę na fizyczne przetrwanie.
W prozie Pilcha alkoholik prowadzi swój dziennik uczuć, wycisza się celem przyjrzenia się sobie i światu. Czy w przypadku tej choroby podmiot liryczny i autor są ze sobą połączeni ? Dualizm ciała i duszy raczej to wyklucza. A może jednak i decyduje o tym poziom wyciszenia autora dziennika uczuć ? Pilch rozgrywa atak pozycyjny. Gdy znajdzie dogodny moment na oddanie strzału na bramkę, okazuje się, że widownia i stadion są puste, a ludzie już zdążyli się rozejść.
Smarzewski szuka w filmie śladu porządku, boi się konwencji nieładu. Nie chce budować swoich relacji ze światem na zasadach podyktowanymi przez chaos. Potrzebuje więc stałych punktów oparcia: bar "Pod Mocnym Aniołem", postać kobieca (JEDNA ! Sklejona z Ali Alberty i Asi Katastrofy), Kraków, oddział deliryków, doktor Granada. Nadzieja w filmach Smarzewskiego wynika właśnie z szukania tych punktów oparcia.
Pilch szuka w prozie siebie, chce siebie lepiej zrozumieć, długimi zdaniami utrzymać kontakt z rzeczywistością i mityczną kobietą, która lepiej żeby była inteligentna i młoda. Bohater powieści martwi się, że "coś mu się w głowie przestawiło" pisze więc żeby nie pić, wycisza się pisząc, ale jakoś niepokojąco celebruje siebie, boi się zerwać układ ze swoim pijackim ego. Bo jak zerwie to straci cały swój literacki powab i tym samym utraci wabik na kobiety. W rozmowie z "terapeucicą" z niepokojem przyjmuje myśl, że może wypaść z roli pisarza i być na przykład zwykłym pracownikiem czy po prostu tylko alkoholikiem.
Kobietą bardziej spodoba się książka niż film. Proza ta jest niczym list miłosny. Film brutalnym reportażem. Książkę można przytulić do serca, filmu nie. Kobiety od wieków borykają się z samcami pijakami alkoholikami więc instynktownie szukają na ten temat informacji, dla własnego bezpieczeństwa.
czwartek, 23 stycznia 2014
Inna Charlotte
Inspiracja: Nimfomanka, Lars von Trier, 2013
Na obrzeżach śródmieścia znajduje się ulica wzdłuż, której stoją szaro-brązowe, pokryte zaciekami przedwojenne kamienice. Od ulicy odchodzi krótsza, od niej zakręca jeszcze mniejsza. Pod jednym z jej numerów mieszka samotna kobieta, która się nie maluje i nie chodzi na wysokich obcasach. Mieszka na pierwszym piętrze w dwupokojowym mieszkaniu z korytarzem, kuchnią i WC. W dużym pokoju z oknem zasłoniętym gęstą firanką i zasłoną, mrok zasłania dawno nie dotykane krzesła, stół, zapomniany lampowy telewizor, nawet wpół rozebraną bożonarodzeniową choinkę sprzed kilku lat. Do sypialnego pokoju kobieta wchodzi przez ten właśnie ginący w półmroku pokój gościnny. W sypialni, pieczołowicie zasłonięte okno, odgradzające ją od podwórza. Leży w łóżku, popijając herbatę, która stoi na nocnym stoliczku. Nie gości sąsiadów. Nie rozmawia też sama ze sobą. Nie boi się także duchów, które może przyciągnąć jej samotność. Nigdy nie była z mężczyzną. Nigdy nie była z kobietą. Miała kota, który dawno temu przepadł w labiryncie dachów, piwnic i podwórek. Kiedy tak leży w łóżku, do którego kładzie się dość wczesnym wieczorem, jest bardzo cicho. Szmery i trzaski nie wywołują u niej niepokoju, traktując je jako element bezmiaru spokoju jaki ją otacza. Śpi na łóżku prostym, zaściełanym białą pościelą. Jej głęboki spokój nie wynika z ciszy panującej w pomieszczeniach, ale z uświadomienia sobie, że oddychając, a robi to przecież od urodzenia, jest w stanie nieprzerwanej modlitwy. Dla obserwatora, kobieta jawić się może jako wariatka bądź osoba prowadząca nudne życie. Tak jednak nie jest. Kobieta ta ma dar niezwykle intensywnego przeżywania rzeczywistości. Skupiając uwagę na czymkolwiek od razu doświadcza pełni.
Na obrzeżach śródmieścia znajduje się ulica wzdłuż, której stoją szaro-brązowe, pokryte zaciekami przedwojenne kamienice. Od ulicy odchodzi krótsza, od niej zakręca jeszcze mniejsza. Pod jednym z jej numerów mieszka samotna kobieta, która się nie maluje i nie chodzi na wysokich obcasach. Mieszka na pierwszym piętrze w dwupokojowym mieszkaniu z korytarzem, kuchnią i WC. W dużym pokoju z oknem zasłoniętym gęstą firanką i zasłoną, mrok zasłania dawno nie dotykane krzesła, stół, zapomniany lampowy telewizor, nawet wpół rozebraną bożonarodzeniową choinkę sprzed kilku lat. Do sypialnego pokoju kobieta wchodzi przez ten właśnie ginący w półmroku pokój gościnny. W sypialni, pieczołowicie zasłonięte okno, odgradzające ją od podwórza. Leży w łóżku, popijając herbatę, która stoi na nocnym stoliczku. Nie gości sąsiadów. Nie rozmawia też sama ze sobą. Nie boi się także duchów, które może przyciągnąć jej samotność. Nigdy nie była z mężczyzną. Nigdy nie była z kobietą. Miała kota, który dawno temu przepadł w labiryncie dachów, piwnic i podwórek. Kiedy tak leży w łóżku, do którego kładzie się dość wczesnym wieczorem, jest bardzo cicho. Szmery i trzaski nie wywołują u niej niepokoju, traktując je jako element bezmiaru spokoju jaki ją otacza. Śpi na łóżku prostym, zaściełanym białą pościelą. Jej głęboki spokój nie wynika z ciszy panującej w pomieszczeniach, ale z uświadomienia sobie, że oddychając, a robi to przecież od urodzenia, jest w stanie nieprzerwanej modlitwy. Dla obserwatora, kobieta jawić się może jako wariatka bądź osoba prowadząca nudne życie. Tak jednak nie jest. Kobieta ta ma dar niezwykle intensywnego przeżywania rzeczywistości. Skupiając uwagę na czymkolwiek od razu doświadcza pełni.
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Wyj Jordanie Belfort !
Inspiracja: Wilk z Wall Street, Martin Scorsese, 2013
Jordan Belfort nie zapłakał ani razu. Nie doświadczył swojego dna. Narkotyki udaremniły mu doświadczyć świadomie swojej słabości, stanu w który mężczyzna łka, wyje. Chwil kiedy musi zaakceptować świat takim jaki jest i ludzi na tym świecie bez względu na ich wady i zalety. Belfort nie zaakceptował siebie takim jakim jest bez względu na swoje wady i zalety. Ambicja i cała reszta prawie zarżnęła w nim człowieka.
Belfort ! Poczuj się słaby, przegrany i potwornie zmęczony. Poczuj się tak źle żeby już tylko Bóg był wstanie cokolwiek dalej z tobą zrobić. Doświadcz siebie w tej słabości. Wyj, wyj, a znaczyć to będzie, że jeszcze żyjesz. Poczuj się ukrzyżowanym, poczuj wycieńczenie Buddy w ascezie. Cierp i czekaj cierpliwie aż twój schorowany duchowy umysł uwięziony w zmęczonym ciele przetrwają kryzys dając pierwsze oznaki poprawy - łzy. Odnajdź siebie w słabościach. Zaakceptuj to co niesie ci twój marny los.
Jordan Belfort nie zapłakał ani razu. Nie doświadczył swojego dna. Narkotyki udaremniły mu doświadczyć świadomie swojej słabości, stanu w który mężczyzna łka, wyje. Chwil kiedy musi zaakceptować świat takim jaki jest i ludzi na tym świecie bez względu na ich wady i zalety. Belfort nie zaakceptował siebie takim jakim jest bez względu na swoje wady i zalety. Ambicja i cała reszta prawie zarżnęła w nim człowieka.
Belfort ! Poczuj się słaby, przegrany i potwornie zmęczony. Poczuj się tak źle żeby już tylko Bóg był wstanie cokolwiek dalej z tobą zrobić. Doświadcz siebie w tej słabości. Wyj, wyj, a znaczyć to będzie, że jeszcze żyjesz. Poczuj się ukrzyżowanym, poczuj wycieńczenie Buddy w ascezie. Cierp i czekaj cierpliwie aż twój schorowany duchowy umysł uwięziony w zmęczonym ciele przetrwają kryzys dając pierwsze oznaki poprawy - łzy. Odnajdź siebie w słabościach. Zaakceptuj to co niesie ci twój marny los.
wtorek, 7 stycznia 2014
Wenus w futrze
Inspiracja: Wenus w futrze, Roman Polański, 2013, Kino pod Baranami w Krakowie
Wenus w futrze, Leopold von Sacher - Masoch, 1870
W jesienne dni misie podrywają się do lotu. Wilki i lisy nie chcą być gorsze, więc próbują się dostać do małych miasteczek. Duże miasta są bowiem zarezerwowane dla maszyn, nucących przeróżne melodie. Tak czy owak Wanda trzyma się uparcie swojej diety tak jak jej ukochany nie może oderwać wzroku od trzech (tak trzech) ziarenek pieprzu rozsypanych na kuchennym blacie. Nasze miasto słynie z tego, że jej mieszkańcy dużo rozmawiają przy pracy. Podczas ostatniej wojny żołnierze porzucili swoją artylerię, która do dziś zdobi skwery, place i zaułki. Dzieci toczą się hałaśliwe bo wiadomo, że w umysłach kochających matek są bytami dosyć konkretnymi. Czym zatem jest ten aparat, który nuci inną melodię od innych ustrojstw ? Według Wandy to musi być związane ze Dniem Świętego Spokoju. W tym świątecznym dniu piłkarze wybiegają na boisko w kolorowych kostiumach, a nasi politycy całkiem, całkiem, nie powiem..., grają więc w piłkę, którą przecież tak bardzo kochamy od dzieciństwa. W orkiestrze mamy samych flecistów, bo umiemy tylko na flecie. Zresztą nasze miasto powstało w wyniku niezliczonych skojarzeń seksualnych . Jakich ? Nie trzeba chodzić od razu do lasu, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć. Na przykład po ogrodzie. Miłość tańcuje ze śmiercią. Głupie to i niepoważne, ale prawdziwe. Kółko jeździeckie organizuje zapisy na nowy sezon. Rumak Szymon i koń Bartek przejęli kontrolę nad kółkiem po tym jak prezes zarządu zapił się z okupantem podczas ostatniej wojny. "Przesiądźmy się w rowerów na konie !" głosi plakat. W rynku mamy kawiarnię "Tuwim" (tak, to na cześć zmarłego w 1952 r.) Skręcają tam maszyny, grają w szachy, a ścianę przyozdobiono wzorami i symbolami. W restauracji można zjeść i smoka i ręce w rukoli i napić się tego cudownego napoju znanego w całym powiecie jako Nieskalana Biel. Jego spożycie wprowadza w stan Niewyobrażalnych Głębi Zjawisk. Tak, tak, właśnie to.
CocoRosie: Sierra i Bianca Casady, USA, działają od 2003 r.
https://www.youtube.com/watch?v=tu3EcAHdHlE
Wenus w futrze, Leopold von Sacher - Masoch, 1870
W jesienne dni misie podrywają się do lotu. Wilki i lisy nie chcą być gorsze, więc próbują się dostać do małych miasteczek. Duże miasta są bowiem zarezerwowane dla maszyn, nucących przeróżne melodie. Tak czy owak Wanda trzyma się uparcie swojej diety tak jak jej ukochany nie może oderwać wzroku od trzech (tak trzech) ziarenek pieprzu rozsypanych na kuchennym blacie. Nasze miasto słynie z tego, że jej mieszkańcy dużo rozmawiają przy pracy. Podczas ostatniej wojny żołnierze porzucili swoją artylerię, która do dziś zdobi skwery, place i zaułki. Dzieci toczą się hałaśliwe bo wiadomo, że w umysłach kochających matek są bytami dosyć konkretnymi. Czym zatem jest ten aparat, który nuci inną melodię od innych ustrojstw ? Według Wandy to musi być związane ze Dniem Świętego Spokoju. W tym świątecznym dniu piłkarze wybiegają na boisko w kolorowych kostiumach, a nasi politycy całkiem, całkiem, nie powiem..., grają więc w piłkę, którą przecież tak bardzo kochamy od dzieciństwa. W orkiestrze mamy samych flecistów, bo umiemy tylko na flecie. Zresztą nasze miasto powstało w wyniku niezliczonych skojarzeń seksualnych . Jakich ? Nie trzeba chodzić od razu do lasu, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć. Na przykład po ogrodzie. Miłość tańcuje ze śmiercią. Głupie to i niepoważne, ale prawdziwe. Kółko jeździeckie organizuje zapisy na nowy sezon. Rumak Szymon i koń Bartek przejęli kontrolę nad kółkiem po tym jak prezes zarządu zapił się z okupantem podczas ostatniej wojny. "Przesiądźmy się w rowerów na konie !" głosi plakat. W rynku mamy kawiarnię "Tuwim" (tak, to na cześć zmarłego w 1952 r.) Skręcają tam maszyny, grają w szachy, a ścianę przyozdobiono wzorami i symbolami. W restauracji można zjeść i smoka i ręce w rukoli i napić się tego cudownego napoju znanego w całym powiecie jako Nieskalana Biel. Jego spożycie wprowadza w stan Niewyobrażalnych Głębi Zjawisk. Tak, tak, właśnie to.
CocoRosie: Sierra i Bianca Casady, USA, działają od 2003 r.
https://www.youtube.com/watch?v=tu3EcAHdHlE
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Baba szanel
Inspiracja: Nikołaj Kolada, Baba szanel, Teatr Jaracza w Łodzi.
Kłóciły się ze sobą, jak zawsze, długo i namiętnie. Emocjami, tonem głosu, spazmem czy wylewnością uczuć tak by zawsze Jej było na wierzchu. I było, przez krótką chwilę póki następna nie zaczęła. Wkrótce dołączył do nich Wasyl żartowniś. Stojąc w drzwiach w czapce Dziadka Mroza z urną w ręku próbował babeczki wystraszyć i rozbawić. "Oto urna z prochami Iwana, proszek prosto z cmentarza, moje drogie panie". "Ha, ha, głupoty w głowie, Wasyl, ty się nie śmiej ze śmierci". Iwan pożegnał towarzystwo jakieś miesiąc temu. Wasyl wrzucił do ognia drwa, a popiół zapakował do urny. "Iwan to świntuszył !" Żałowały Iwana. Iwan był chyba jedynym artystą różowego biznesu w Stowarzyszeniu Emerytowanych Artystów Porno. Panie tylko udawały. Jedna była księgową, druga nauczycielką, inna robiła gdzieś po zakładach. Ale lubiły przychodzić. Zapisały się bo opowieści Iwana dobrze robiły na rumieńce i pod wódeczkę. "Stary Iwaniuszka się wykończył przy was babki - zaczepiał Wasyl - a pamiętacie jak opowiadał gdy...", "Nawet nie zaczynaj !" - strofowały panie i zamiast się ze sobą kłócić zaczynały pękać ze śmiechu. Taką oto wesołą stypę miał Iwan. Starościna kiedyś mało co nie zeszła na zawał, bo Wasyl zakradł się gdy ta siedziała w ubikacji i jej buta zabrał. Tamarę udawał, że zgwałci, a ta nie mogła uciekać bo ma chore nogi. Wylała wtedy na niego gorącą herbatę. To było rok temu, na przyjęciu noworocznym. Młodzi nie widzą ile wesołości jest w starym człowieku. Albo to: gęste chmury, a tu nagle prześwit, niebiesiuteńkie niebo o zmierzchu. Rosja robi się wtedy taka pomarańczowa. Zobaczyć jak jasna chmura walczy z ciemną i naćpać się wtedy haustem głębokich oddechów. "Mrozu i słońca będzie mi żal - mówił Wasyl - bo w raju jest ciepło, a w piekle gorąco". "Co Wasia, wolałbyś żeby było jak w Stalingradzie, ech, wyły samoloty i kule świstały, ale przeżyło się. Z tobą to bym Wasia przeżyła nawet dwa Stalingrady". "Kobietki, cały świat kochał Elvisa Presleya, a wy tylko Wiaczesław Tichonow i Wiaczesław Tichonow", "A co Putin to nie kochał ? Cały Związek Radziecki kochał ruskiego człowieka w niemieckim mundurze".
(Tekst jest fantazją i ma bardzo luźny związek ze spektaklem Nikołaja Kolady).
Kłóciły się ze sobą, jak zawsze, długo i namiętnie. Emocjami, tonem głosu, spazmem czy wylewnością uczuć tak by zawsze Jej było na wierzchu. I było, przez krótką chwilę póki następna nie zaczęła. Wkrótce dołączył do nich Wasyl żartowniś. Stojąc w drzwiach w czapce Dziadka Mroza z urną w ręku próbował babeczki wystraszyć i rozbawić. "Oto urna z prochami Iwana, proszek prosto z cmentarza, moje drogie panie". "Ha, ha, głupoty w głowie, Wasyl, ty się nie śmiej ze śmierci". Iwan pożegnał towarzystwo jakieś miesiąc temu. Wasyl wrzucił do ognia drwa, a popiół zapakował do urny. "Iwan to świntuszył !" Żałowały Iwana. Iwan był chyba jedynym artystą różowego biznesu w Stowarzyszeniu Emerytowanych Artystów Porno. Panie tylko udawały. Jedna była księgową, druga nauczycielką, inna robiła gdzieś po zakładach. Ale lubiły przychodzić. Zapisały się bo opowieści Iwana dobrze robiły na rumieńce i pod wódeczkę. "Stary Iwaniuszka się wykończył przy was babki - zaczepiał Wasyl - a pamiętacie jak opowiadał gdy...", "Nawet nie zaczynaj !" - strofowały panie i zamiast się ze sobą kłócić zaczynały pękać ze śmiechu. Taką oto wesołą stypę miał Iwan. Starościna kiedyś mało co nie zeszła na zawał, bo Wasyl zakradł się gdy ta siedziała w ubikacji i jej buta zabrał. Tamarę udawał, że zgwałci, a ta nie mogła uciekać bo ma chore nogi. Wylała wtedy na niego gorącą herbatę. To było rok temu, na przyjęciu noworocznym. Młodzi nie widzą ile wesołości jest w starym człowieku. Albo to: gęste chmury, a tu nagle prześwit, niebiesiuteńkie niebo o zmierzchu. Rosja robi się wtedy taka pomarańczowa. Zobaczyć jak jasna chmura walczy z ciemną i naćpać się wtedy haustem głębokich oddechów. "Mrozu i słońca będzie mi żal - mówił Wasyl - bo w raju jest ciepło, a w piekle gorąco". "Co Wasia, wolałbyś żeby było jak w Stalingradzie, ech, wyły samoloty i kule świstały, ale przeżyło się. Z tobą to bym Wasia przeżyła nawet dwa Stalingrady". "Kobietki, cały świat kochał Elvisa Presleya, a wy tylko Wiaczesław Tichonow i Wiaczesław Tichonow", "A co Putin to nie kochał ? Cały Związek Radziecki kochał ruskiego człowieka w niemieckim mundurze".
(Tekst jest fantazją i ma bardzo luźny związek ze spektaklem Nikołaja Kolady).
czwartek, 12 grudnia 2013
Akropolis
Inspiracja: Stanisław Wyspiański, Akropolis, Łukasz Twarkowski, Teatr Stary
Rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Do Teatru Starego trafiłem nie ze względu na skandal związany ze sztuką "Do Damaszku", ale dlatego, że niedawno obejrzałem "Wyzwolenie" Krzysztofa Jasińskiego (Teatr Stu). Zmierzyć się z erudycją i geniuszem Wyspiańskiego jest dla współczesnego widza, który ledwo co lizną starożytność, a Biblie kojarzy z Mojżeszem i Jezusem, sporym wyzwaniem. Gdy brakuje wartkiej narracji z "Wesela", a na delektacje intelektualne nie ma co liczyć, pozostaje samo przeżywanie. Forma przedstawienia spójna: ekran górujący nad sceną i kamery podoczepiane do skroni aktorów są istotniejsze od żywych postaci poruszających się po scenie. Treść przypomina sukno rozciągnięte aż do stanu rozerwania na nitki. Te nitki treści mogą zaistnieć w naszej świadomości właśnie dzięki spójnej formie. Im dłużej trwa spektakl tym lepiej się go odbiera. Współczesny człowiek zaglądający w mikro i makro kosmos ma potrzebę głębszego zanurzenia się w psychikę i kulturę . Chcemy zrozumieć dokąd zmierza świat, który powołał nas do życia i co my tutaj mamy do odegrania.
Gdy patrzymy na nasze życie wstecz widzimy jak poszczególne zdarzenia i spotkania z ludźmi znakomicie do siebie pasują. Nawet typy ludzkie jakie są dominujące w naszym życiu obecnie, odpowiadają typom ludzkim jakie spotykaliśmy w przeszłości i już przygotowują nas na spotkanie z kimś w przyszłości. Również fascynujące jest to jak potrafią rozejść się drogi ludzi sobie bliskich. Rosyjski matematyk Grigorij Perelman, wyjaśniając hipotezę Poincarego, odkrył osiem wymiarów dla wszechświata. Jak bogata jest zatem geometria planu na jakim porusza się ludzki byt ?
W "Akropolis" miesza się świat realny z nierealnym. Błędem twórców spektaklu mogło być to, że zbyt słabo były podkreślone przejścia między tymi światami. Ludzie lubią opowieści (baśnie, filmy, gry, magia), w których obserwują jak w rzeczywistości na równych prawach pojawiają się rzeczy wymyślone. Na przykład Adama i Ewę przedstawiamy w raju, który odzwierciedla znaną nam
przyrodę.
W łódzkim teatrze nawet by nie spróbowano wystawić tak trudnych spektakli jak "Wyzwolenie" i "Akropolis". W Krakowie przed wpuszczeniem ludzi na salę twórcy przygotowali krótki wykład na temat reformy teatru Wyspiańskiego i przybliżyli treść "Akropolis".
http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/635
Rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Do Teatru Starego trafiłem nie ze względu na skandal związany ze sztuką "Do Damaszku", ale dlatego, że niedawno obejrzałem "Wyzwolenie" Krzysztofa Jasińskiego (Teatr Stu). Zmierzyć się z erudycją i geniuszem Wyspiańskiego jest dla współczesnego widza, który ledwo co lizną starożytność, a Biblie kojarzy z Mojżeszem i Jezusem, sporym wyzwaniem. Gdy brakuje wartkiej narracji z "Wesela", a na delektacje intelektualne nie ma co liczyć, pozostaje samo przeżywanie. Forma przedstawienia spójna: ekran górujący nad sceną i kamery podoczepiane do skroni aktorów są istotniejsze od żywych postaci poruszających się po scenie. Treść przypomina sukno rozciągnięte aż do stanu rozerwania na nitki. Te nitki treści mogą zaistnieć w naszej świadomości właśnie dzięki spójnej formie. Im dłużej trwa spektakl tym lepiej się go odbiera. Współczesny człowiek zaglądający w mikro i makro kosmos ma potrzebę głębszego zanurzenia się w psychikę i kulturę . Chcemy zrozumieć dokąd zmierza świat, który powołał nas do życia i co my tutaj mamy do odegrania.
Gdy patrzymy na nasze życie wstecz widzimy jak poszczególne zdarzenia i spotkania z ludźmi znakomicie do siebie pasują. Nawet typy ludzkie jakie są dominujące w naszym życiu obecnie, odpowiadają typom ludzkim jakie spotykaliśmy w przeszłości i już przygotowują nas na spotkanie z kimś w przyszłości. Również fascynujące jest to jak potrafią rozejść się drogi ludzi sobie bliskich. Rosyjski matematyk Grigorij Perelman, wyjaśniając hipotezę Poincarego, odkrył osiem wymiarów dla wszechświata. Jak bogata jest zatem geometria planu na jakim porusza się ludzki byt ?
W "Akropolis" miesza się świat realny z nierealnym. Błędem twórców spektaklu mogło być to, że zbyt słabo były podkreślone przejścia między tymi światami. Ludzie lubią opowieści (baśnie, filmy, gry, magia), w których obserwują jak w rzeczywistości na równych prawach pojawiają się rzeczy wymyślone. Na przykład Adama i Ewę przedstawiamy w raju, który odzwierciedla znaną nam
przyrodę.
W łódzkim teatrze nawet by nie spróbowano wystawić tak trudnych spektakli jak "Wyzwolenie" i "Akropolis". W Krakowie przed wpuszczeniem ludzi na salę twórcy przygotowali krótki wykład na temat reformy teatru Wyspiańskiego i przybliżyli treść "Akropolis".
http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/635
wtorek, 10 grudnia 2013
Boże, lepiej pleść głupstwa.
Inspiracja: Toxic Bonkers (Aleksandrów Łódzki), Armed for Apocalipse (Chico, Kalifornia), Napalm Death (Wielka Brytania), Wunder wave klub Dekompresja.
Trzeba dbać o chodniki. To one są miejską glebą. W powietrzu unoszą się bryły dźwięku. Linie strun próbują przemóc tą geometrię. Śpiew próbuje wydostać się z krzyku. Seryjny błąd, seryjny bunt. Chodniki są cenne ponieważ fizycznie łączą ludzi ze sobą. Powietrze jest ważne bo dominuje nad wszystkim. Domy ludzi dzielą bo odgradzają. Hałas przeszkadza w rozwijaniu długich zdań. Potrzeba pokarmu powoduje zawiłość myślenia. Dwie oddzielne czynności: słuchanie ryku i modelowanie myśli. Nakładające się na siebie smugi kolorów (przewaga szarych czy jaskrawych ?) To co chcemy namalować nie jest tym co widzimy. W głośnej muzyce zawarte są uczucia i emocje wyrażone, ale nie opowiedziane. Uczucia i emocje osiągają nadmiar. Odbiorca głośnej muzyki eliminuje siebie jako nadmiar. Czy ludzkość cierpi na nadmiar ? Zbyt proste, linearne, myślowe. Lepiej to rozbić za pomocą dźwięków. Szczerość prowadzi do nieszczerości. Na końcu każdej chwili Bóg próbuje nas przytulić. Czy można mówić o nadmiarze Boga ? Lepiej pleść głupstwa niż wypowiadać się wyważonymi słowami.
Miałem w zanadrzu historię o rodzącym się fizycznym kalectwie, ale gdy zobaczyłem smutną młodą twarz (bo na młodych twarzach widać najlepiej smutek), postanowiłem zaniechać tej opowieści. Zapragnąłem opowiedzieć dowcip. Zdołał zakiełkować:
- Barni, czemu grasz hard core od 30lat ?
- Wiesz, chciałem się wyszumieć.
- Barni, to prawda, że poznałeś żonę na swoim koncercie ?
- Tak, stała pod sceną i się patrzyła.
- Barni, co myślisz o Polsce i Polakach ?
- Wiesz, od 30 lat szukam odpowiedzi na to pytanie ?
https://www.youtube.com/watch?v=UXGvr1RjZSs
Trzeba dbać o chodniki. To one są miejską glebą. W powietrzu unoszą się bryły dźwięku. Linie strun próbują przemóc tą geometrię. Śpiew próbuje wydostać się z krzyku. Seryjny błąd, seryjny bunt. Chodniki są cenne ponieważ fizycznie łączą ludzi ze sobą. Powietrze jest ważne bo dominuje nad wszystkim. Domy ludzi dzielą bo odgradzają. Hałas przeszkadza w rozwijaniu długich zdań. Potrzeba pokarmu powoduje zawiłość myślenia. Dwie oddzielne czynności: słuchanie ryku i modelowanie myśli. Nakładające się na siebie smugi kolorów (przewaga szarych czy jaskrawych ?) To co chcemy namalować nie jest tym co widzimy. W głośnej muzyce zawarte są uczucia i emocje wyrażone, ale nie opowiedziane. Uczucia i emocje osiągają nadmiar. Odbiorca głośnej muzyki eliminuje siebie jako nadmiar. Czy ludzkość cierpi na nadmiar ? Zbyt proste, linearne, myślowe. Lepiej to rozbić za pomocą dźwięków. Szczerość prowadzi do nieszczerości. Na końcu każdej chwili Bóg próbuje nas przytulić. Czy można mówić o nadmiarze Boga ? Lepiej pleść głupstwa niż wypowiadać się wyważonymi słowami.
Miałem w zanadrzu historię o rodzącym się fizycznym kalectwie, ale gdy zobaczyłem smutną młodą twarz (bo na młodych twarzach widać najlepiej smutek), postanowiłem zaniechać tej opowieści. Zapragnąłem opowiedzieć dowcip. Zdołał zakiełkować:
- Barni, czemu grasz hard core od 30lat ?
- Wiesz, chciałem się wyszumieć.
- Barni, to prawda, że poznałeś żonę na swoim koncercie ?
- Tak, stała pod sceną i się patrzyła.
- Barni, co myślisz o Polsce i Polakach ?
- Wiesz, od 30 lat szukam odpowiedzi na to pytanie ?
https://www.youtube.com/watch?v=UXGvr1RjZSs
Subskrybuj:
Posty (Atom)








